Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Upalnie

Ufffffff, jak gorąco...
Puffffff, jak gorąco...

Okna pozasłaniane, wiatraki pracują...
Upał taki, że już ledwo można wytrzymać.

Całe szczęście, że Emilka potrafi zorganizować sobie zajęcie, bo ja czuję się zupełnie wyprana z pomysłów dla niej... 

Więc tylko spełniam życzenia: "mogę miednicę na balkon? mogę kuwetę z wodą?" i popatruję znad wachlarza, którym raczę siebie i Maciejka...


wróżki robią wielkie pranie

wróżki coś robią, ale nie zrozumiałam co

gluty fajne, bo zawsze zimne, pewnie są magiczne


miednica z zimną wodą na balkonie dobrze robi nawet wróżkom

Przyjmę każdy gotowy pomysł na zabawę w upał....



środa, 28 stycznia 2015

Jak piją rośliny

To, że rośliny piją wodę, Mila wie. Wszak Tata dwa razy w tygodniu robi po mieszkaniu rundkę z konewką i Mila wtedy podlewa również swojego hibiskusa. Podlewa także swojego kwiatka w przedszkolu (a przynajmniej taka jest oficjalna wersja).

"Ale jak one piją? Przecież nie mają buzi".

Zadane pytanie nie mogło pozostać bez odpowiedzi. Szczegóły zostały trochę odroczone w czasie, bo mama musiała nadrobić braki w swojej edukacji przyrodniczej, żeby nie dać plamy :-)

Gdy już wiedziałam dość, przystąpiłyśmy do eksperymentu. Przygotowałyśmy kolorową wodę, używając do tego świeżo zakupionych barwników spożywczych. Przygotowałyśmy też trzy liście kapusty pekińskiej.


Mila powkładała je do szklaneczek z wodą.


Wszystkie trzy zostały pozostawione w spokoju na resztę dnia i całą noc.


Następnego dnia rzuciłam się radośnie do kapusty, żeby zaprezentować Mili zjawisko kapilarne i ... entuzjazm we mnie szybko opadł.
Bo kapusta wyglądała tak:


Delikatne przebarwienia, których z lupą prawie trzeba było szukać.


Hmmm... No dobra córeczko, kapusta pije powoli, musimy jeszcze zaczekać jeden dzień.
Ale następnego dnia nic się nie zmieniło. Co więcej - liście smętnie oklapły, co wskazywało na to, że pić jednak nie chcą i chyba już nie będą.
Zachodziłam w głowę - co zrobiłam źle? Że kapusta? A dlaczego nie kapusta? Kiedyś widziałam zabarwione w ten sposób właśnie liście pekińskiej, wiedziałam więc, że eksperyment powinien się udać.

Ja się zastanawiałam, a Mila wysnuła prosty wniosek: "No to jednak kapusta nie pije wody" i poszła do swoich zabawek. A ja zostałam z głupią miną i jeszcze głupszą kapustą.

I wtedy mnie olśniło! Wzięłam nożyczki i ciachnęłam końcówkę każdego liścia. Powkładałam z powrotem do szklanek. Wróciłam do nich po paru godzinach. 
"Mila - chodź zobaczyć!!!"


Nie dość, że nabrały kolorków, to jeszcze stanęły na baczność :-)


Zabrałam się do tłumaczenia.
Najpierw na chusteczce, której rożek zamoczyłam w wodzie i mogłyśmy obserwować, jak woda przesuwa się do góry.
trudno jest jednocześnie zanurzać chusteczkę, drugą ręką trzymając ciężki aparat, dlatego zdjęcie cokolwiek nieostre
  
Potem na przykładzie słomki - najcieńszej jaka była w domu. Wyraźnie widać, że poziom wody w rurce jest wyższy niż w szklance, co się trochę kłóci z ogólną zasadą o naczyniach połączonych. Ale na tym właśnie to zjawisko polega - im cieńsza rurka, tym poziom wody w niej będzie wyższy.  

Taka mądra jestem, bo sobie poczytałam, a poza tym Tata Mili jest fizykiem i mnie czynnie wspierał :-)
 
 

Mila patrzyła i słuchała.... hmmmm.... uprzejmie.
Uznała, że widocznie mama musi się na ten temat wygadać. Na szczęście to zauważyłam, skróciłam swój wykład do minimum, okraszając go na koniec takim obrazkiem:
 
źródło: http://www.wykop.pl/ramka/1425711/hydraulika-roslin-czyli-jak-pija-drzewa/

Żeby lepiej zrozumiała, dlaczego w cieńszej jest wyżej. 
I że w tej kapuście muszą być naprawdę cieniutkie, żeby woda mogła podejść tak wysoko.

Na koniec zrobiłyśmy sobie jeszcze jeden eksperyment. Zaciekawiło mnie bowiem, co będzie, jeśli pół liścia zanurzymy w jednym kolorze, a drugie pół w innym.
Jeszcze jeden liść został więc poświęcony dla nauki. Tym razem od razu odcięłam mu końcówkę, a Mila przecięła go wzdłuż do połowy. Włożyłyśmy go do szklaneczek, Mila pobiegła się bawić a ja poszłam po aparat. 
Gdy wróciłam, nie mogłam oczom uwierzyć - liść już zaczął się barwić!
Bardzo delikatnie, ale jednak wyraźnie można było dostrzec różnicę w odcieniach.


Tak liść wyglądał po kilku godzinach:


A tak na drugi dzień:


Jak widać w jednym miejscu liść przybrał odcień zbliżony do fioletu, co wskazywałoby na to, że te naczynia włosowate jakoś się przeplatają. 
Ale tego już bliżej nie badałam. I tak nauczyłam się bardzo dużo przy okazji tego eksperymentu ;-)))

 Ciekawe, czy Mila też....
 






piątek, 16 maja 2014

Woda

Przedszkole Mili wzięło udział w akcji "Mamo, Tato - pij wodę!".
Tak szczerze mówiąc, to w szczegóły się nie wczytywałam, wystarczyło mi, że akcja promuje picie wody, że jest konkurs i że przedszkole dostanie od sponsora nagrodę (no bo przecież wygrają, nie??)
W ramach akcji dzieci robiły różne rzeczy w przedszkolu, ale w celu aktywizacji rodziców dostawały też zadania do domu. Takie, które miały wykonać z rodzicem.
Ile w domu robię z Milą - każdy, kto czyta, widzi. Ale wiecie, że jakoś dziwnie złościło mnie, że coś MUSZĘ, i to jeszcze na termin??? Ciekawe zjawisko... :-)

Akurat Mili do picia wody namawiać nie trzeba, bo - poza kubkiem porannego kakao - jest to jedyny napój, który przyjmuje, ale za to w sporych ilościach.
Więc była to raczej okazja do wspólnych prac plastycznych i technicznych.

A co w ramach akcji robiłyśmy?

Przede wszystkim dużo rysunków.
Rzeczy lub sytuacji, które kojarzą się z wodą.
Mila rysowała, ja opisywałam. 
A potem przedszkole stworzyło z tego piękny album.




Było również wyszukiwanie w gazetach (lub czasopismach), wycinanie i wyklejanie scenek około tematycznych.


Przy każdej pracy starałam się, aby samodzielnego działania Emilki było jak najwięcej.

Co udało się przy albumie i podkładkach pod kubki (z wodą, rzecz jasna).















Gdyby ktoś miał wątpliwości - te plusy na pierwszej podkładce bardzo zachęcają do picia wody... ;-)


Zrobiłyśmy też morze w butelce, takie jak Tutaj.

Ale najwięcej przyjemności miałyśmy z Wodnego Ludzika.

Najpierw robiłyśmy według instrukcji.
Czyli: podkolanówka, sznurek, nasionka trawy, trociny.


 Rozcięłyśmy podkolanówkę, na środek nasypałyśmy nasionka, na to trociny, związałam sznurkiem.


Wyszło takie niewiadomoco.


Więc zaczęłyśmy jeszcze raz - tym razem nie rozcięłyśmy podkolanówki, tylko do niej nasypałyśmy - najpierw ziarenka (Mili się sypnęło całkiem sporo), potem trociny.


 Wyszło o takie coś, o:


Ale doszyłam (tutaj już nie dało rady - musiałam sama) oczka, dołożyłam niebieską kokardkę (żeby był taki bardziej wodny),  i włożyłyśmy go do miseczki z wodą. Trociny grały swoją rolę - ludzik był cały czas przesiąknięty wodą, więc nasionka miały sprzyjające warunki.


Mila dzielnie podlewała i po kilku dniach zaczęły kiełkować!



W takim stanie zaniosłyśmy go do przedszkola, bo zbliżała się zapowiadana wystawa. Pobył tam sobie kilka dni, aż dzisiaj..... pojawił się oczom publiczności!

Był po prostu piękny!


Miał najbujniejszą czuprynę ze wszystkich swoich braci, a było ich tam ze dwudziestu!

Emilka po prostu skakała z radości :-)

Bardzo też dumna była ze swojego albumu, który też został wywieszony na wystawie.

Do niektórych elementów tej akcji podchodziłam momentami niezbyt chętnie, ale widzę, że Mili sprawiła dużo radości - szczególnie, gdy mogła już zobaczyć efekt końcowy. Dzisiaj przy wyjściu z przedszkola, gdy oglądałyśmy ludziki, przytulała swoje morze :-)   (które też było na wystawie)


 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ogniki na wodzie

Rozebraliśmy choinkę. Właściwie tylko dokończyliśmy dzieła, bo zaczęła rozbierać się ona sama  - igły spadały garściami. Nie było rady, ozdoby trzeba było zdjąć, kostropyszcze wyrzucić przez balkon, podłogę odkurzyć... I tyle ją widzieliśmy.

Ale żeby nie zatracić się w smutku za minionym, popracowaliśmy nad nastrojem.
Tata napełnił wodą miskę i przyniósł świeczki.
Ja przyniosłam łupiny orzechów, papierowe różyczki, których nazwijałam ostatnio trochę i kolorowe folie.

Układaliśmy to wszystko na wodzie.

Układałam ja...





Układała Mila...


I tak sobie nasze światełka pływały pośród różyczek, a my przypatrywaliśmy się, zatopieni w naszych myślach.



I zrobiło się znowu jakby świątecznie...


Chwilo - trwaj.

...





niedziela, 29 grudnia 2013

Objętość

Przy okazji świątecznych porządków pojawiło się pytanie: 
"Dlaczego w tej szklance jest tak mało [...]

 
[...] a w tej szklance tak dużo?"


Kogo by nie skusiła taka okazja???
I pomimo gorączkowego miotania się po mieszkaniu ze ścierkami w ręku, dałam radę wygospodarować chwilę, żeby rzucić Mili pewne światło na pojęcie objętości.

Na napisanie posta czasu już nie wygospodarowałam, dlatego dopiero teraz o tym...

Przygotowałam trzy różne naczynia: wąskie a wysokie, niskie a szerokie, średnie a rozszerzające się ku górze.


Dla lepszego efektu dodałyśmy do wody barwnika.

No i przelewałyśmy.
Tę samą ilość wody do różnych naczyń.


A za każdym razem zaznaczałam na ściance poziom wody, co miało pomóc Mili w zrozumieniu, że objętość wody to coś innego niż jej poziom.


W trakcie eksperymentu i moich wyjaśnień temu towarzyszących Emilka kilka razy powtórzyła: "Aha. Tak, wiem." itp.
A co z tego zostało? Się okaże.

Potem była zabawa w kompot w przedszkolu :-)
Ponieważ musiałam wracać do swoich ścier, dałam Mili strzykawkę, bo pomyślałam, że przelewanie z niskiego a szerokiego do wysokiego a wąskiego niekoniecznie może być uwieczone sukcesem :-)


Mogę się tylko domyślać, ile z tych eksperymentów i innych form moich starań przyczynia się do rozwoju Mili. Ale coś, co mi dzisiaj powiedziała koronuje wszystko:

"Mamusiu - kochana jesteś."

Tekst od jakiegoś czasu nader często używany przez Milę. Zazwyczaj odpowiadam przytuleniem, albo odwzajemnieniem, ale dzisiaj zadałam pytanie:
"A dlaczego?"
"Bo tak mi wszystko pięknie opowiadasz i tłumaczysz."

Cóż można dodać więcej? Chyba tylko tyle, że nastąpiło to bezpośrednio po moim wywodzie, będącym odpowiedzią na pytanie, dlaczego pod kołdrą najpierw jest zimno a potem ciepło :-)

Warto się starać.


A tak a propos - czy Wy też zaczynacie zauważać braki we własnej edukacji? Na skutek zapytań Waszych pociech?
Mi się to ostatnio zdarza dość często. "Mamusiu, co to jest zwarcie?". No matko kochana, kto by pamiętał te... (spuśćmy zasłonę milczenia)... A ponieważ nie uznaję w takich przypadkach bajek o wróżkach, które fruną wyłączyć prąd, mogłabym z tym mieć nie lada kłopot. Ale wykpiłam się: "Zapytaj tatusia - on jest nauczycielem fizyki, dużo lepiej Ci to wytłumaczy."
Ostatecznie on mówi: "Jak mamusia wróci z pracy, to da Ci farby i pędzelki."  1:1   :-)))))