Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2015

Rysowanie kredą

Nasza tablica kredowa zrobiła się passe - wisi na ścianie i straszy swoją czarnością.
Nie mogę się zdecydować, czy mnie to cieszy czy nie. Z jednej strony rysunki na niej były fajne, z drugiej - ten wszechobecny kredowy pył mnie po prostu wnerwiał...

Kredę nosimy oczywiście na spacery, bo fajnie porysować po chodnikach, ale to wie każdy.

Ale wczoraj zostaliśmy w domu. Maciuś sobie zasnął, a ja z Milą postanowiłyśmy zrobić coś razem.

Wyciągnęłyśmy ciemnoniebieską kartkę i kredę.

Rysowanie kredą po kartce tak po prostu nie jest najlepszym pomysłem - pyli się, osypuje i rozmazuje. I rysunek wcale nie jest fajny. Poszukałam sposobu.

Do filiżanki wsypałam łyżeczkę cukru pudru.
Mila maczała kredę w słodkiej wodzie i rysowała nią po kartce.

 
Mokrą kredą rysowało się bardzo przyjemnie - miękko i delikatnie.
Wysychając nabierała ładnych kolorów.
 
 
Narysowała swoje największe marzenie - dom z ogrodem :-)

 
Rysunek wisi przyklejony do tablicy. Póki co, chyba do tego będzie nam służyć :-)




piątek, 27 lutego 2015

Kleksy

Zabawa stara jak świat - a ciągle aktualna.
Mila bardzo lubi dopatrywać się różnych kształtów we wszystkim - na przykład w kanapce po każdym kolejnym gryzie :-)

To mi przypomniało o kleksach.

Naszykowałam kilka kartek papieru i tusz.

 
Najpierw robiłyśmy zgięcie w połowie kartki, potem kapałyśmy na nią tuszem.

 
Mila ponownie składała kartkę i dociskała dwie połówki. Po rozłożeniu powstawała plama. W której oczywiście trzeba było doszukać się jakiegoś konkretnego kształtu.

 
W pierwszym kleksie Mila od razu dostrzegła ludzką postać.

 
W efekcie powstała dziewczynka, podskakująca na łące z kwiatami.

 
Jeden kleks to było zdecydowanie za mało. Powtórzyłyśmy procedurę. Co nam powstało tym razem?

 
Oczywiście Pippi Pończoszanka! Obok zostali dorysowani jej przyjaciele - Tommy i Annika.

 
Przy kolejnym razie trochę inaczej rozlałam krople i powstało coś takiego.

 
Tutaj sprawa wymagała chwili namysłu. I zaczęła powstawać historia.

 
Rozwijająca się w miarę rysowania.

 
O gęstym lesie. O dziewczynce z kokardą na głowie, zbliżającą się z oddali. O potworze, któremu widać tylko głowę i łapy, i o dziewczynce, która kryje się przed nim pod ziemią tak, że wystaje jej tylko głowa... Brrrrr! Mrożąca krew w żyłach to była historia :-)

 
Kolejny kleksik nie był już tak skomplikowany.
 
 
 
Powstała ryba.


A Mila ciągle nie miała dość.
Zrobiłyśmy więc jeszcze jeden.

Proszę bardzo - oto dzidziuś w kąpieli :-)



Że jak? Że niby nie widać, gdzie ten dzidziuś? No cóż - Mila widzi doskonale :-))

Znakomite ćwiczenie , pobudzające wyobraźnię dziecka. Szczerze polecam - Mila miała niesamowitą radochę. Gdyby nie to, że czas nas gonił, zrobiłybyśmy jeszcze kilka. Chociaż z drugiej strony widać, że w miarę upływu kleksów, rysunki robią się coraz mniej staranne. Chyba jednak skończyłyśmy we właściwym momencie. Niedosyt, który pozostał, pozwoli cieszyć się tą zabawą kolejny raz, i to już niedługo.




piątek, 16 stycznia 2015

Lusterkowe rysowanie

Dzisiaj znowu zorganizowałam zabawę z lusterkiem, chociaż innym, niż ostatnio. 
Dzisiejsza zabawa miała rozjaśnić pojęcie symetrii oraz ćwiczyć zdolności manualne.

Na kartce papieru narysowałam falistą linię.
Następnie za kartką ustawiłam małe lusterko, wręczyłam Emilce długopis (innego koloru, niż ten użyty przeze mnie) i poleciłam narysować tę linię jeszcze raz, po śladzie. Oczywiście cała trudność miała polegać na tym, że rysując, patrzy się na obraz odbity w lusterku, a nie na kartkę.

Szło jej znakomicie, dopóki nie zorientowałam się, że zerka na kartkę i to nader często. 
Wytłumaczyłam jeszcze raz, że zabawa polega na NIE patrzeniu na kartkę. I narysowałam słoneczko. 
Mila miała poprawić czerwonym kolorem. Ale nie mogła powstrzymać się od patrzenia na kartkę. Próbowałam zasłonić, żeby jej nie kusiło, ale zdenerwowała się: "Ale tak jest trudniej!". No cóż. Trudno mi było znaleźć kontrargument. Przecież miała rację. A że pragmatyzm jest jej silną cechą, uznałam, że do tematu symetrii trzeba podejść inaczej.


Odstawiłam na razie lusterko. 
W rogu kartki (nowej, tamtą odłożyłam daleko, żeby nie drażnić wilka) narysowałam dwa łuki. I poprosiłam Milę o dorysowanie wzorków.
Co też ona uczyniła.

Pytanie za sto punktów: jaki jest ulubiony kolor Mili? Podpowiedź - sugeruj się długością kredki. Pozostałe z kompletu mają co najmniej 10 cm....


Mila rysowała i kolorowała, a ja tymczasem zmontowałam potrzebną konstrukcję, używając dwóch takich samych lusterek. 




Gdy rysunek był skończony, ułożyłam go pomiędzy lusterkami.
Powstała w ten sposób mandala zauroczyła Emilkę.


Porozmawiałyśmy sobie na temat lustrzanego odbicia i symetrii.


Trochę też popisałyśmy - pokazywałam Mili, jak zachowują się literki w lusterku. Że niektóre się odwracają, a niektóre wyglądają tak samo. Ale całe słowo już nie. I że może powstać zupełnie inne.




Lusterka dają naprawdę duże możliwości, jeśli chodzi o kreatywną zabawę. Mila bardzo je polubiła, więc myślę, jakby je tu jeszcze ciekawie wykorzystac.


 

piątek, 6 czerwca 2014

Wystawa

Mało mnie ostatnio widać tutaj.

Różne są tego przyczyny, jedna z nich jest taka, że Mila staje się coraz bardziej samodzielna w wyborze swojej aktywności. Ma dostęp do wszelkich materiałów i "pomocy" i od jakiegoś czasu wybiera niezmiennie... przybory do rysowania.
I rysuje.
A ja ciągle dostarczam nowe: mazaki, zakreślacze, kolorowe długopisy, ołówki, pastele...
Z przedszkola codziennie przynoszę kilkanaście rysunków. Wracamy do domu, Mila kieruje się do stolika. Względnie zahacza o szufladę, jeśli narzędzia mają być niecodzienne. Bo kredki są na podorędziu (sposób na wygodne przechowywanie Tutaj)
Pod koniec dnia jesteśmy obdarowywani jej dziełami. Gdy pójdzie spać, starannie je przeglądam i selekcjonuję: teczka - kosz - teczka - kosz..... Teczka - to oczywiście te do zachowania.

Dzisiaj więc urządzam wystawę plastyczną :-)

Najpierw - artystka przy pracy:



 Zbliżenie...:


A następnie Dzieła Wybrane.

Ulubiony temat: mama i córka.
Ale za to coraz bardziej wzbogacony. 

Mama, drzewko, kwiatki.. a w ręku cukierki:



Tutaj: tata, mama i Mila. Tata ma brodę i wyraźnie zaznaczone brwi!
A ja w końcu mam ręce z ramion, a nie z brzucha!



Tutaj idziemy do szkoły baletowej (!). Dlatego jesteśmy takie wystrojone. Nawet tata ma falbanki na szyi :-)



A tu już mamy uszy!



Idziemy do przedszkola na imprezę. Ja mam róż na policzkach. Pada deszcz.
 

Pająk, ślimak i osa:


"Mówiąca kołyska. Angielska. W Anglii są takie kołyski....":

 
 Geograficzna mapa świata. Nie wiem, gdzie Europa, ale kto by się tam tym przejmował...:



"Mila, co to?"
"Dżdżownica."
"Ze skrzydłami???"
"Bo to francuska dżdżownica. Francuskie dżdżownice takie są."
 No to są:
 

  
Czasami urządzamy wystawę i przyznajemy miejsca:



Nawet kolorowanek już się nie boję. Szczególnie, że mogą być trochę urozmaicone. Tutaj na przykład mamy dziewczynkę i jej odbicie w lustrze. Mila bez żadnej pomocy czy nawet sugestii odwzorowała odbicie z oryginału.



Mila rysuje nawet podczas mycia - mamy specjalne kredki do rysowania na wannie. To znaczy - miałyśmy. Dzisiaj wydały ostatnie tchnienie (czyt. kreskę).

 


Może ona malarka będzie, a nie matematyczka?

;-))))))))))))))




czwartek, 10 kwietnia 2014

Szablony

Nie bardzo lubię wszelkiego rodzaju gotowce. Często brak w nich miejsca na wyobraźnię. Nawet kolorowanki były u nas długo nie używane (a dlaczego, o tym Tutaj).

Ale zmęczenie wiosenne daje o sobie znać. Brak czasu daje o sobie znać. Brak sił witalnych daje o sobie znać. Daje o sobie znać tak, że się nie chce... Albo raczej chce - leżeć na kanapie....

Więc gdy wpadły mi w oko wielkanocne szablony, kupiłam.
Szczególnie, że Mili też wpadły w oko, a brak sił witalnych nie pozwolił długo oponować.

Zresztą mnie też zainteresowało, do czego służą te takie małe, zębate...


 W opakowaniu były dwa duże szablony i kilka małych, zębatych...


 Mila zajęła się dużym szablonem, a ja tymi małymi zębatymi...

Długo rozgryzałam, jak się tego używa. 
Ale rozgryzłam. 
I fajne rozetki sobie rysowałam. Na początku koślawe :-)


 A tymczasem Mila odrysowała kilka kształtów i na tej bazie zaczęła tworzyć rysunek.


Oto efekt - kokarda, motylek i środek słońca z szablonu, a reszta to radosna twórczość :-)
 

To oczywiście ja - mama. Mam sukienkę z falbankami, loki i jest lato :-)

Jak się okazało, szablony też mogą być kreatywne!


sobota, 8 marca 2014

Portret

Wracam ci ja dziś do domu (a Mila chora, więc w domowych pieleszach) i widzę..... siebie.

Wypisz wymaluj:



W sukni balowej idę na bal po trawie.
A co.


Portret wykonany techniką rysunku, z użyciem pachnących długopisów i drewnianych kredek .




piątek, 24 stycznia 2014

Wierszyki do rysowania

Koleżanka (ta sama, która pożyczyła nam paletę) tym razem użyczyła bardzo ciekawej książeczki. 

Koleżanka ma, co prawda, już dorosłe dzieci, ale takimi książkami i zabawkami dysponuje z przyczyn - rzekłabym - zawodowych i chętnie się ze mną dzieli, za co bardzo wdzięcznam. 

Kota też mam od niej. Za co wdzięcznam mniej.



Książeczka pełna jest wierszyków. Takich, które można narysować.
Pokserowałam sobie kilka z nich, żeby zobaczyć, czy Mili będzie się to podobało.

Mila przechodzi ostatnio okres niewiary we własne siły. Przejawia się to następująco: "Załóż rajstopki". "Nie umiem! Ueeeeeeeee.....". Dlatego propozycja rysowania wierszyków mogła być ryzykowna.

Ale spodobało się.

Ja czytałam wierszyk...


A Mila rysowała...





Ja czytałam...



A Mila rysowała...


 Jest to też bardzo dobry sposób na poćwiczenie kształtów - są wierszyki o rysowaniu figur geometrycznych, z których powstaje np. domek.
I w ogóle jest to fajny sposób - na spędzenie trochę czasu wspólnie. 

A tego czasu jak zwykle za mało. Rano zabieganie - szybkie ubranie, szybkie śniadanie i już trzeba się żegnać. Bo przecież do pracy... Po południu docieramy do domu najbidniej na 17:00. A jak trzeba coś załatwić po pracy, to oczywiście później. A o 18:30 rozpoczynamy wieczorne rytuały związane z kolacją, kąpielą i usypianiem. Najpóźniej o 21:00 Mila śpi. 
I co? Półtorej godziny?? No - trochę więcej, bo co sobie pogadamy w samochodzie to też nasze. Ale to wszystko to i tak bardzo mało. Wobec całego dnia.
Ona przynajmniej ma fajnie, bo w przedszkolu. A co ja mam powiedzieć...???