Rozpoczął się adwent, na ścianie zawisnął nasz kalendarz. Ten sam, co rok temu i dwa lata temu Tutaj.
Dzisiaj Mila otworzyła pierwszy domek.
A tam zadanie - "aniołki z zimnej porcelany".
Taką bowiem masę plastyczna napotkałam ostatnio - niestety, tylko wirtualnie.
Przepisów w necie można znaleźć wiele, ja oczywiście wybrałam jeden z tych najłatwiejszych.
1 miarka maki/skrobi ziemniaczanej
1 miarka kleju Wikol
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oliwki
Wszystko wymieszać w misce.
Tak też uczyniłyśmy.
Tych, którzy chcieliby skorzystać z przepisu, przestrzegam - trzeba mieszać łyżką, aż masa stanie się plastyczna. Dopiero wtedy można dokończyć wyrabianie rękami i to po uprzednim porządnym ich naoliwieniu. Masa klei się do rąk, szczególnie świeża.
No i zaczęłyśmy lepienie.
Przydały się foremki do ciasteczek (jak Tutaj).
Przy łączeniu poszczególnych elementów warto zwilżyć je wodą.
A gdy zostało już malutko masy, to jeszcze popełniłyśmy takie różyczki na listku.
Tak sobie teraz patrzę na te nasze aniołki, które schną.... chyba zbyt jednak rzadka ta nasza masa wyszła, bo wytwory tracą na wyrazistości. Może trzeba je będzie pomalować, żeby był lepszy efekt. Ale to się jeszcze zobaczy.
We wspieraniu rozwoju Mili i Maciusia staramy się stosować ideę Marii Montessori - stwórz dziecku sprzyjające otoczenie i pozwól w nim działać samodzielnie. Proponuj zajęcia, pokazuj możliwości, zapewniaj materiały, ale niczego nie narzucaj, na nic nie nalegaj. Obserwuj, po co dziecko sięga. Słuchaj, o co pyta . . . . . I podążaj za nim.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 listopada 2016
piątek, 1 stycznia 2016
Nadrabiamy zaległości
Podobno nie powinno się wchodzić w nowy rok z długami, bo będzie się z nimi borykać przez całe kolejne 12 miesięcy. Cóż.... Jeśli to prawda, to nie wróżę nam wszelkiej pomyślności. Bo zaległości mamy mnóstwo. Oczywiście okołoświątecznych.
W każde święta robimy ozdoby z masy solnej, najlepiej zabarwionej na brązowo kakao.
W tym roku robiłyśmy anioły.
Niektóre z nich lepiłyśmy tradycyjnie, formując z kawałków masy poszczególne elementy.
To niełatwy dla dziecka sposób, ale Mila dała radę :-)
Do tworzenia innych aniołków wykorzystałyśmy foremki do ciasteczek.
I ten sposób okazał się dla Mili dużo przyjemniejszy.
Tym razem masę zabarwiłam barwnikami spożywczymi.
Foremki do ciasteczek służyły nam do wycinania kształtów i odciskania wzorków. Te małe gwiazdeczki zrobiłyśmy za pomocą końcówki do zdobienia ciast kremem.
Niezastąpiony wyciskacz do czosnku....
Dwa aniołki made by Mila :-)
Potem jeszcze malowanie naszych dzieł...
I mogły wysychać.
Ja też nie próżnowałam :-)
W każde święta robimy ozdoby z masy solnej, najlepiej zabarwionej na brązowo kakao.
W tym roku robiłyśmy anioły.
Niektóre z nich lepiłyśmy tradycyjnie, formując z kawałków masy poszczególne elementy.
To niełatwy dla dziecka sposób, ale Mila dała radę :-)
Do tworzenia innych aniołków wykorzystałyśmy foremki do ciasteczek.
I ten sposób okazał się dla Mili dużo przyjemniejszy.
Tym razem masę zabarwiłam barwnikami spożywczymi.
Foremki do ciasteczek służyły nam do wycinania kształtów i odciskania wzorków. Te małe gwiazdeczki zrobiłyśmy za pomocą końcówki do zdobienia ciast kremem.
Niezastąpiony wyciskacz do czosnku....
Dwa aniołki made by Mila :-)
Potem jeszcze malowanie naszych dzieł...
I mogły wysychać.
Ja też nie próżnowałam :-)
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Anioły (bieszczadzkie)
Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem [...]
Nie mogłyśmy się obyć bez aniołów. Po prostu musiały być. I to z różnych materiałów.
Mila zasiadła do pracy z wielkim entuzjazmem.
W planie miałyśmy aniołki papierowe, makaronowe i gipsowe.
Zaczęłyśmy od papierowych. Wykorzystałyśmy małe, ażurowe serwetki. Wystarczy odciąć część serwetki (mniej niż pół) i tę większą część skleić w stożek. Mamy sukienkę aniołka.
Drugą część doklejamy i w ten sposób powstają nam skrzydełka.
Jeszcze tylko główka - u nas drewniane koraliki - i włoski (u nas wyszły nieco potargane).
Aniołki gotowe.
W następnej kolejności zabrałyśmy się za aniołki makaronowe. Mila nie mogła się już doczekać, bo doskonale pamiętała produkcję zeszłorocznych (Tutaj). Już jakiś czas temu zakupiłam kilka różnych kształtów. Nasypałyśmy po trochu każdego do muffinkowej blachy.
Mila zabrała się za składanie.
W tym roku było nam trochę łatwiej, bo zainwestowałam w pistolet do klejenia na gorąco. Mila przykładała dwa makarony do siebie, ja nakładałam jej w to miejsce klej, ona przytrzymywała. Taki klej zastyga momentalnie, więc robota nam się kleiła :-)
Aniołki powstawały nam dość sprawnie. Mila miała własne pomysły, za każdym razem wymyślała i układała innego aniołka.
Gdy były gotowe, spryskałyśmy je złotą i srebrną farbą w sprayu. Srebrną w tym roku kupiłam fatalną - brak jej połysku, a spryskane nią rzeczy wyglądają jak metalowe. Dlatego zaraz po spryskaniu posypałyśmy je srebrnym brokatem.
Mila miała takie tempo, że mi udało się zrobić tylko jednego aniołka (musiałam jej cały czas służyć pistoletem).
Za to jej inwencja twórcza wręcz kwitła :-)
Tak prezentują się wszystkie:
Czułyśmy się usatysfakcjonowane.
Przyszedł czas na gips.
Foremki napełniłyśmy dzień wcześniej. Teraz więc wyciągnęłyśmy odlewy z formy z zamiarem pomalowania. Wszystkie wyszły z tego bez uszczerbku, chociaż jeden trzymał się rękami i nogami...
Zabrałyśmy się za malowanie.
Udało mi się wytargować dwa aniołki do malowania. I tak dobrze, bo ona chciała wszystkie.... Ale ja się tak łatwo nie dałam, bo mi się też podobało :-) Zresztą ona miała jeszcze inne kształty, bo rozrobiłam za dużo gipsu i napełniłyśmy też silikonowe foremki.
Malowałyśmy nowym nabytkiem - akrylowymi farbami o perłowym połysku. Sprawdziły się świetnie.
Byłyśmy bardzo zadowolone z efektu i niepocieszone, że nie zrobiłyśmy więcej figurek :-(
Szczerze mówiąc, gdybym zobaczyła takie kolorowe aniołki w sklepie, to w życiu bym ich nie kupiła, bo one zupełnie nie w moim guście. Ale jak się zrobi samemu, to jakoś gust się zmienia ;-)
W każdym razie zapowiedziałyśmy tacie Mili, że choinkę w tym roku poprosimy dużą, bo musi nam się to wszystko zmieścić :-)
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem [...]
Nie mogłyśmy się obyć bez aniołów. Po prostu musiały być. I to z różnych materiałów.
Mila zasiadła do pracy z wielkim entuzjazmem.
W planie miałyśmy aniołki papierowe, makaronowe i gipsowe.
Zaczęłyśmy od papierowych. Wykorzystałyśmy małe, ażurowe serwetki. Wystarczy odciąć część serwetki (mniej niż pół) i tę większą część skleić w stożek. Mamy sukienkę aniołka.
Drugą część doklejamy i w ten sposób powstają nam skrzydełka.
Jeszcze tylko główka - u nas drewniane koraliki - i włoski (u nas wyszły nieco potargane).
Aniołki gotowe.
W następnej kolejności zabrałyśmy się za aniołki makaronowe. Mila nie mogła się już doczekać, bo doskonale pamiętała produkcję zeszłorocznych (Tutaj). Już jakiś czas temu zakupiłam kilka różnych kształtów. Nasypałyśmy po trochu każdego do muffinkowej blachy.
Mila zabrała się za składanie.
W tym roku było nam trochę łatwiej, bo zainwestowałam w pistolet do klejenia na gorąco. Mila przykładała dwa makarony do siebie, ja nakładałam jej w to miejsce klej, ona przytrzymywała. Taki klej zastyga momentalnie, więc robota nam się kleiła :-)
Aniołki powstawały nam dość sprawnie. Mila miała własne pomysły, za każdym razem wymyślała i układała innego aniołka.
Gdy były gotowe, spryskałyśmy je złotą i srebrną farbą w sprayu. Srebrną w tym roku kupiłam fatalną - brak jej połysku, a spryskane nią rzeczy wyglądają jak metalowe. Dlatego zaraz po spryskaniu posypałyśmy je srebrnym brokatem.
Mila miała takie tempo, że mi udało się zrobić tylko jednego aniołka (musiałam jej cały czas służyć pistoletem).
Za to jej inwencja twórcza wręcz kwitła :-)
![]() |
| ja tu widzę inspirację myszką Minnie, a Wy? |
Tak prezentują się wszystkie:
Czułyśmy się usatysfakcjonowane.
Przyszedł czas na gips.
Foremki napełniłyśmy dzień wcześniej. Teraz więc wyciągnęłyśmy odlewy z formy z zamiarem pomalowania. Wszystkie wyszły z tego bez uszczerbku, chociaż jeden trzymał się rękami i nogami...
Zabrałyśmy się za malowanie.
Udało mi się wytargować dwa aniołki do malowania. I tak dobrze, bo ona chciała wszystkie.... Ale ja się tak łatwo nie dałam, bo mi się też podobało :-) Zresztą ona miała jeszcze inne kształty, bo rozrobiłam za dużo gipsu i napełniłyśmy też silikonowe foremki.
Malowałyśmy nowym nabytkiem - akrylowymi farbami o perłowym połysku. Sprawdziły się świetnie.
Byłyśmy bardzo zadowolone z efektu i niepocieszone, że nie zrobiłyśmy więcej figurek :-(
![]() |
| tutaj widać też bieszczadzkiego anioła - bo one są całe zielone :-) |
Szczerze mówiąc, gdybym zobaczyła takie kolorowe aniołki w sklepie, to w życiu bym ich nie kupiła, bo one zupełnie nie w moim guście. Ale jak się zrobi samemu, to jakoś gust się zmienia ;-)
W każdym razie zapowiedziałyśmy tacie Mili, że choinkę w tym roku poprosimy dużą, bo musi nam się to wszystko zmieścić :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















