Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Urodzinki

Urodzinki się odbyły - rodzinne spotkanie przy torcie i waflach.

Które, nota bene, miały większe wzięcie niż tort. Za rok chyba wbiję w nie świeczki przed krojeniem, po co mi się męczyć ze zdobieniem tortu, skoro masa krówkowa i powidła załatwiają sprawę :-)

Byli goście, prezenty i balony, a jakże. 
To wszystko w niedzielę, a urodziny wypadały w środę. Tym razem nie dało rady udawać, że urodziny są w niedzielę (jak rok temu), bo w przedszkolu też było fetowanie - nawet z podrzucaniem do góry jubilatki :-)   
Nie było więc odliczania dni, bo nie mogłam się zdecydować, do którego dnia odliczać - faktycznych urodzin, czy przyjęcia. Bo jedno i drugie było oczekiwane z równym entuzjazmem.

W środę, czyli dokładnie w dniu urodzin, przygotowałam dla Mili zabawę - podobną jak rok temu, ale tym razem Mila dostała zadanie do wykonania - musiała znaleźć wszystkie czwórki, które rozkleiłam w mieszkaniu poprzedniego wieczora.
 

 Na drzwiach jej pokoju przykleiłam ramkę, którą miała zapełnić czwórkami.


Chodziła po mieszkaniu i rozglądała się uważnie.
Co jakiś czas słychać było pisk....
 

....i Mila biegła do ramki z kolejną czwórką w ręku.



Po każdej liczenie, ile już jest i ile jeszcze zostało.
 

A gdy już nic nie zostało, oznajmiła: "Mamusiu, ja chcę jeszcze szukać czwórek!"
 
Więc dostała jeszcze :-)


Po czwartej ramce powiedziałam: "Dość. Następne będą piątki za rok." 
Ale już się zastanawiam, jak ten pomysł jeszcze ciekawie wykorzystać, bo zabawę miała przednią :-)

Ja zresztą też, bo zawsze mnie cieszy, jak ją cieszy.


 

poniedziałek, 25 lutego 2013

Urodzinki

Trzecie urodziny Mili miały być dla niej czymś ważnym. Z jednej strony zwykła impreza urodzinowa, ale z drugiej chcieliśmy, żeby czuła, że to jej wielki dzień i że wszystkie bliskie jej osoby przyszły, żeby to uczcić.
Kilka dni wcześniej na lodówce zawisła tabelka z dniami tygodnia, których uwieńczeniem był tort ze świeczkami. Jak łatwo się domyślić, urodziny miały odbyć się w niedzielę. Co prawda faktycznie trzy lata upłynęły już dwa tygodnie temu, ale ponieważ goście mogli przyjść dopiero teraz, wielki dzień zapowiedzieliśmy na niedzielę, wcześniej życzeń nie składawszy.



Mila codziennie przed pójściem spać skreślała dzień, który właśnie minął.


I liczyła, ile dni zostało do urodzin. Przy okazji nauczyła się kolejności dni tygodnia :-) 
Im bliżej urodzin, tym odliczanie stawało się coraz bardziej ekscytujące.


Wieczorem, gdy Mila poszła już spać, napompowaliśmy i powiesiliśmy balony, żeby zobaczyła je rano, jak wstanie.


W różnych miejscach poprzyklejaliśmy naklejki z trójkami.
 


Mila wstała rano i osłupiała na widok balonów. A potem cieszyła się każdą zauważoną trójką.

Goście się zjechali, życzenia złożyli, prezenty rozdali. Z odpowiednim entuzjazmem wręczona została kartka z życzeniami od cioci z AustraliiMama w końcu wróciła z pracy (tak, tak - taka dola...) i mógł nastąpić moment kulminacyjny, czyli ..... TORT!

Ponieważ mistrzynią wypieków nie jestem, w rolę tortu wcielił się murzynek wzbogacony kremem (który był uprzejmy zwarzyć się dnia poprzedniego, ale uratowałam). Za ozdobę posłużyły kwiatki z orzechów i płatków migdałowych.

Mila była szalenie podekscytowana. Gdy odśpiewaliśmy "Sto lat!" jej emocje sięgnęły zenitu. 
Ale świeczki zdmuchnęła pięknie. 


Każdy dostał kawałek ukrojony z pomocą starszego brata.
Reszta imprezy upłynęła na rozmowach z gośćmi (niektórych z nich Mila widuje bardzo rzadko) i zabawie prezentami.
Chyba się jej podobało :-)   

Mila pytana jeszcze tego samego dnia i następnego też, co jej się najbardziej podobało, odpowiadała: "Tort!". I co jeszcze? "Trójki!". O prezentach nie wspominała, mimo, że była nimi zachwycona.