Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdolnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdolnienia. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Jak nie zmarnować....

Dzisiaj na obiadokolację jadłyśmy sobie pierogi. Ruskie, made by babcia, zawsze u nas w cenie. Kto pierwszy skończy, ten pożądliwie spogląda na talerze współbiesiadników, którzy jeszcze konsumują... A oni wiedzą, że nie należy się odwracać.... 

Ja swoje już zjadłam, Mila jeszcze nie. We wspólnej misce zostały jeszcze cztery. Ja je widziałam, Mila nie (za krótka jest jeszcze). Mówię: "Zostały jeszcze cztery. Dla kogo?" "Dla mnie!" - pada zdecydowanie. Ale ja nie daję za wygraną: "Ja też się jeszcze nie najadłam. Podzielmy się po równo". "Dobrze - ona na to. - to dla każdego po dwa." 

A mi szczęka w dół.

Nie - nie dlatego, że się podzieliła, to akurat u niej dość normalne. Ale że ona umie już dzielić? I to tak w myśli, nie patrząc, nie widząc? Że cztery na pół to dwa? 

Mila spać, ja do laptopa. Wujek Google pokazał na przykład to:


Standardy osiągnięć dziecka 3-4 letniego w obszarze edukacji matematycznej 
Dziecko:

 -  Posługuje sie słowami określającymi położenie przedmiotów w przestrzeni: na, pod, obok, za;

 -  Nazywa kierunki: w przód, w tył, do góry, w dół, w bok;

 - Ocenia wielkość przedmiotów używając określeń: duży, mały, mniejszy, większy;
 - Ocenia ciężar przedmiotów używając określeń: lekki, ciężki;
 -  Prawidłowo nazywa i pokazuje części swojego ciała;
 -  Klasyfikuje przedmioty wg określonej cechy- kształt, kolor, wielkość, przeznaczenie;
 -  Porównuje liczebność zbiorów- równo, mniej, więcej;
 -  Manipuluje figurami geometrycznymi- nazywa, rozpoznaje koło, kwadrat, trójkąt;
 - Posługuje sie liczebnikami głównymi i porządkowymi w dowolnym zakresie;
 - Zna pojęcie: para.



Proszę Państwa - nie zawstydzajcie Mili. To już było ho ho ho... 

Nie ma rady - chyba ona zdolna jest. 

A tu prof. Gruszczyk-Kolczyńska czarne wizje rozciąga: "Zdolne dzieci najłatwiej znaleźć w grupie pięciolatków, zanim rozpoczną naukę w szkole. Z moich badań wynika, że tu co piąte dziecko jest wybitnie uzdolnione, w grupie sześciolatków - co czwarte. Tymczasem w grupie pierwszoklasistów, po pół roku nauki w szkole, wybitne uzdolnienia - na skutek różnych działań szkoły - wykazuje już tylko co ósmy uczeń".

Pięknie.

I jak uchronić dziecko? Mogę się dwoić i troić, wymyślać zabawy pielegnujące te uzdolnienia (a pedagogiem ani psychologiem nie jestem, wyszukanie, przygotowanie i przeprowadzenie takowych to dla mnie czasem dużo pracy), a ona i tak .....pójdzie do szkoły. Niby Montessori, ale jednak... szkoły. W naszej polskiej rzeczywistości.

Przyrodni brat Emilki (w tej chwili 13-letni) to klasyczny przykład zduszenia uzdolnień (nota bene matematycznych). W wieku 5 lat potrafił W PAMIĘCI dodawać trzycyfrowe liczby. A potem poszedł do szkoły. Po kilku tygodniach nauki tamże, na pytanie: "Ile jest 7 + 4?" chłopak rozczapierzał palce i liczył: "Jeden, dwa..... dziesięć, JEDENAŚCIE!" I to nie jest żadna ściema - to przykład z życia, ręczę, że prawdziwy.

Już wiem, co mi będzie spędzało sen z powiek przez kilka najbliższych lat.... Jak uratować dziecko??