Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulki hydrożelowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulki hydrożelowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2014

Pielucha

Przy okazji porządków w szafie znalazłam kilka pieluch, zachomikowanych kiedyś "na wszelki wypadek".
Takowy już nie nastąpi, spakowałam więc pieluchy dla mamy młodszej koleżanki Emilki. 
Ale jedną poświęciłam na tzw. zmarnowanie.
Czy aby na pewno? Czy fajna zabawa to marnowanie czegokolwiek?

Bo oczywiście Emilka w trakcie tych porządków była przy mnie. I oczywiście to ona wypatrzyła te pieluchy: "Mamusiu - to jest mi bardzo potrzebne." 
Nota bene - tekst słyszę przy każdej próbie (mojej) wyrzucenia jakiegoś śmiecia do kosza. Czy ja aby nie przesadziłam z tym zaszczepianiem recyclingu.....

Tak czy owak pielucha została poświęcona. No a cóż można zrobić z pieluchą, jak nie.... nalać?

No to nalałyśmy. 
I to wielokrotnie.
Wody z dzbanuszka, of course.

Niestety, nie policzyłam, ile litrów tam wlałyśmy, ale zapewniam mamy, których dziecięcia jeszcze z pieluch korzystają - dużo się tam zmieści. Wcale nie trzeba zmieniać po każdym nasiusianiu. Ja nie zmieniałam. I właśnie zobaczyłam, że miałam rację. Pielucha mocno chłonna jest. I ktoś to chyba w jakimś celu wymyślił. Na przykład - ulżenia matkom zapieluchowanych.

A jak już nalałyśmy i omówiłyśmy temat zwiększenia ciężaru pieluchy (to chyba jedyny apekt, nad którym się warto zastanowić w kwestii częstej zmiany pieluch - czy dziecko udźwignie....), trzeba było pokazać, co to takie chłonne jest.
W środku jest coś takiego, co wygląda jak przeciśnięte przez wyciskacz kulki hydrożelowe. O których było TutajTutaj trochę też.


 No i wyszła z tego kolejna ciapanina sensoryczna :-)


A ponieważ śniegu w tym roku jak na lekarstwo, było bardzo a propos :-)


Nawet bałwana można ulepić!



 

wtorek, 9 lipca 2013

Ścieżka sensoryczna

Dzisiaj przygotowałam dla Emilki ścieżkę sensoryczną.

Moje zbieractwo naprawdę się przydało. 

Uprzedziłam Milę, że chcę naszykować jej zabawę. "A mogę się podglądać?" - padło jak zawsze. Bo czasami proszę, żeby nie podglądała, bo chcę ją zaskoczyć (albo uniknąć miliona pytań: a co to, a na co, a po co, a z czego, a mogę dotknąć/powąchać/polizać?.... zanim zacznie się zabawa właściwa).  I tym razem właśnie poprosiłam, żeby nie podglądała. Zajęła się więc zabawą spinaczami do bielizny, jedną z jej ulubionych na balkonie.

A w tym czasie ja przygotowałam:

papier - taki, którym owijają kwiaty w kwiaciarni, cieniutki i szeleszczący


ścinki szmatek - hurra! przydały się! 

  kto mej radości nie rozumie, niech sobie zajrzy Tutaj



guziki
 

folię bąbelkową


wytłoczkę po czekoladkach, odwróconą do góry dnem


i kulki hydrożelowe


Ułożyłam wszystko w jednym rzędzie i zawołałam Milę.


Najpierw przeszła ścieżkę z otwartymi oczami.

Pytałam ją o odczucia - określała bardzo trafnie:

papier był szeleszczący, ścinki mięciutkie i ciepłe, guziki twarde i zimne, folia śliska, wytłoczka kłująca (oj tak - sama próbowałam), a kulki delikatne.

Potem zawiązałam jej chustkę na oczach i Mila skoncentrowała się wyłącznie na dotyku.



O mały włos nie wywaliła tacy z kulkami :-)


Ale jakoś udało się wyratować i można było sobie podreptać.


Ścieżka została schodzona w tę i z powrotem, ja też musiałam :-)

Fajna zabawa, a w dodatku daje tyle możliwości...! Już mi się tłoczą kolejne podłoża w głowie :-)

Ale wiadomo - w końcu się znudziła. Ale jeden z jej elementów nie. Taca z kulkami powędrowała na balkon i Mila spędziła przy nich jakąś godzinkę.

O kulkach już kiedyś pisałam Tutaj.


Starła je na miazgę. Cały balkon był w skrawkach kulek. Pół mieszkania zresztą też, bo co jakiś czas przybiegała informować mnie o postępach w masakrowaniu kulek. 

Ale posprzątała pięknie - nic nie musiałam poprawiać. Dobrze wiedzieć, że umie tak starannie odkurzać ;-) 


Dzisiejszy dzień zaliczam do bardzo udanych: 
zabawa ciekawa, dziecko zadowolone, mama miała chwilę dla siebie a przy okazji chałupa wyodkurzana - same zalety z konstruowania ścieżki, zachęcam!

 

 


wtorek, 2 kwietnia 2013

Pisanka...?

Można i tak nazwać, jako że dopiero minęły święta :-)
A może to być po prostu kolejna lodowa zabawa.

Najpierw napełniliśmy balonik naszymi kulkami hydrożelowymi (których nową partię zrobiłyśmy ostatnio).


Potem nalaliśmy do balonika wody.
Patent z nałożeniem na kran jest bezkonkurencyjny. Niech Wam się nie wydaje, że da radę zrobić to przez lejek :-)


Balonik urósł taki sobie - o:

Po czym wylądował na całą noc w zamrażarce.


Następnego dnia wyjęliśmy go i wrzuciliśmy do miednicy. Wydało mi się to najlepszym pomysłem.

 
Balonik pękliśmy i otrzymaliśmy wielką lodową pisankę, kolorową w środku.
Niestety  - nasze kulki nie mają zbyt intensywnych kolorów, dlatego efekt nie był najlepszy.

Zostawiłam dzieci w spokoju. Przyniosły sobie różne akcesoria i naczynia, napełniły je wodą o różnej temperaturze i solą.
I się bawiły.


Kot - jako że bydlę towarzyskie jest - dołączył do zabawy.


Przy całej zabawie nie asystowałam, ale po okrzykach dobiegających z łazienki wnoszę, że dzieciom się podobało.
Lód, który zamienia się w wodę do ciapania chyba żadnemu  dziecku szybko się nie znudzi :-)

Myślę że powtórzymy to latem, z kilkoma balonikami i na dworze. Może być fajna zabawa. Tylko muszę wcześniej trochę zamrażarkę opróżnić...

 
 

środa, 16 stycznia 2013

Magiczne kulki



Kulki hydrożelowe – zabawa, którą odkryła już chyba większość mam. Wykorzystywane w florystyce, dają jednak dużo radości dzieciom.

Najpierw są czary – kuleczki (malutkie, 2 mm średnicy)...

 
...wrzuca się do miski i zalewa wodą. My zalałyśmy wszystkie razem w jednej misce i nie straciły kolorów, ale podobno może się zdarzyć, że wszystkie, w miarę rośnięcia przybiorą tę samą barwę. Pewnie to zależy od rodzaju kulek. Potem co jakiś czas zaglądałyśmy do nich – nie za często, bo nie byłoby fajnego efektu. Kulki bowiem rosły. Hmm - w końcu były magiczne. Po kilku (ok. 4) godzinach kulki były już imponujące, miały nawet ponad 1 cm różnicy. I wtedy zaczyna się zabawa – my zaczęłyśmy od wyławiania kulek łyżką cedzakową lub małym sitkiem. Bardzo fajny efekt otrzymujemy, jeśli mamy dużo przezroczystych kulek, a wśród nich kolorowe. W wodzie nie widać tych przezroczystych, tylko kolorowe, zawieszone tu i tam, a jak wkłada się rękę to czuje się, że woda jest pełna kulek – Emilka była tym bardzo zaskoczona :-)

A potem już wystarczyło, że wyposażyłam ją w różne naczynia i radziła sobie sama – przekładała, przesypywała, segregowała, układała wzory, szukała małych figurek wśród kulek i oczywiście – rozgniatała, z czym moja estetyczna natura musiała sobie niestety jakoś poradzić :-(    W imię nieograniczania inwencji twórczej dziecka. 
Zabawy było na kilka dni:





A gdy kulki były już obadane ze wszystkich stron, Mila dokonała destrukcji całkowitej. Z pomocą wyciskacza do czosnku.

 
 Przy okazji - do zabaw wszelkich polecam foremki do kostek lodu, plastikowe lub silikonowe. Sposoby wykorzystywania – rozmaite: