Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kształty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kształty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2014

Szablony

Nie bardzo lubię wszelkiego rodzaju gotowce. Często brak w nich miejsca na wyobraźnię. Nawet kolorowanki były u nas długo nie używane (a dlaczego, o tym Tutaj).

Ale zmęczenie wiosenne daje o sobie znać. Brak czasu daje o sobie znać. Brak sił witalnych daje o sobie znać. Daje o sobie znać tak, że się nie chce... Albo raczej chce - leżeć na kanapie....

Więc gdy wpadły mi w oko wielkanocne szablony, kupiłam.
Szczególnie, że Mili też wpadły w oko, a brak sił witalnych nie pozwolił długo oponować.

Zresztą mnie też zainteresowało, do czego służą te takie małe, zębate...


 W opakowaniu były dwa duże szablony i kilka małych, zębatych...


 Mila zajęła się dużym szablonem, a ja tymi małymi zębatymi...

Długo rozgryzałam, jak się tego używa. 
Ale rozgryzłam. 
I fajne rozetki sobie rysowałam. Na początku koślawe :-)


 A tymczasem Mila odrysowała kilka kształtów i na tej bazie zaczęła tworzyć rysunek.


Oto efekt - kokarda, motylek i środek słońca z szablonu, a reszta to radosna twórczość :-)
 

To oczywiście ja - mama. Mam sukienkę z falbankami, loki i jest lato :-)

Jak się okazało, szablony też mogą być kreatywne!


piątek, 22 listopada 2013

Kamyki na lustrze

Kilka dobrych dni nie było nas widać, bo zajmowałyśmy się chorowaniem - na zmianę. 
Teraz już przestałyśmy (chyba), i czym prędzej dzielimy się tym, co robiłyśmy przez ten czas.

Czas jakiś temu na jednym z obserwowanych przeze mnie blogów zobaczyłam małe lusterka.
Bardzo mi się to spodobało i pomyślałam, że takie lusterko to może być pomysł na różne fajne zabawy. 

Przy najbliższej bytności w OBI nabyłam tzw. flizę lustrzaną. Czyli dokładnie to, o co mi chodziło - taflę lustra bez żadnych ozdobników, niepotrzebnie podnoszących cenę. Nasza kosztowała złotych paręnaście.
Na innej półce stały sobie - jakby na zamówienie - szklane kamyki w rozmaitych kolorach (możliwość wyboru zatrzymała mnie przy tej półce jakiś kwadrans....). Zakupiłam beżowe.
W domu rozpakowałam zakupy, dodałam drewniane kółeczka (o zastosowaniu których pisałam Tutaj), a także przełamane na pół patyczki do szaszłyków.

Na tapecie - nieśmiertelne kwiatki :-)




Potem dodałyśmy jeszcze inne elementy.


A jak nam się znudziły kwiatki (bo takie chwile jednak w końcu przychodzą), to przykleiłam na lusterku dwa ruchome oczka. A Mili dałam szminkę.
Pomalowałyśmy usta i Mila pocałowała lustro :-)



Na tej bazie Mila zaczęła układać postać.




Taka dziewczynka z tego wyszła.


Jestem bardzo zadowolona z zakupu lusterka. A pomysłów na nie mam jeszcze wiele.
Tylko dlaczego ciągle czasu brak...?


czwartek, 3 października 2013

Chrupki kukurydziane

Ale to już było...

Owszem - Tutaj.

Ale postanowiłam jeszcze raz :-)

Tym razem kupiłam kolorowe. Na specjalne zamówienie zresztą, bo okazało się, że wcale nie są tak ogólnie dostępne, jak mi się wydawało. I niestety, nie są barwione naturalnie, tylko Ecośtam (ale na szczęście Mili smakowały tylko te naturalne).

Oprócz kolorowych kupiłam też zwykłe krótkie i długie proste pałki.


Wysypałam na miskę po trochu z każdej torby.


Potrzebna jeszcze miseczka z wodą.
 
I zaczęło się.... czy ja wiem co? Najbardziej pasuje mi "lepienie" :-)


Dwa ślimaczki - jeden mój, drugi Mili. I żółwik.
 

 Mila zrobiła stonogę.


A potem samolot.


Początkowa koncepcja była inna, ale okazało się, że "człowiek" znakomicie lata :-)
  

Mi udał się kwiatek. Ocalał w całości, jako że prawie cały zrobiony z kolorowych, nielubianych, chrupek.


A wspólnie zmajstrowałyśmy lokomotywę.



Fajna zabawa.
Bez większych przygotowań i kosztów. Cała impreza kosztowała nas 6, 37 PLN, a nawet mniej, bo zużyłyśmy tylko połowę chrupek.

A w sklepach można aktualnie kupić coś takiego, jak klocki kukurydziane. Są to chrupki, ale nieco zmodyfikowane. Bardziej plastyczne, poza tym łatwiej kleją się do siebie. Sama nie używałam, ale obejrzałam kilka filmowych prezentacji i - choć początkowo nastawiona byłam zdecydowanie krytycznie - myślę, że dla nieco starszych dzieci może to być fajne. Ale trochę drogie.

My na razie pozostaniemy przy chrupkach.


 

poniedziałek, 23 września 2013

Mozaika

Rzadko kupujemy Mili gotową zabawkę. Na ogół są to jakieś "półprodukty", z których dopiero można coś wymyślić.
Nie, żebym robiła to z jakiegoś wyrachowania. Po prostu nie widzę wśród sklepowych zabawek niczego, co byłoby odpowiednie dla dziecka w wieku 3,5 lat (z nakładem). 

Któregoś dnia natknęłam się w sieci na zdjęcie czegoś cudownego.


Piękne, nieprawdaż?

I kosztuje ok. 1,5 tysiąca....

Marzenie....
Ale niestety nie mam półtora kawałka, które mogłabym przeznaczyć na zabawkę dla córki.  
Szczególnie, że w tym miesiącu musiałam zapłacić straży miejskiej 500 zł za uprzejmie wyświadczoną usługę zholowania mojego samochodu na parking miejski...

Ale jak się nie ma, co się lubi...
Zaczęłam szperać w sieci.
No i wyszperałam coś, co mnie nawet zadowoliło. Nie miałam bowiem wątpliwości, że moja kieszeń nie daje mi możliwości na miarę Spielgaben...

Za 69 PLN (bez przesyłki jednakże) wyszukałam mozaikę składającą się z 250 elementów.
Różne kształty, piękne, żywe kolory i tak dużo tego... !

Patyczki nie znajdowały się w zestawie. Dokupiłam je osobno, jako "patyczki do liczenia" za 16,90 PLN :-)
Na zdjęciu są jeszcze w swojej dziewiczej formie, ale potem poprzecinałam połowę z nich na dwie lub trzy części. Mamy już więc patyczki o trzech długościach.


 Emilka była zachwycona! Nie musiałam jej nic pokazywać, od razu zaczęła układać klocki.


Ułożyłyśmy wspólnie kilka kwiatków i plaster miodu.
Gratulowałam sobie pomysłu dokupienia patyczków (ale w samozachwyt nie popadłam, widziałam je przecież u Spielgabena...)


Do klocków dołączona była książeczka z wzorami.
Co prawda zdecydowanie bardziej lubię działania spontaniczne, ale Mila chciała ułożyć. Kopiowanie wzorów pewnie też ma swoje walory edukacyjne (współpraca półkul czy coś, trzeba by może o tym poczytać...). Więc układałyśmy. Na początek prosty wzór, z którym Mila poradziła sobie niemal samodzielnie - zaskoczenie dla mnie!


Potem trochę bardziej skomplikowany, przy którym pomogłam, ale wcale nie tak dużo, jak bym się mogła spodziewać. 
Wykroczyła też trochę poza standard wskazany w książeczce.


Bardzo boleję nad faktem braku elementów obręczy, które są w zestawie Spielgabena. Dają tyle możliwości.... Przekopałam cały internet i jedyną akceptowalną rzeczą wydały mi się kółka do drewnianych karniszy. Część z nich pomalowałam farbami akrylowymi na kolory pasujące do klocków. Na zdjęcie się nie załapały, bo właśnie schły.
Niestety, jest to tylko połowa sukcesu. Kółka nie są integralnym elementem i nie pasują do całości, zarówno wyglądem, jak i rozmiarem. Ale lepsze to niż nic (chyba).


Nasze autorskie wzory: wąż i gąsienica.


A tu rakieta według wzoru z książeczki, lecąca do gwiazd, które później doczekały się łodyżek i przeistoczyły w kwiatki.


Klocki z naszej mozaiki mają jeszcze jedną zaletę - są płaskie, ale nie na tyle, żeby nie dało się z nich budować konstrukcji pionowych. Są szersze niż klocki innych mozaik tego rodzaju.
Jeszcze takich budowli nie próbowałysmy ale wszystko przed nami!



poniedziałek, 9 września 2013

Dopasowywanka

Dzisiaj o zabawie na spostrzegawczość.
Postanowiłam sprawdzić, jak Mila poradzi sobie z dopasowaniem przedmiotów do ich konturów. I nie tylko to.

Zebrałam kilka rzeczy o różnych kształtach.


Na kartce odrysowałam ich kontury.


Zadaniem Emilki było dopasowanie przedmiotów do ich obrysu.
Nietrudne wyzwanie, poradziła sobie oczywiście bardzo dobrze.


W dalszej części zabawy trening spostrzegawczości wzbogacony został o ćwiczenie wyobraźni.

Zapytałam Milę, czy coś jej przypomina kształt łyżeczki (oczywiście ten narysowany na kartce). Przypominał, owszem. Dziewczynkę, na którą z ochotą przerobiła łyżeczkę :-)


Początkowo sądziłam, że będę musiała naprowadzać ją na pewne skojarzenia. Nic bardziej mylnego. Bardzo szybko wyobraźnia podsuwała jej rozwiązania, często inne niż moje. 
I tak nożyczki zostały kością, zapalniczka autobusem, kapsel i śrubokręt kwiatkami a grzebień wiewiórką (tę narysowałam ja, bo to wyższa szkoła jazdy). Tylko okulary pozostały "po prostu okularami" a kluczyk nie doczekał się naszej uwagi w ogóle :-)


Zabawa, uruchamiająca wyobraźnię i często zaskakująca rozwiązaniami :-)