Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2016

Koszyki skarbów

Mało nas tu ostatnio.... Jaka przyczyna? Chyba nakłada się kilka. Przede wszystkim - dobiega końca mój urlop maciusiński :-) A tu tyle spraw do załatwienia: rehabilitacja, lekarz jeden, drugi i trzeci, porządek w garderobie, krzesła do tapicera i milion innych drobiazgów, o których już wiem, że nie dam rady :-(
A do tego jeszcze czytam. Czytam i czytam, bo chcę być najmądrzejsza na świecie :-) Gdy już mi się wydaje, że przeczytałam wszystko, co powinnam, w aktualnie czytanej książce znajduję wzmiankę o innej, wartej przeczytania. No i dawaj - nieprzeczytane.pl i zamawiam. A wiecie, jak to się czyta przy roczniaku... Nie wiecie? To ja Wam powiem - powoli. No bo przecież niedopuszczalne jest spocząć w fotelu i zagłębić w lekturze - zaraz jakieś macki chwytają za nogi a paszcza wydaje niemiłosierne okrzyki. Więc czytam tylko w wybranych momentach - w trakcie usypiania na drzemkę (Maćka w chustę na plecy i maszeruję w kółko po pokoju) i gdy dzieci już śpią wieczorem. A i to też nie za długo, bo moje wieczne niedospanie daje o sobie znać. I nagle stwierdzam, że te dwie ostatnio przeczytane strony to nie wiem, o czym są....
Ale nie jest źle - na stercie "do przeczytania" zostały mi jeszcze tylko dwie książki :-) Oczywiście do czasu, gdy nie natknę się na wzmiankę o kolejnej, już coś mi się tam trzepocze z tyłu głowy, ale na razie odganiam jak muchę....


O książkach jeszcze kiedyś będzie, bo czytam takie rzeczy, że chyba będę musiała się tym podzielić. Ale to już nie dzisiaj.

W co się ostatnio bawimy?

Mila większość czasu spędza na swobodnej zabawie, w którą nie ingeruję. Zabawa toczy się wokół, tudzież z udziałem, wróżek. Był czas, że miałam dosyć - ciągle tylko te wróżki i wróżki... Ale kiedyś, ukradkiem, aczkolwiek z uwagą, przyjrzałam się tej zabawie. Jaka ona okazała się wszechstronnie rozwijająca! Mila wymyśla scenariusze, więc wyobraźnia pracuje. Wciela się w różne postacie, więc doskonali komunikację i relacje interpersonalne. Ubiera je w małe recepturki (które udają wszystko), więc doskonali małą motorykę. Wycina im ubranka ze szmatek i papieru, więc doskonali posługiwanie się nożyczkami. Pisze na karteczkach ich imiona i rysuje portreciki, czym wprawia rękę do pisania. Buduje dla nich domki, szkoły i szpitale z klocków Lego, a więc znowu mała motoryka oraz wyobraźnia (przestrzenna). I tak dalej. A to wszystko z wielką motywacją wewnętrzną i zaangażowaniem! Więc nikt mi już nie powie, że zabawa wróżkami jest głupia :-)

A tymczasem Maciuś...
...grzebie sobie w koszykach skarbów. 
O jednym już pisałam Tutaj

Jakie jeszcze mu przygotowuję?

Koszyk piłek. Cała różnorodność - plastikowa, gumowa, szmaciana, drewniana, włóczkowa, kolczasta, dzwoniąca, migocząca, szeleszcząca.... uffff! Do wyboru, do koloru.
Turla sobie wszystkie, a że raczkowanie opanował już perfekcyjnie, to ma zabawę zapewnioną na pewien czas.


Koszyk kółek, albo raczej okręgów. Czyli bransoletki różnej maści. Również różne tworzywa i faktury.



Koszyk drewniany.
Przedmioty z drewna, nie pomalowane.


Drewno jest tworzywem niezmiernie miłym w dotyku. W przeciwieństwie do metalu czy plastiku. 


Koszyk do czesania. Też zajął na dłuższą chwilę.

 
W planie oczywiście kolejne koszyki, napiszę o nich jak tylko znajdę trochę wolnego czasu. Bo wiecie jak to jest - strasznie człowiek zajęty na tym urlopie...






niedziela, 1 listopada 2015

Czytanie Maciusia

Od kiedy zacząć czytać dziecku?

Mila dostała swoją pierwsza książeczkę w siódmym miesiącu (okazją były imieniny). Szczerze mówiąc powątpiewałam trochę, czy będzie w stanie skupić się na tekście. Niesłusznie. Mila wysłuchała z wielkim zaciekawieniem i tak zaczęła się wielka miłość, która trwa nieprzerwanie do dziś. Co najmniej raz w miesiącu odwiedzamy bibliotekę, z której wychodzimy z naręczem książek :-)

Będąc w ciąży, zastanawiałam się jakimi sposobami wspierać Emilkę, gdy przestanie już być jedynaczką. Pamiętając jeszcze z jej niemowlęctwa, że w pierwszych miesiącach opieka nad małym dzieckiem sprowadza się do niemal ciągłego karmienia, postanowiłam, że zasadą będzie czytanie jej książek w trakcie pożywiania się Maciusia. Powiem nieskromnie, że lepszego pomysłu mieć nie mogłam. Na porządku dziennym były teksty: "No kiedy znowu będzie karmienie?", "Hurra - karmisz!", "On się chyba jeszcze nie najadł, daj mu drugiego cycusia." :-)
Siłą rzeczy Maciej od początku żywota swego bombardowany był słowem czytanym.
Początkowo zdawał się nie zwracać na to większej uwagi. W miarę dorastania jednak książki Emilki zaczęły go coraz bardziej ciekawić.
  
Lubił patrzeć sobie na kolorową okładkę, a gdy się znudził przerzucał się na oglądanie literek.

 
    

Czas przyszedł w końcu na książeczki dla Maciusia. 
Jeszcze w ciąży myślałam, żeby kupić coś z serii "Oczami maluszka", czyli książeczki z czarno-białymi obrazkami. Ale ponieważ kontrastowych bodźców było u nas sporo, jakoś nie znalazło się miejsce dla tych książeczek. Pewnego więc dnia wyciągnęłam pudło ze starymi książeczkami Emilki i wyjęłam te wszystkie Małe krówki, pieski i traktorki.
I zaczęliśmy czytać.
I okazało się, że czteromiesięczne niemowlę jest w stanie w skupieniu wysłuchać kartonowej książeczki i to nie jednej :-) 
Mało tego - książeczki ratowały nas w różnych sytuacjach, bo chyba nie ma takiego humoru Maciusia, którego nie poprawiłoby czytanie.
W szpitalu Maciuś miał robione inhalacje 2 razy dziennie. Nie muszę chyba mówić, jak ciężko jest utrzymać półroczne dziecko w maseczce na twarzy przez 6 minut.... Czytanie uratowało sprawę. Po wyjściu ze szpitala musiałam robić mu pięć inhalacji dziennie - nie dałoby się bez czytania :-)




Książeczki leżą sobie na macie Maciusia, obok pudła z zabawkami. Założenie miałam takie, żeby nie udostępniać ich do swobodnej zabawy, ale czasem nie mogę się powstrzymać. Gdy tylko zobaczy je na horyzoncie to będzie tyle się wyginał, tyle stękał i tyle się wyciągał, aż ich dosięgnie. I ogląda, przewraca, obraca... Żadna zabawka nie zajmuje go tak bardzo jak książeczki.



Rośnie nam kolejny mól książkowy.
Muszę go zapisać do biblioteki :-)

 


piątek, 12 grudnia 2014

Biblioteka

Dzisiaj wybrałyśmy się do biblioteki. Po książki o Świętach i zimie.
Zbyt dużego sukcesu nie odniosłyśmy, biblioteka wyczyszczona z książek w tym temacie :-(

Ale - jak z każdej naszej wizyty tamże - i tak wróciłyśmy usatysfakcjonowane i z naręczem książek.

Bo biblioteka to takie wspaniałe miejsce. Oddział dla dzieci "odkryłam" całkiem niedawno. Do tej pory kupowałam Emilce książki i bardzo cierpiałam, że nie mogę kupić jej tych wszystkich, które bym chciała.

Aż pewnego dnia mnie natchnęło - dlaczego nie pójść do biblioteki? I poszłyśmy.
Zaskoczenie. 
Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będę tam mogła wypożyczyć same baśnie i wierszyki (w jednych i drugich zbytnio nie gustujemy). Zupełnie nie doceniłam naszej powiatowej wypożyczalni. Baśnie są, a jakże, ustawione na najniższej półce, w związku z czym zawsze obowiązkowo wracamy z jakimś różowo-złotym Kopciuszkiem, czy - tak, jak tym razem - Królewną Śnieżką ("to jest o zimie, Mami, przecież śnieżki to śnieg"). A tymczasem na półkach tłoczą się Zakamarki, Dwie Siostry i inne wydawnictwa, które lubimy. Cała seria o Basi (tylko trudno upolować to, co chcemy, bo mają wzięcie), Nusi i Siri (dziewczynce, którą Mila polubiła, nie wiem właściwie za co).



Obok półek stoliczki z krzesełkami - Mila każdą wyszperaną książkę ogląda przy jednym z nich i decyduje, czy wypożyczamy.


Właściwie zasada jest taka - Mila przegrzebuje niższe półki, więc czasami wypożyczamy jakieś kucyki Pony, Hello Kitty czy coś równie słodkiego. Ja szperam na wyższych półkach i dbam o to, żebyśmy miały co czytać po powrocie do domu :-) Czasami uciekam się do podstępu. Gdy znajdę jakąś książkę o nieciekawym wyglądzie, ale czuję (albo wiem), że powinnyśmy ją przeczytać, pokazuję Emilce: "A ta?". Ona szybko decyduje: "Nie chcę". Ja: "To w takim razie wezmę ją dla siebie". A potem w domu prędzej czy później i tak ją czytamy i często okazuje się, że (mimo niezachęcającej prezencji) niejeden raz.

Kto jeszcze nie odkrył biblioteki i jej zalet - zdecydowanie polecam!
Cztero-pięciolatki już dorosły do biblioteki. Tyle nowych książek można przeczytać, nie martwiąc się o kieszeń! Pewnie, że dalej kupujemy książki, ale czytamy dużo więcej nowych, niż dawniej. Czasami zresztą trudno domyślić się, czy coś dziecku się spodoba. Zanim się kupi, warto wypożyczyć i sprawdzić. Ja się właśnie zasadzam na Muminki, których sama nie lubiłam w dzieciństwie, ale chcę zaproponować Mili. Wypożyczymy, zobaczymy. Jeśli się spodoba, to kupimy, bo to jedna z tych pozycji, które pewnie warto będzie mieć na własność.



poniedziałek, 29 września 2014

Czytania ciąg dalszy

Jeszcze przed wakacjami rozpoczęłyśmy naukę czytania. Na wyraźne życzenie Mili.
Idzie nam to jednak trochę powoli. Nie mamy bowiem regularnych lekcji, bardziej chodzi o to, żeby pobawić się czytaniem, a nie nauczyć tego w ściśle określonym czasie. Każda czynność przestaje być przyjemna, gdy staje się obowiązkiem, więc nie przesadzamy. Poza tym były wakacje, co już w ogóle nie sprzyjało nauce, bo większość czasu nie było nas w domu.
Ale do rzeczy. Coś tam jednak bowiem robimy.

W poprzednim poście, dotyczącym czytania (Tutaj), pisałam o metodzie pani Jagody Cieszyńskiej. W międzyczasie udało mi się zdobyć zeszyty do nauki czytania jej autorstwa.

Każdy z zeszytów poświęcony jest dwóm spółgłoskom. Łączone są z samogłoskami i w ten sposób uczymy się czytania sylab.



Emilka bardzo lubiła czytać zeszyty. Na końcu każdego z nich są też wyrazy do odczytania, a w późniejszych nawet proste zdania.



Jednak po przeczytaniu sześciu znudziła się nimi. Może jeśli zrobimy sobie przerwę, to jeszcze zechce do nich wrócić, chociaż wątpię, żeby było to celowe. Wszystkie litery Mila zna już od bardzo dawna, a książeczki spełniły, myślę, swoje zadanie, czyli przełamały barierę polegającą na składaniu liter w wyrazy, a wyrazy w zdania. Zasada została załapana i teraz jest o wiele łatwiej wprowadzać nowe wyrazy.
Dalsze czytanie sylab nie ma już raczej sensu. Musimy przejść do kolejnego etapu. Przed nami jeszcze małe litery, bo cały czas posługujemy się dużymi.

Wczoraj zrobiłyśmy książeczkę do czytania. Zobaczyłam taką u koleżanki Emilki - dla niej zrobiła ją jej niania. Wydała mi się świetnym pomysłem.

Czysty zeszycik ponacinałyśmy w taki właśnie sposób:


 Naszykowałam kolorowe gazetki, klej i nożyczki.


Z gazet wycinałyśmy fotografie przedmiotów, które wklejałyśmy do książeczki.


 Gotowa przedstawia się tak:


Na karteczkach pierwszej części są napisy określające osoby.
Na karteczkach środkowych napisałam czasowniki - o różnych stopniach trudności.

Na trzecim miejscu są właśnie ponaklejane przedmioty.
Można dowolnie odwracać karteczki i powstają różne kombinacje.


Mila odwracała i czytała, dzielnie radząc sobie sobie również z trzysylabowymi wyrazami.


Uwielbia tworzyć kombinacje od rzeczy, np. "tata pije książki".



A absolutnym hitem są zdania z wyrazem ""zje", czyli "mama zje psa", "Emilka zje skarpety" itp. 
Dobry humor to ważny element każdej nauki, dlatego staramy się, żeby u nas było go jak najwięcej. A ja bardzo muszę uważać, żeby nie przesadzić i przerywać sesje za każdym razem, gdy widzę znużenie tematem. Czasami się zagapię, ale na szczęście Mila szybko i szczerze uświadamia mi, że "już nie chcę".

Teraz muszę wymyślić jakiś pomysłowy sposób na wprowadzenie małych liter. Jeśli ktoś zna takowy, albo w ogóle ciekawą zabawę z czytaniem, to bardzo chętnie się zapoznam :-)



niedziela, 13 lipca 2014

"Kto czyta nie błądzi"

Magda z bloga W biegu pisane... wymyśliła zabawę, do której się przyłączam, szczególnie, że i tak od jakiegoś czasu miałam w planie taki wpis :-)

Prawie od zawsze czytaliśmy Mili bardzo dużo. Było o tym Tutaj i Tutaj. Biblioteczkę odświeżam na bieżąco - czasem wyszperam coś sama, czasem przeczytam u Olgi albo u kogoś innego. Przede wszystkim cierpię bardzo, że nie dysponuję niezmierzonymi zasobami gotówki, którą mogłabym przeznaczyć na Milowe książki. Bo jest ich tyle na świecie! Mądrych, pięknych, zabawnych! A to już nie jest etap sztywniaczków po kilka złotych każdy. Teraz fajna książka to jest już pewien wydatek, pomnożony przez kilka w miesiącu (ekhm, ekhm... w tygodniu?), wychodzi czasem okrągła sumka. No i czas - często go brakuje, żeby przeczytać wszystko. Bo jak tu zdążyć, kiedy szalona matka stawia na półce, w dziale "do przeczytania" ciągle nowe, kolejne czekają w paczkomacie, a allegro nęci i nęci.... Szczególnie, że Mila nigdy nie poprzestaje na jednym przeczytaniu. Każdą książkę musimy przerobić kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt razy. Zależy, jak bardzo jej się podoba. 

Dzisiaj o tym, co jej się przez ostatni rok (w przybliżeniu, rzecz jasna) podobało najbardziej. Wybrałam ja, na podstawie ilości i częstości przeczytanych razów. Pozycji jest pięć, bo tyle też wybrała Magda. Kolejność przypadkowa.




"Mali przyjaciele" - zbiorek kilku sympatycznych opowiadań dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Są albo o Kubusiu i Kasi, albo o Agatce. Te o Agatce stały się ulubionymi Mili - na tyle, że na kilka tygodni przemianowała się na Agatkę - my byliśmy upominani, jeśli zapomnieliśmy się i zwróciliśmy do niej jej prawowitym imieniem. Opowiadania sympatyczne, aczkolwiek do mnie raczej średnio przemawiały. Do Emilki za to bardzo - w pewnym momencie odmówiłam czytania - naprawdę miałam dość...




 "Poznajemy nasze ciało", o której pisałam Tutaj.


Była hitem przez długie tygodnie. Fajnie napisana, funkcje organizmu opisane i zilustrowane w sposób trafiający do dzieci.


"12 ważnych opowieści" różnych autorów. Każda z nich opowiada historię na temat jednej z dwunastu wartości: szczęściu, miłości, dobroci itp.




Ulubionym opowiadaniem Mili stała się historia przyjaźni dwóch dziewczynek, które poznają się w szkole, a okazuje się, ze mieszkają naprzeciwko siebie i wieczorami mogą puszczać sobie sygnały latarkami.
Kilka dni po pierwszym przeczytaniu (i tym samym pokochaniu) tej historii Mila poznała na placu zabaw, oddalonym od nas o ok. 1 km dziewczynkę, z którą zaprzyjaźniła się w pierwszej chwili. I co? Okazało się, że dziewczynka mieszka w bloku naprzeciwko i mogą sobie wieczorami puszczać sygnały latarkami (jak już się będą znały na zegarkach). Historia jak z bajki, nieprawdaż?  :-))))))


Basi chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. My mamy jedną (tylko!), bo cały czas jakieś inne wydają się ciekawsze. A to chyba błąd.


Basia została zakupiona w celach terapeutycznych, żeby Mila łatwiej znosiła wyjścia mamy do pracy, ale niekoniecznie była strzałem w dziesiątkę (bo mama Basi pracuje w domu). Ale ile przysporzyła przyjemności samego czytania, to inna sprawa :-)


No i hit ostatnich dni (właściwie to już tygodni) - "Dzieci z Bullerbyn"!


Jest tu ktoś, kto nie czytał? Kto nie zna Zagrody Środkowej, Północnej i Południowej? Kto nie wpatrywał się w ten obrazek, oglądając lipę pomiędzy oknami pokojów chłopców? I dopatrując się sznurka pomiędzy oknami Lisy a Britty i Anny?


Ja tę książkę uwielbiałam. Nigdy nie miałam jej na własność i do tej pory pamiętam to uczucie, gdy odnajdywałam ją na bibliotecznych półkach. A to graniczyło z cudem - egzemplarz był jeden, w wypożyczeniu prawie non stop. Potrafiłam docenić to szczęście.
Rozdział o urodzinach Lisy był moim ulubionym. I Mili też się stał! Coś w nim musi być :-)
Ilustracja z książki:


Kopia tegoż made by Mila:


To jest nasz Top Five.


Kochamy czytać!

a jeszcze dodatkowo kocham kupować książki dla Mili...





 

czwartek, 8 maja 2014

Co by było, gdyby...

Co by było, gdyby aligatory umiały lepić pierogi?
Otworzyłyby pierogarnię!

To z książeczki.

A właściwie z książeczek, bo tomy są dwa, o takie:



 A co w środku?

Pytania zupełnie odjechane :-)


I takież same odpowiedzi.


Ilustracje stonowane, tekstu niewiele, pola do wyobraźni... całe mnóstwo.

I śmiechu przy tym cokolwiek i przemyśleń też.


 A przy tym zadania do wykonania, łatwiutkie...



No chyba, że trzeba odjąć i jeszcze cyferkę odpowiednią napisać.
Ale Mila dała radę, a ja mało nie pękłam z dumy, że ona takie piękne cyfry już umie pisać!  
Aż mi ręka z tej dumy drżała i zdjęcie nieostre wyszło.


No i co by było gdyby rekiny lubiły szpinak???
Poszłyby na obiad do aligatora!

:-)

Taką frajdę sprawiło nam Wydawnictwo MUZA.

 

wtorek, 11 marca 2014

Festiwal Tere-Fere



Dzisiaj informacja dla kogoś, kto weekend chciałby spędzić pod znakiem książki. 
Ale warunek taki, że trzeba udać się do Warszawy.

Kto zainteresowany, niech czyta dalej:

W dniach 14–16 marca odbędzie się Festiwal Tere-Fere - trzydniowe święto książki dziecięcej. W programie spotkania z pisarzami i ilustratorami, rozwijające wyobraźnię warsztaty dla dzieci i wyjątkowe warsztaty dla aktywnych rodziców.
Pomysłodawcami i organizatorami wydarzenia są Muzeum Książki Dziecięcej oraz wydawnictwo MUZA SA. W dniach 14, 15 i 16 marca Dom Towarowy Braci Jabłkowskich zamieni się w pracownię dla najmłodszych, w której będzie można spotkać wybitne postaci polskiej literatury dziecięcej. Wydarzenie honorowym patronatem objęła Pani Wanda Chotomska. „Tere-Fere” to tytuł debiutanckiego tomiku wierszy autorki.
W ramach festiwalu odbędzie się szereg wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Wśród zaproszonych autorów są m.in. Wanda Chotomska, Sylwia Chutnik, Dorota Gellner, Grzegorz Kasdepke i Agnieszka Frączek, a ilustratorów - Bohdan Butenko, Maciej Szymanowicz czy Agata Królak. Festiwal to niepowtarzalna okazja, żeby dzieci poznały pisarzy, dowiedziały się, skąd biorą swoje pomysły i jak powstają ich teksty, a także zobaczyły, jak powstają ilustracje i spróbowały swoich sił w stworzeniu własnych. Dla rodziców odbędą się spotkania i warsztaty, m.in. „męskie rozmowy” prowadzone przez SKAT – Stołeczny Klub Aktywnych Tatów. Dodatkową niespodziankę dla najmłodszych przygotowało Endo - podczas festiwalu odbędzie się loteria fantowa, w ramach której będzie można wygrać nagrody ufundowane przez firmę.
Festiwal to też idealna okazja, żeby rodzice i dzieci poznali nowe, ciekawe tytuły. Wśród wydawnictw, które potwierdziły swój udział są: Czarna Owieczka, Dreams, Dwie Siostry, Ezop, Hokus-pokus, Ładne Halo, Muchomor, Papierówka, Tashka, Tatarak, Wytwórnia i Zakamarki. Oprócz tego pojawią się księgarnie specjalizujące się w literaturze dziecięcej: Lamala i Bullerbyn. Ta ostatnia pokaże unikatowe książki w języku angielskim.
Celem festiwalu jest promowanie czytelnictwa wśród najmłodszych oraz pokazanie, że szczególnie w tym wieku kontakt z książką jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju dziecka. Chcielibyśmy, aby spotkanie z autorami książek i ilustracji stało się wartościowym i godnym zapamiętania doświadczeniem. To pierwsze takie wydarzenie na mapie Warszawy. Przez trzy dni naszego festiwalu dzieci będą w centrum wydarzeń!

Facebookowa strona festiwalu: www.facebook.pl/festiwalterefere

Pełen program festiwalu:
Codziennie od piątku do niedzieli w godzinach 11:00 – 18:00
  • targi książki dziecięcej – promocyjne ceny
  • wystawa interaktywna „Kolorowe Miasta”
  • wystawa ilustracji Roberta Romanowicza „Skarpety i papiloty ”
Piątek, 14.03
13.30 – Bohdan Butenko podpisuje książki
15.00 - spotkanie z ilustratorem Bohdanem Butenką
17.00 - spotkanie z Ewą Nowak, autorką „Nogi w szufladzie, czyli domowej historii szpiegowskiej”

Sobota, 15.03
10.30 - pokaz filmów w kinie Luna**
11.00 - spotkanie z Dorotą Gellner, autorką „Złotych koników” i podpisywanie książek
12.30 - spotkanie z pisarką Wandą Chotomską
13.30 - warsztaty architektoniczne „Wytwórnik domowy” z Agatą Królak (dzieci 5+)*
14.00 - spotkanie z Grzegorzem Kasdepke, autorem książki „Horror, czyli skąd się biorą dzieci”
14.00 - warsztaty literackie „Jak wychować mola książkowego” z Molikami (dzieci 4+)*
15.00 - spotkanie z Marcinem Szczygielskim, autorem „Za niebieskim drzwiami”
15.15 – wykład dr Grzegorza Śpiewaka „Dwujęzyczność w Twoim domu. Praktyczny przewodnik” czyli o metodzie deDOMO słów kilka
16.00 - warsztaty rozwojowe „Pobawmy się w sklep” z Joanną Gusztą (dzieci 3-5 z rodzicami)*
17.00 - warsztaty plastyczne i czytanie fragmentów książki „Klara. Słowo na Szy”

Niedziela, 16.03
11.00 - warsztaty ilustracyjne „Rysujemy najmniejszego słonia świata” z Maciejem Szymanowiczem (dzieci 5-8)*
12.00 - pokaz filmów w kinie Luna**
12.00 - warsztaty rozwojowe „Pomagajki” z Sylwią Chutnik (5+)*
13.00 - warsztaty teatralne z Pracownią ROBI SIĘ
13.30 - książki nagrodzone w III Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży
14.00 - spotkanie z autorami wydawnictwa „Dwie Siostry”
14.30 – spotkanie z Ireną Koźmińską, inicjatorką kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”
15.00 - warsztaty rozwojowe „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze” (dzieci 4-6)*
16.00 - warsztaty ilustracyjne „Moja książka” z Piotrem Karskim (dzieci 7-10)*
17.00 - warsztaty dla ojców „Męskie rozmowy” ze SKATem (Stołeczny Klub Aktywnych Tatów)*

Wszystkie wydarzenia poza pokazami filmowymi odbywają się w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich przy ul. Brackiej 25 i są bezpłatne
*wstęp bezpłatny, liczba miejsc ograniczona, zapisy prosimy kierować na mail: terefere@muza.com.pl

**wstęp 15zł – seans i warsztaty, bilety dostępne w kasie kina




sobota, 15 lutego 2014

Książka

Do tej pory nie proponowałam Emilce zadań polegających na rozwiązywaniu łamigłówek na zasadzie: stolik - kartka - długopis. Jakieś takie zbyt szkolarskie mi się to zdawało. Uważałam, że tego typu rzeczy będzie miała w przedszkolu bardzo dużo. 
Ale któregoś dnia wpadła mi w rękę książka z zestawem zadań mających na celu wprowadzenie do nauki matematyki. Skserowałam sobie kilka kartek i dałam Emilce.
Strzał w dziesiątkę. 
Po rozwiązaniu wszystkich za jednym zamachem, jasno wyraziła życzenie: "Mamusiu, chcę jeszcze!".

Dostała więc jeszcze. 
Przy tej zresztą okazji wyszły na jaw umiejętności Mili w zakresie matematyki:
- umie wzrokowo ocenić liczbę elementów do czterech, od pięciu musi już policzyć paluszkiem
- dopełnianie zbiorów elementami do określonej ilości to dla niej bułka z masłem: "Ile jest biedronek?" "Dwie." "Ile ma być?" "Cztery." "Ile trzeba dorysować?" "Dwie." Krótko: pytanie - odpowiedź.

Dlatego mail od pana z wydawnictwa, proponującego mi przetestowanie książeczek tego właśnie typu bardzo mnie ucieszył. Nie mógł chyba przyjść w lepszym momencie.


Otrzymałyśmy dwie książki:



 

Na tapetę poszła ta pierwsza.

Stron ma 80.
A na każdej z nich zadania i wyzwania. Oparte na kanwach kilku popularnych bajek: Kopciuszka, małej Syrenki, Pięknej i Bestii itp.

Mamy więc:

Szukanie różnic na obrazkach:







Labirynty klasyczne:



I połączone z dodatkową trudnością:



Naukę rysowania, polegającą na odwzorowywaniu kolejnych elementów postaci:




Jest też osobna, wyjmowana kartka z szablonami, które można odrysować na odpowiednich kartkach książeczki.



Okładka książeczki jest rozkładana i stanowi pole do szaleństw z naklejkami :-)



Których mamy aż dwie strony.




Chyba każde dziecko lubi naklejki, więc Emilka za jednym posiedzeniem wykorzystała wszystkie :-)






Są też wycinanki i wyklejanki. Dziecko musi wyciąć szablon ubrania, a potem "ubrać" narysowane postacie.








Nie przerobiłyśmy jeszcze całej książeczki. I nie ma na to szans przez najbliższe dni :-) Jest tego naprawdę bardzo dużo.  Są tam jeszcze quizy (prawda/nieprawda), przepisy na babeczki, numeryczne kolorowanki, wycinanki i naklejanki, dużo rysowania i kolorowania, dobieranie w pary, łączenie kropek, gra planszowa... Uffffffff.... wystarczy na długo.... Ale to "długo" będzie przyjemne :-)



Co do kolejnej zaś... zdecydowanie dla starszych dzieci.




Zadania są trudniejsze.

Trzeba na przykład wyszukać słowo wśród liter.



Znać zasady działań matematycznych:



Są tam co prawda zadania, z którymi Mila poradziła sobie, ale z bardzo dużą moja pomocą, a przecież chodzi o dobrą zabawę, a nie osiągnięcie celu za wszelką cenę.



Można tam też znaleźć zadania, które Mila rozwiąże już teraz bez problemu, ale...



...na razie ją odłożymy.
Ale z całą pewnością do niej wrócimy, bo różnorodność zawartych w niej zadań sprawia, że jest naprawdę ciekawa.



Obydwie książeczki wydało wydawnictwo MUZA.