Ja to nie daję córce spokoju.
Tym razem czepiłam się wymowy.
Mila ładnie mówi 'sz', 'cz', 'ż' i tym podobne, ale cały czas w miejsce "r" pojawia się "j". Jest to oczywiście w normie rozwojowej, aczkolwiek powinno się tam pojawiać już "l".
Na spotkania u logopedy jeszcze się to nie kwalifikuje ale ja sobie pomyślałam, że może spróbuję trochę pomóc?
Oczywiście logopedka ze mnie żadna, ale mam dużo znajomych (to duży plus mojej pracy zawodowej - wielu specjalistów w zasięgu do konsultowania się).
Poprosiłam więc o ćwiczenia, ale takie, przy których może być zabawnie.
No i dostałam - wiszą na lodówce :-)
Jako czas na ćwiczenia wybrałam nasz codzienny rytuał (jeden z wielu) - przytulanie się w ręczniku, tuż po wyjściu z kąpieli.
Oczywiście Mila nic nie wie o tym , że coś ćwiczymy i że to ma służyć czemuś więcej niż zabawie.
Śpiewamy sobie:
najpierw ja: "la la la" bardzo nisko, a Mila powtarza. Potem znowu ja "li li li" wysoko, a Mila powtarza. Najśmieszniej jest przy "lu lu lu", które śpiewam bardzo szybko, naśladując indyka. Mila próbuje powtórzyć i jest kupa śmiechu :-)
Podobnie jest z "nelepetede" - ja mówię, mieszając sylaby, Mila powtarza.
No i największy hit - jeżdżenie traktorem :-)
Czyli powtarzanie zbitki "tdn", raz wolniej, raz szybciej.
To Mila decyduje, czy jedziemy po równym, czy pod górę (wtedy powoli), a za chwilę z górki, szybciutko, coraz szybciej. Czasami jest światło czerwone i trzeba się zatrzymać, potem ruszać i znowu się rozpędzać. Czasami jeździmy po wertepach i to czasami kończy się ugryzieniem w język :-)
Nie wiem, czy to wszystko w jakikolwiek sposób przyśpieszy pojawienie się "l" (a potem "r").
Ale jedno wiem - na pewno nie zaszkodzi, a zabawa przy tym jest przednia. Nawet nie spodziewałam się, że będzie aż tak przednia.