Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ozdoby choinkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ozdoby choinkowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2016

Zawieszki z opakowań

Dzisiaj kończyłyśmy zaczęte wczoraj zadanie adwentowe. Od razu przewidziane było na dwa dni, bo prace rękodzielnicze wymagają czasu, a z tym u nas krucho. 

Zrobiłyśmy zawieszki na choinkę. Wykorzystałyśmy do tego denka opakowań po serze białym (takim z Lidla).


Najpierw zrobiłyśmy dziurki do przewleczenia sznureczków. 


Potem wycięłyśmy świąteczne wzory z serwetek papierowych.



To wszystko wczoraj.
Na dzisiaj zostawiłyśmy działania z klejem. 
Rozwodnionym klejem wikolowym smarowałyśmy denka, wkładałyśmy wycięty wzór i smarowałyśmy go klejem.


Potem nakładałyśmy klej na obrzeża denka i obsypywałyśmy styropianowymi kulkami. 


Wyszły naprawdę fajne. Ciekawe, czy zmieszczą się na naszej choince :-)




piątek, 1 stycznia 2016

Nadrabiamy zaległości

Podobno nie powinno się wchodzić w  nowy rok z długami, bo będzie się z nimi borykać przez całe kolejne 12 miesięcy. Cóż.... Jeśli to prawda, to nie wróżę nam wszelkiej pomyślności. Bo zaległości mamy mnóstwo. Oczywiście okołoświątecznych.

W każde święta robimy ozdoby z masy solnej, najlepiej zabarwionej na brązowo kakao.
W tym roku robiłyśmy anioły.
Niektóre z nich lepiłyśmy tradycyjnie, formując z kawałków masy poszczególne elementy.

  
To niełatwy dla dziecka sposób, ale Mila dała radę :-)

 
Do tworzenia innych aniołków wykorzystałyśmy foremki do ciasteczek.


I ten sposób okazał się dla Mili dużo przyjemniejszy. 


Tym razem masę zabarwiłam barwnikami spożywczymi.
Foremki do ciasteczek służyły nam do wycinania kształtów i odciskania wzorków. Te małe gwiazdeczki zrobiłyśmy za pomocą końcówki do zdobienia ciast kremem.


Niezastąpiony wyciskacz do czosnku....



Dwa aniołki made by Mila :-)


Potem jeszcze malowanie naszych dzieł...


 I mogły wysychać.


Ja też nie próżnowałam :-)



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Masa solna w świątecznej odsłonie

Masa solna doczekała się w końcu naszej uwagi.
Powstała, i poddana obróbce, nabrała świątecznych kształtów.

Masę zrobiłam z pierwotnego przepisu, czyli 1 szklanka mąki, jedna szklanka soli, jedna szklanka wody. Plus kakao. Masa z przepisu, w którym jest więcej mąki jest co prawda fajniejsza przy formowaniu, ale często pęka przy wysychaniu.

Ja jeszcze wiem, co to znaczy "szklanka" w przepisie. Ale czy dorosła Mila będzie potrafiła upiec ciasto z mojego przepisu.... "Szklanka? Co to jest ?"

Mila przeszła już instruktażowy kurs lepienia aniołów w przedszkolu, doskonale więc wiedziała, co robić: zażądała masy, tekturki i miseczki z wodą.
Ta miseczka to było u nas novum, ciekawa więc byłam, do czego będzie jej potrzebna.

Okazało się, że do zwilżania masy, aby nowo dodawane elementy lepiej się przyklejały.

Momentami wody było za dużo, przez co np. włosy trochę straciły na wyrazistości.... 


Elementy facjaty powstały z użyciem wykałaczki.


Aniołek dostał też aureolkę, a co.


Ja przez ten czas też nie próżnowałam. 
Pozazdrościłam córce i ulepiłam anioła.

Obydwa prezentują się tak:


Postanowiłam też wyprodukować zawieszki na choinkę. Albo nie na choinkę, ta kwestia była otwarta.

 

 Po wyschnięciu rysowałyśmy wykałaczką kolorowe kropeczki.


Wyszło tego.... trochę.


Pętelki ze sznureczka i próba generalna.

W roli choinki wystąpiła zamia :-)
 

A aniołek Emilki w efekcie końcowym prezentuje się tak:


Od A do Z wykonany samodzielnie!
Mama pęka z dumy..... :-)


Gdybyśmy się już nie czytali przed, to.... Wesołych Świąt!



niedziela, 15 grudnia 2013

Gips

Tak jak się odgrażałam, na celownik wzięłam gips.

Postanowiłam zrobić ozdóbki na choinkę z odlewów gipsowych (jak to groźnie brzmi).

Gips w domu był. 
Drucik też. Bo nawet pomyślałam zawczasu o tym, jak te ozdoby będziemy na choince zawieszać. 
Zrobiłam zawieszki z cienkiego drucika.


Potem rozmieszałam gips i ponakładałyśmy go razem z Milą do naszych nieśmiertelnych silikonowych foremek. I do jednej plastikowej - specjalnej do gipsu.


Nie wiem doprawdy, skąd pomysł, że to będzie schło 2-3 godziny (tak było napisane na kilku blogach, gdzie udałam się po porady). Nasze schły całą noc.

Kolejnego dnia znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że silikon jest debest ;-)
Figurki z foremki predestynowanej jakoby do gipsu, łamały się przy wyjmowaniu. Za to te z silikonowej foremki niemalże same wyskakiwały.

Poznajecie tych kolesi?
 

Jeśli nie, to zerknijcie Tutaj :-)

To był mój pierwszy raz. Teraz już wiem, że:
- gips powinien być biały (już nabyłam gładź gipsową)
- przy nakładaniu trzeba uważać, żeby w foremkach nie zostawało powietrze (teraz już uważam)
- kształty powinny być bardziej okolicznościowe (dacie wiarę, że nie mogę nigdzie dostać silikonowych foremek o świątecznych kształtach?? Teraz, gdy do świąt tuż tuż...???)

Wracając do naszych figurek - coś trzeba było z tą szarością zrobić.
Farby w sprayu - złota i srebrna - załatwiły sprawę. Nawet przestało dziwić, że to dinozaury... :-)

Ale pomyślmy....... dinozaury - wymarcie - epoka lodowcowa - śnieg - zima - święta - choinka.

No. I niech teraz ktoś powie, że dinozaury nic wspólnego ze świętami nie mają!


W foremkach właśnie suszą się nowe dinozaury, tym razem z bielutkiego gipsu. Zobaczymy, czy będą potrzebowały jeszcze jakiegoś polepszania. Może potraktujemy je zwykłymi farbkami?


A na zakończenie jeszcze kilka fotek bombek, które ostatnio robiłyśmy.

Oto autorskie dzieło mojej córeczki - sama wymyśliła, sama zrobiła (wspominałam o niej w poprzednim poście):


 Tutaj makaronowa, ozłocona:


A tutaj moja - quilingowa:
(właśnie zamówiłam u Mikołaja igłę do tegoż)


Ozdoby świąteczne jeszcze się u nas nie skończyły :-)




niedziela, 1 grudnia 2013

Ozdoby choinkowe

Sezon rozpoczynamy dość wcześnie. Chociaż i tak nie tak wcześnie jak hipermarkety, które rozwieszają mikołaje zaraz po zaduszkach....
Ale teraz łatwiej o chwilę spokoju, zanim zacznie się szukanie prezentów, potem sprzątanie, gotowanie i inne przedświąteczne atrakcje...

Zaczęłyśmy od aniołków.

Zakupiłyśmy kilka rodzajów makaronów. Po trochu każdego wsypałyśmy do miseczek.


I rozpoczęłyśmy produkcję aniołków.
Pierwotny mój pomysł opierał się na łączeniu makaronu za pomocą kleju. 
Ale pomysł szybko okazał się trudny do zrealizowania. Potrzebne było coś, co błyskawicznie złączy elementy. Posmarowane klejem trzeba było bardzo długo trzymać. Ja dawałam radę, ale Mila się niecierpliwiła.
Przyniosłam więc plastelinę. I to okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem.

Aniołek wyszedł, jak się patrzy.
 

Mila zupełnie sama wymyślała koncepcje i je realizowała. Powstały trzy aniołki i bombka :-)


Ja użyłam jeszcze korka po winie.


 Gdy aniołki sobie schły, wzięłyśmy się za choinkę. 
Styropianowy stożek posmarowałyśmy klejem, odczekałyśmy chwilę, żeby klej zgęstniał i przyklejałyśmy makaron.


Aniołki i choinka zostały odłożone na noc do wyschnięcia. Te plastelinowe pociągnęłam jeszcze klejem, bo nie byłam pewna, jak się zachowają po potraktowaniu ich.....

.... złotą farbą w sprayu :-) 

Prezentują się tak:


I tak:


I jeszcze tak - razem z choinką:


Jeszcze trzeba dorobić zawieszki i odłożyć do pudełka na trzy tygodnie :-)

W planie mamy jeszcze bombki różniste, mam nadzieję, że damy radę do świąt :-)