Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmysły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2015

Czarno-biało cd.

Maciuś przepotwornie nie lubi pielęgnacji po kąpieli. Płacz zaczyna się na ogół zaraz po wyciągnięciu z wanienki. Jeśli uda się go utulić, płacz rozpoczyna się po odłożeniu (jeszcze nie opanowałam dokonywania czynności pielęgnacyjnych trzymając dziecko na rękach, ale chyba wszystko przede mną).
Chyba nie muszę pisać, że jest to trochę niefajne. Różnych rzeczy próbuję, żeby to zmienić, ale jakoś nic się nie sprawdza. Pomyślałam, że może spróbuję jakoś odwrócić jego uwagę.

Jakiś czas temu kupiłam filcowe podkładki w dwóch - jedynie słusznych - kolorach. Po cenach promocyjnych :-)



Krótka chwilka i powstało coś takiego:



Zawisły na ścianie w łazience, przyklejone na plastelinowy klej, żeby mieć pole manewru, gdyby miejsce okazało się nietrafione.

 
Maciusiowi przypadły do gustu i lubi sobie na nie popatrzeć. Przed kąpielą.

 
 
A po?
Również.
O ile uda mi się sprawić, że otworzy zaciśnięte od płaczu powieki......
:-(

Wszelkie patenty na taką sytuację chętnie przyjmę.....



 


 

środa, 23 października 2013

Trąbka

Zrobiłyśmy trąbkę.

Tak się to przynajmniej nazywało roboczo i nazwa się przyjęła.

A to było tak:

Mila dostała od babci książkę.


Jest w niej rozdział o instrumentach muzycznych, które można zrobić samemu. 
Pokusiłam się na zrobienie mirlitonu.

Nazwa śliczna, a co oznacza?
Jest to wspólna nazwa instrumentów, które zmieniają głos osoby grającej.

Do naszego mirlitonu potrzebne było niewiele rzeczy:

papierowa tuba (po ręcznikach papierowych świetnie się nadaje)
kawałek papieru (u nas był śniadaniowy)
gumka recepturka


Tuba została oklejona kolorową taśmą i naklejkami.
Papier został ozdobiony wzorkami z użyciem mazaków dmuchanych.

Papier nałożyłyśmy na końcówkę tuby i przymocowałyśmy gumką.
 

Gdy do tuby nuci się melodię, papier drży i zniekształca głos.


Nie minęło pięć minut, jak pożałowałam, że wpadłam na ten pomysł.

Dlaczego?

Sami zróbcie, to zobaczycie.... ;-)



niedziela, 1 września 2013

Noszenie dzieci

Cofnęłam się dziś myślami do czasów niemowlęctwa Emilki.

"Nie bierz na ręce, jak tylko zakwęka, bo przyzwyczaisz."

Znacie to?

Dobre rady starszego pokolenia (i nie tylko), które na szczęście puszczałam mimo uszu. Nigdy nie ograniczałam Mili bliskiego kontaktu ze mną i nigdy tego nie żałowałam. Nosiłam, przytulałam, usypiałam na rękach. Niczego nie robiłam na siłę - żadnego płaczu "aż się zmęczy", żadnej bolesnej nauki samodzielnego zasypiania itp. Moja intuicja podpowiadała mi inną drogę i cieszę się, że ją wybrałam.

Żałuję tylko jednego - że tak późno odkryłam chustę. 
Dostałam ją w prezencie (choć na moje wyraźne życzenie), jak Mila miała już pół roku. A że lato było wtedy upalne, więc tak naprawdę chustą mogłyśmy się omotywać dopiero u jego schyłku, a wtedy już wróciłam do pracy i codzienne długie spacery odeszły w zapomnienie. 

Ale za to praktykowałyśmy nosidełko. Było nawet praktyczniejsze na letnie dni, bo bardziej przewiewne. 
Mila nie cierpiała jeździć w głębokim wózku. Zdecydowanie bardziej wolała oglądać świat z perspektywy nosidła.






O zaletach noszenia dzieci więcej znajdziecie Tutaj.

A te dzisiejsze wspominki to właśnie na okoliczność nowego banerka po prawej stronie :-)





wtorek, 9 lipca 2013

Ścieżka sensoryczna

Dzisiaj przygotowałam dla Emilki ścieżkę sensoryczną.

Moje zbieractwo naprawdę się przydało. 

Uprzedziłam Milę, że chcę naszykować jej zabawę. "A mogę się podglądać?" - padło jak zawsze. Bo czasami proszę, żeby nie podglądała, bo chcę ją zaskoczyć (albo uniknąć miliona pytań: a co to, a na co, a po co, a z czego, a mogę dotknąć/powąchać/polizać?.... zanim zacznie się zabawa właściwa).  I tym razem właśnie poprosiłam, żeby nie podglądała. Zajęła się więc zabawą spinaczami do bielizny, jedną z jej ulubionych na balkonie.

A w tym czasie ja przygotowałam:

papier - taki, którym owijają kwiaty w kwiaciarni, cieniutki i szeleszczący


ścinki szmatek - hurra! przydały się! 

  kto mej radości nie rozumie, niech sobie zajrzy Tutaj



guziki
 

folię bąbelkową


wytłoczkę po czekoladkach, odwróconą do góry dnem


i kulki hydrożelowe


Ułożyłam wszystko w jednym rzędzie i zawołałam Milę.


Najpierw przeszła ścieżkę z otwartymi oczami.

Pytałam ją o odczucia - określała bardzo trafnie:

papier był szeleszczący, ścinki mięciutkie i ciepłe, guziki twarde i zimne, folia śliska, wytłoczka kłująca (oj tak - sama próbowałam), a kulki delikatne.

Potem zawiązałam jej chustkę na oczach i Mila skoncentrowała się wyłącznie na dotyku.



O mały włos nie wywaliła tacy z kulkami :-)


Ale jakoś udało się wyratować i można było sobie podreptać.


Ścieżka została schodzona w tę i z powrotem, ja też musiałam :-)

Fajna zabawa, a w dodatku daje tyle możliwości...! Już mi się tłoczą kolejne podłoża w głowie :-)

Ale wiadomo - w końcu się znudziła. Ale jeden z jej elementów nie. Taca z kulkami powędrowała na balkon i Mila spędziła przy nich jakąś godzinkę.

O kulkach już kiedyś pisałam Tutaj.


Starła je na miazgę. Cały balkon był w skrawkach kulek. Pół mieszkania zresztą też, bo co jakiś czas przybiegała informować mnie o postępach w masakrowaniu kulek. 

Ale posprzątała pięknie - nic nie musiałam poprawiać. Dobrze wiedzieć, że umie tak starannie odkurzać ;-) 


Dzisiejszy dzień zaliczam do bardzo udanych: 
zabawa ciekawa, dziecko zadowolone, mama miała chwilę dla siebie a przy okazji chałupa wyodkurzana - same zalety z konstruowania ścieżki, zachęcam!

 

 


piątek, 28 czerwca 2013

Gniotka

A więc coś, czego ugniatanie i miętoszenie dostarcza ciekawych doznań :-)

Mamy w domu jedna kupioną w sklepie, ale zachciało się nam zrobić samodzielnie.
Co potrzebne?

Balonik, mąka ziemniaczana, woda. 

I trochę akcesoriów dla ułatwienia, tudzież upiększenia.

Przede wszystkim rozciągnęłyśmy trochę balonik, czyli nadmuchałyśmy go kilka razy (ja). Potem zaczęłyśmy wsypywać do niego mąkę ziemniaczaną, podlewając ją skąpo wodą (Mila).


Co jakiś czas sprawdzała, czy już.


Dalszy proces produkcyjny gniotki musiał zostać przerwany na jakiś czas, ponieważ Emilka nie mogła sobie odmówić (ani ja jej) zabawy swoim ulubionym glutem...


 Gniotka została do zabawy włączona.


Do czynności właściwej wróciłyśmy po jakiejś półgodzince.
Mila przygotowała włoski.


Które ja zawiązałam naszej gniotce.


Narysowałam jej podstawowe elementy fizjonomii.  


Które Emilka uznała za konieczne poprawić.


Ale i tak permanentność naszego markera okazała się naciągana.
Buźki starły się bardzo szybko. 
Najlepszym wyjściem okazał się długopis.
Ciekawe, czy można kupić baloniki z nadrukowaną buźką - to by było najlepsze rozwiązanie.

Tak czy owak nasza gniotka była gotowa.

I dostarcza mnóstwa wrażeń dotykowych (mi również).




Miętoszenie jej to świetna zabawa. A wykonanie bardzo proste.
Aha - bardzo ważne, gdyby ktoś chciał zrobić - w baloniku nie powinno zostać ani trochę powietrza.




 

środa, 26 czerwca 2013

Z czego to jest zrobione

Od jakiegoś czasu Mila interesuje się tworzywem, z jakiego zrobione są rożne przedmioty, i ich właściwościami.

Że metal jest twardy i zimny, że drewno cieplejsze, że plastik jest czasami twardy a czasami nie.

Zorganizowałyśmy więc sobie zabawę wokół tego tematu.

Nazbierałam do pudełka przedmioty zrobione z różnych materiałów - drewna, plastiku, metalu, gumy itp.

Starałam się wybrać takie, których Mila raczej nie zna i które trudno będzie jej skojarzyć, zasłoniłam jej bowiem oczy. Chodziło mi o to, żeby odgadła rodzaj tworzywa wyłącznie po dotyku.




 Nie powiem, że nie pomyliła się ani razu (tak jak Tutaj), ale jak na tak trudne zadanie poradziła sobie świetnie.

Zmysł dotyku to jeden z podstawowych zmysłów, dlatego bardzo dbamy o jego rozwijanie. A tutaj mamy dodatkowo ćwiczenie koncentracji. I wzbogacanie słownictwa przy określaniu cech danego tworzywa.

No i ta radość i satysfakcja, gdy uda się odgadnąć - Mila aż się zachłystuje z dumy, gdy zdejmujemy opaskę i widzi, że zgadła  :-)




czwartek, 6 czerwca 2013

Papier ścierny

Dzisiaj zorganizowałyśmy sobie zabawę, w której główną rolę odgrywał zmysł dotyku.

Najpierw udałyśmy się do sklepu budowlanego, gdzie kupiłyśmy kawałki papieru ściernego o różnym stopniu szorstkości.
Papier był tam dostępny "z metra". Pan był zachwycony, że może mi sprzedać po 10-centymetrowym kawałku każdego.... :-)

W domu rozłożyłam kawałki papieru na stoliku.
Mila sprawdzała, jaki jest szorstki.


Potem dostała zadanie: miała poukładać kawałki od najmniej do najbardziej szorstkiego.


Bardzo dobrze odgadywała.


Więc trochę utrudniłam (moja wrodzona wredota...).
Na oczy założyłam Mili opaskę. Teraz miała zrobić to samo - czyli poukładać kawałki od do, ale korzystając tylko ze zmysłu dotyku.


Pomyliła się tylko raz.

A potem już zabawy sensoryczne jej się znudziły.


Ale papier ścierny nie.

Okazało się, że piraci pojechali na biwak. Z namiotami oczywiście.


 Potem rozpalili ognisko.


A potem układali się spać w swoich namiotach.


Zabawa trwała długo.
 
Jeśli ktoś chciałby wykorzystać ten pomysł, uczulam na jedno - nie pozwolić bawić się masą solną w następnej kolejności.... 
Jednak nie udało się uchronić paluszków przed otarciami. A sól jest wtedy niewskazana.... 



wtorek, 14 maja 2013

Grzechotki

Jak już pisałam Tutaj rolki po papierze toaletowym można różnie wykorzystać.

Tym razem postanowiłam zająć się zmysłem słuchu.
Co ma słuch do papieru toaletowego? 
Ano to:

Naszykowałam rolki. Z tekturki wycięłam kółka, pasujące średnicą do rolek.


Przykleiłam kółeczka do jednej strony rolek.


Do tak powstałych "pudełeczek" włożyłam drobiazgi różnego rodzaju, dbając o to, żeby zrobione były z różnego tworzywa. Były więc plastikowe gwoździki, piankowe stopery  do uszu, monety, ryż i drewniane koraliki.


Na początku planowałam, żeby pokazać Mili, jakie rzeczy są w rolkach, a ona musiałaby odgadnąć, w której rolce jest co, czyli która rzecz wydaje jaki dźwięk.
Ale pomyślałam, że to może być dla niej za trudne. Dla nas dźwięk monet jest oczywisty, dla trzylatki - niekoniecznie.
Zmieniłam więc koncepcję i dorobiłam rolek. Powstały po dwie z takim samym wypełnieniem. Zadanie miało polegać na odnalezieniu dwóch takich samych.
Pomysł fajny, za to wykonanie....



Jeśli się komuś wydaje, że poprzyklejanie denek i pokrywek taśmą klejącą to pikuś, to się lekko myli. Jest to trochę.... hmmmm... męczące. Gdzieś tak około 23:30 nawiedzać mnie zaczęły myśli, żeby może kupić Mili jakąś interaktywną, gadającą zabawkę, albo tablet, i mieć w nosie wymyślanie zabaw z rolkami po papierze. Dziecko będzie sobie siedziało przed srebrnym ekranem, grało w tzw. edukacyjne gry, a ja będę sobie leżeć na kanapie i będzie coooooooool....

Rano mi przeszło :-)

Zabrałyśmy się za zabawę z entuzjazmem.



I znowu moje dziecko mnie zaskoczyło.
Bezbłędnie rozpoznała wszystkie pary i to za pierwszym podejściem.


 Postanowiłam więc podnieść poprzeczkę i pootwierałam pojedyncze rolki, żeby pokazać Mili, co jest w środku. Stanowczo się tego zresztą domagała. Następnie miała odgadnąć, w której rolce są poszczególne przedmioty - czyli zrealizowałam swój pierwotny pomysł.



Znowu była bezbłędna.


Ja to chyba mam jakieś genialne dziecko.
Tak obiektywnie rzecz biorąc ;-)))))



PS  Moja refleksja z 22:30 poprzedniego wieczoru została dodatkowo pogłębiona przez fakt, że po skończeniu napełniania i przyklejania rolek siadłam wreszcie do laptopa i na blogu innej mamy zobaczyłam ten sam pomysł, tylko z wykorzystaniem pojemniczków po jajkach niespodziankach...... O ileż to prostsze.... Tylko stopery by mi się do nich nie zmieściły.....