Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Grzechotki

Maciuś cały czas jeszcze bawi się małymi zabaweczkami. Takimi, które można wziąć do rączki, possać, poturlać się z plecków na brzuszek i odwrotnie. Każdą zabawką potrząsa, żeby sprawdzić, jaki wydaje dźwięk.
No właśnie. I tutaj nie ma niestety większego wyboru. Zdecydowana większość grzechoczących zabawek jest zrobiona z plastiku. A tu dużego pola do popisu nie ma. Plastik uderzający o plastik będzie wydawał zawsze podobny dźwięk.
Zrobiłam kiedyś Maciusiowi grzechotkę z metalowymi dzwoneczkami (Tutaj). Najpierw się nią bawił, potem zaczął włączać w to inne zmysły, więc mu odebrałam, bo nie mogłam zdzierżyć, że pakuje sobie do pyska połowę tej grzechotki, a potem znowu oddałam, postanawiając nie patrzeć :-) Grzechotka ładnie podzwaniała, jednak Maciuś regularnie pakował tam tyle śliny, że po delikatnym dzwonieniu pozostało wspomnienie.
Przy okazji nabyłam więc dzwoneczki, a w sklepie AGD drewnianą mątewkę do miodu (przynajmniej tak mi się wydaje, że to się tak nazywa).
Nabyłam też mały wałek do ciasta, ale o tym kiedy indziej :-)
 

Cztery dzwoneczki, dwa sznureczki i grzechotka gotowa.
 

Maciuś lubi.


Bawiłby się może jeszcze częściej, gdyby mu jej ciągle nie podbierała starsza siostra, której dźwięk dzwoneczków przywodzi na myśl wróżki.... 

Inna grzechotka powstała na potrzeby chwili.
Pamiętacie, jak kilka miesięcy temu szukałam sposobu na zainteresowanie czymś Maciusia w trakcie pielęgnacji po kąpieli? (Tutaj)
Teraz myślę o tamtych chwilach z pewną nostalgią - a niechby sobie ryczał, oby tylko poleżał przez chwilę spokojnie, umożliwiając tym udręczonej matce założenie pieluchy i piżamki!!!!
Maciuś bowiem po wyjęciu z wanienki i położeniu ma ręczniku zaczyna wykręcać się i wyginać na wszystkie strony patrząc, co by tu upolować do zabawy. A że bardzo lubi bawić się wszelkimi medykamentami do odparzonej pupy, myśl nasunęła się sama: do metalowego pudełka po kremie nasypałam błonnika (spokojnie można zastąpić czymkolwiek, np. suchą karmą dla zwierząt).
 


Zamknęłam, zakleiłam taśmą izolacyjną i jakby nigdy nic położyłam w łazience w jego zasięgu.



Ale był zdziwiony! Potrząsał i nie dowierzał! 
Tym sposobem daję radę założyć mu pieluchę. Piżamki już nie. Ale i tak odnotowuję duży sukces...




sobota, 12 grudnia 2015

Zabawki nie-zabawki

Ostatnio królują u nas zadania z kalendarza adwentowego. Nie wszystkie są pracochłonne, czasem jest to po prostu czytanie o świętach czy Mikołaju. Na razie jednak więcej jest rękodzielniczych, bo wychodzę z założenia, że im bliżej świąt, tym mniej będę miała czasu na takie działania. Wtedy przyjdzie czas na rysowanie portretu rodziny przy choince, czy nauka kolędy.

My z Milą działamy, a co w tym czasie robi Maciuś?

Czyta gazetę:


Zjada czekoladki:


Przyzwyczaja się do łyżeczki:





Albo samoobsługuje się pudłem z plastikowymi zabawkami, których Ci u nas dostatek, głównie poemilkowych. Powoli będę mu je wycofywać, bo robię się coraz bardziej "drewniana", ale na pewno całkiem ich nie zabraknie.



Dzisiaj Macius poczynił bardzo konkretną próbę siadania. Jesteśmy dobrej myśli - to na pewno już niedługo!



niedziela, 20 września 2015

Gryzak na szybko

Trochę się nudzą Maciusiowi jego zabawki. Najchętniej przez cały dzień przemieszczałby się na wysokości metr pięćdziesiąt. A tu trzeba ogarniać nie tylko jego, ale też starszą i dom cały (chociaż do perfekcyjnej pani domu mi daleko, oj daleko...). Co jakiś więc czas podrzucam mu coś nowego. Tym razem za bazę posłużyło drewniane kółeczko do karniszy. Kupiłam kiedyś cały komplet do Tego.

Do tego kilka kolorowych tasiemek....


I nowa zabaweczka gotowa :-)


Maciusiowi się podoba - stała się jedną z jego ulubionych.


Oczywiście musi się podzielić - jak każdą nowością - ze starszą siostrą. No nie da rady inaczej...



Ale starsza siostra dość szybko straciła zainteresowanie i Maciuś może sobie obśląbżać swoje kółeczko, ile chcieć. 
Że co? Że niby nie ma takiego słowa "obśląbżać"??? U nas jest :-)


wtorek, 1 września 2015

Drewniane zabawki


Francuski filozof Roland Barthes napisał:
Współczesne zabawki produkowane są zwykle nie przez naturę, ale przez technologię. Stworzone są przez skomplikowane mieszanki plastiku, który jest ... brzydki. Odbierają przyjemność i słodycz dotykania. Jest rzeczą bardzo niebezpieczną, że drewno znika z naszego życia. Drewno jest materiałem, który jest znajomy i charakteryzujący się czymś poetyckim. Wytwarza ono w dziecku ciągłość kontaktu z rosnącym drzewem, stołem, podłogą. Drewno nie łamie się, nie psuje się, nie rozbija się łatwo. Może służyć przez długi czas i żyć razem z dzieckiem. Może przemieniać stopniowo relację pomiędzy tymi przedmiotami, które są wieczne. Dzisiaj zabawki są chemiczne i nie dają przyjemności. Takie zabawki psują się bardzo szybko i dziecko nie widzi dla nich przyszłości.
 

Idąc tym tropem zrobiłam dla Maciusia kilka drewnianych zabawek. Oczywiście wszystkie z nich są wymyślone lub polecane przez Marię Montessori.

Pierwsza była grzechotka. Maciuś opanowywał właśnie trudną sztukę chwytania, szukałam więc grzechotki, która miałaby prosty kształt. I mimo, że po Emilce zostało całe pudło grzechotek i gryzaczków różnej maści, uwierzcie - nie znalazłam nic, co nadawałoby się dla maluszka o małych rączkach, które jeszcze niezdarnie próbują coś ująć.

Drewniany pręt (ze sklepu budowlanego) nabyłam przy okazji majstrowania pomocy do dopełniana do 10 (Tutaj). Odpiłowałam tyle, ile było mi trzeba, tata Mili nawiercił otworki na dwóch końcach, do których przymocowałam dzwoneczki.


Grzechotka okazała się strzałem w dziesiątkę. Leciutka, łatwa do chwycenia, bo pręt nie za cienki i nie za gruby (fi 1 cm), dwa kolorowe, ruchome dzwoneczki na końcach. Maciuś bardzo ją polubił i szybko nauczył się chwytania.


Niestety - niedługo po tym przestało mu wystarczać badanie przedmiotów rączkami. Wszystko zaczęło wędrować do buzi i grzechotka została mu zarekwirowana, ponieważ patrzenie jak metalowy dzwoneczek ginie w jego buzi razem z pokaźną częścią pręta.... to było ponad moje siły :-(

Wyszłam więc naprzeciw potrzebom i zmajstrowałam gryzaczek. Pięć drewnianych korali, kawałek sznurka.

 
I powstał gryzak.
Nie spotkał się jednak z większym zainteresowaniem adresata. 



Nie to nie. 
Działamy dalej. Tym razem zabawka manipulacyjna.
W internecie zamówiłam dwa kółeczka ze sklejki. Jedno z kółeczek nacięłam prawie do połowy.


I wcisnęłam jedno w drugie.


Maciuś zainteresowany, chociaż szału nie ma :-)


Kółeczka wybrałam za duże (fi 7,5 cm) - zbyt łatwo można chwycić jedno obiema rączkami, co nie zachęca do przekładania rączek, a celem tej zabawki jest manipulacja. Już zamówiłam mniejsze, więc znowu czeka mnie piłowanie :-(

Ale za to świetnie sprawdza się jako gryzak. Drewno jest fajne do gryzienia, dużo przyjemniejsze niż twardy plastik, z którego zazwyczaj zrobione są grzechotki. Dobrze, że istnieją chociaż gryzaki gumowe.



Ta zabawka ma jeszcze jeden cel - zachętę do pełzania/raczkowania, ponieważ zabawnie się turla. A u nas akurat próby pełzania.

Po co to wszystko? To już napisał Roland Barthes :-)

A ja dodam od siebie tyle:
Wczoraj była u Emilki starsza koleżanka (9 lat). Po jakimś czasie wspólnej zabawy w weterynarza, Mila poprosiła o świecące pudło (co to takiego - można zobaczyć Tutaj).
Zasłoniłam okna, podłączyłam lampki, dziewczyny zaczęły się bawić. Za chwilę słyszę, jak koleżanka pyta: "A to pudło jeszcze coś robi, czy tylko świeci?". Po odpowiedzi, że tylko świeci, straciła zainteresowanie dalszą zabawą. A Emilka ułożyła na pudle taki obrazek: 


Dodam tylko, że koleżanka ma w domu zabawkową kuchenkę, która sama smaży, gotuje i piecze. Pralkę, która sama pierze. A także kilka innych sprzętów, wydających różne odgłosy i migających światełkami. My takich zabawek nigdy Emilce nie kupowaliśmy. Czy słusznie? Tego nie mogę wiedzieć na pewno. Ale wczorajsza sytuacja jakoś mnie pokrzepiła :-)
Może nadinterpretuję, może jedno z drugim nie ma związku, może...



 

poniedziałek, 23 września 2013

Mozaika

Rzadko kupujemy Mili gotową zabawkę. Na ogół są to jakieś "półprodukty", z których dopiero można coś wymyślić.
Nie, żebym robiła to z jakiegoś wyrachowania. Po prostu nie widzę wśród sklepowych zabawek niczego, co byłoby odpowiednie dla dziecka w wieku 3,5 lat (z nakładem). 

Któregoś dnia natknęłam się w sieci na zdjęcie czegoś cudownego.


Piękne, nieprawdaż?

I kosztuje ok. 1,5 tysiąca....

Marzenie....
Ale niestety nie mam półtora kawałka, które mogłabym przeznaczyć na zabawkę dla córki.  
Szczególnie, że w tym miesiącu musiałam zapłacić straży miejskiej 500 zł za uprzejmie wyświadczoną usługę zholowania mojego samochodu na parking miejski...

Ale jak się nie ma, co się lubi...
Zaczęłam szperać w sieci.
No i wyszperałam coś, co mnie nawet zadowoliło. Nie miałam bowiem wątpliwości, że moja kieszeń nie daje mi możliwości na miarę Spielgaben...

Za 69 PLN (bez przesyłki jednakże) wyszukałam mozaikę składającą się z 250 elementów.
Różne kształty, piękne, żywe kolory i tak dużo tego... !

Patyczki nie znajdowały się w zestawie. Dokupiłam je osobno, jako "patyczki do liczenia" za 16,90 PLN :-)
Na zdjęciu są jeszcze w swojej dziewiczej formie, ale potem poprzecinałam połowę z nich na dwie lub trzy części. Mamy już więc patyczki o trzech długościach.


 Emilka była zachwycona! Nie musiałam jej nic pokazywać, od razu zaczęła układać klocki.


Ułożyłyśmy wspólnie kilka kwiatków i plaster miodu.
Gratulowałam sobie pomysłu dokupienia patyczków (ale w samozachwyt nie popadłam, widziałam je przecież u Spielgabena...)


Do klocków dołączona była książeczka z wzorami.
Co prawda zdecydowanie bardziej lubię działania spontaniczne, ale Mila chciała ułożyć. Kopiowanie wzorów pewnie też ma swoje walory edukacyjne (współpraca półkul czy coś, trzeba by może o tym poczytać...). Więc układałyśmy. Na początek prosty wzór, z którym Mila poradziła sobie niemal samodzielnie - zaskoczenie dla mnie!


Potem trochę bardziej skomplikowany, przy którym pomogłam, ale wcale nie tak dużo, jak bym się mogła spodziewać. 
Wykroczyła też trochę poza standard wskazany w książeczce.


Bardzo boleję nad faktem braku elementów obręczy, które są w zestawie Spielgabena. Dają tyle możliwości.... Przekopałam cały internet i jedyną akceptowalną rzeczą wydały mi się kółka do drewnianych karniszy. Część z nich pomalowałam farbami akrylowymi na kolory pasujące do klocków. Na zdjęcie się nie załapały, bo właśnie schły.
Niestety, jest to tylko połowa sukcesu. Kółka nie są integralnym elementem i nie pasują do całości, zarówno wyglądem, jak i rozmiarem. Ale lepsze to niż nic (chyba).


Nasze autorskie wzory: wąż i gąsienica.


A tu rakieta według wzoru z książeczki, lecąca do gwiazd, które później doczekały się łodyżek i przeistoczyły w kwiatki.


Klocki z naszej mozaiki mają jeszcze jedną zaletę - są płaskie, ale nie na tyle, żeby nie dało się z nich budować konstrukcji pionowych. Są szersze niż klocki innych mozaik tego rodzaju.
Jeszcze takich budowli nie próbowałysmy ale wszystko przed nami!