Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plastelina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plastelina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2013

Ślimaki u dziadka

Spędziliśmy u dziadka tydzień.
No - prawie tydzień.

Wszystkie kąty zostały przez ten czas spenetrowane.



Włączając w to nawet nowy kontener na śmieci :-)

zdjęcie made by tatamili

 Było trochę wycieczek rowerowych po okolicy...



Trochę biegania po trawce "Reymontówki"...


Obłaskawiania koni...


I przytulania rzeźbionych kotków...



No i clou pobytu - ślimaki!

Zaczęło się od tego, że Mila znalazła jednego takiego. Była tym uszczęśliwiona. Ślimak pewnie trochę mniej. Pomyślałam więc, że przydałoby się wymyślić coś, co pogodziłoby rozbieżne potrzeby Mili i ślimaka.
Zrobiłyśmy mu więc domek.
Do pudełka nasypałyśmy piasku, włożyłyśmy kilka kamyków, patyków i dużo, dużo zielonego, żeby ślimak miał się czym pożywiać.  



Nasz podopieczny chyba trochę tęsknił za wolnością.


Ale dzielna Mila znalazła mu kompana :-)



I tak dotrwały do końca naszego pobytu. Mila codziennie donosiła nowe listki - te ulubione przez ślimaki.
Aż przyszedł czas pożegnania. I tu okazało się, że dla Emilki wcale nie było oczywiste, że ślimaki nie jadą z nami. Wręcz przeciwnie - zaczęła je pakować do samochodu i ustawiać obok klatki kota. Musiałam negocjować. Na szczęście poszło dość gładko, ale musiałam obiecać jakąś namiastkę hodowli.

Po powrocie do domu zabrałyśmy się za realizację mojej obietnicy.

Dno plastikowego pojemnika wyściełałyśmy... hmmmm... jak to nazwać? Było na dnie prezentowego kosza za słodyczami.
Na tym poukładałyśmy kamienie (przywiezione znad jeziora, o którym było Tutaj).


Dołożyłyśmy też suszone liście.


A potem wyjęłyśmy plastelinę i zaczęłyśmy lepić ślimaki. 



Powstała całkiem sympatyczna rodzinka :-)



 Która zrobiła się jeszcze ciekawsza po dodaniu prawdziwych muszelek (wzbogaconych o plastelinowe mięczaki).


Mila z namaszczeniem umieściła w domku nowych lokatorów.

korale to podarunek od cioci, z którym Mila prawie się nie rozstaje

Chyba poczuły się tam dobrze :-)


Potem trzeba było koniecznie nakarmić ślimaki. Przydała się zielona bibułka.
Mila pocięła ją na "trawkę".


I dała ślimaczkom, ile chcieć.


I tak powstała nam domowa hodowla mięczaków.
Bardzo ekologiczna i przyjazna dla otoczenia - nie rozlezie się, jak się spuści z oka :-)






piątek, 2 sierpnia 2013

Lody

Pogoda cały czas piękna.
Co sprzyja konsumpcji lodów. Emilka mogłaby je jeść kilogramami. 

Dzisiaj zabawiłyśmy się w lodziarki :-)

Zaczęłyśmy od przygotowania pucharka.
Odcięłam górną część butelki po wodzie mineralnej i razem wcisnęłyśmy ją w zakrętkę po soczku, wypełnioną plasteliną.


Potem Mila formowała kulki z plasteliny (świetne ćwiczenie usprawniające małą motorykę) i układała je w fantazyjny sposób w naszym pucharku.


Nasza plastelina jest jednak jakby z poprzedniej epoki (w której każda zabawka obowiązkowo musiała mieć buro-szary odcień, a wszystkie żywe i nasycone kolory były niedozwolone...), poszukałam więc sposobu na urozmaicenie naszych gałek.
Znalazły się koraliki i cekiny różnej maści.


Którymi Mila obsypała lody.


Potem jeszcze przyozdobiła pucharek - brokatowym klejem w złotym kolorze.


 Lody wyszły pyyyyyyyyychaaaaaaa... :-) 


Choć niezbyt ładne, trzeba przyznać. 

Ale za to nasza nowa, świeżo zakupiona,  plastelina jest po prostu śliczna i lepienie zapowiada się obiecująco :-) 





wtorek, 30 kwietnia 2013

Plastelina

Właśnie "odkryłyśmy" plastelinę.

A właściwie ja, bo Mila bawi się plasteliną u babci już od dawna, ja jednak do tej pory traktowałam ją po macoszemu (plastelinę, nie Milę). Górowała ciastolina. Gdzieś miałam zakodowane, że plastelina to archaizm, którym my, dzieci poprzedniego systemu, byłyśmy - owszem - zachwycone. Ale przecież teraz mamy tyle nowych, wspaniałych mas plastycznych....

Dzisiaj jednak Mila wybrała sobie do zabawy włnie plastelinę, której opakowanie (podarowane nam przez koleżankę) leżało w szufladzie, wciśnięte w kąt.

No i zaczęłyśmy lepić.

Pomyślałam, że być może łatwiej będzie Mili przyklejać płaskie formy do kartki, niż lepić coś przestrzennego.

Ulepiłam w ten sposób kilka rzeczy, żeby nadać całej naszej pracy jakiś tor.




I przy tym odkryłam niewątpliwą zaletę plasteliny - świetnie się ze sobą łączy. Czego nie można powiedzieć o ciastolinie


Mila też wzięła się za lepienie.


 Z dużym zainteresowaniem spotkała się moja biedronka. Okazało się, że jest chora i musi odpoczywać w łóżeczku. Na specjalnie ulepionej podusi.


Musiał być też stolik z lekarstwami.


Przy okazji okazało się, że jednak lepimy formy przestrzenne :-)


Tak samo było z drzewkiem, które wyrosło na mojej trawce.


Całkiem nam się obrazek udał.


Potem Mila ulepiła dla mnie placek z jabłkami i cukrem pudrem.


Był przepyszny :-)


Plastelina, starsza siostra ciastoliny, jest chyba niedoceniana. Przynajmniej była, u nas w domu. A to taki świetny materiał. Co prawda brudzi ręce jak diabli, ale okazało się, że moja córka uwielbia szorowanie paznokci szczoteczką, więc nic już nie stoi nam na przeszkodzie w plastelinowych działaniach.