Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2015

Balony

Do pudełka z balonami sięgamy dość często - a to dekoracja, a to odbijanie, a to rakieta odrzutowa albo poduszkowiec. Długo by wymieniać, w jakich przypadkach nam się przydały.

Ostatnio na topie były u nas zabawy wannowe. Żeby Mila nie uschła przez te długotrwałe upały. Teraz już trochę odpuściły, ale jak jeszcze panowały, to:

Kilka baloników napełniłam wodą. Do wanny wlałam trochę wody i tam wrzuciłam Emilkę + balony :-)



Wystarczyło - znowu posiedziała sobie w tej wannie godzinkę :-)
Nawet nie wiem, co dokładnie robiła. Zarejestrowałam tylko jeden element zabawy - ugniatanie.



Ale po odgłosach sądząc, na ugniataniu się nie skończyło. Szaleństwo było dużo większe.

Po zabawie balony zostały zapakowane do torby i umieszczone na balkonie, bo Mila zapowiedziała powtórkę. I tak też się stało :-)



czwartek, 12 września 2013

Poduszkowiec

"Pojazd poruszający się na poduszce powietrznej, która powstaje gdy wentylator zasysa powietrze z otoczenia i wtłacza je pod spód pojazdu".

Jeździłyśmy (latałyśmy?) czymś takim o Tutaj.

A ostatnio zrobiłyśmy same.

Pewnego dnia Emilka dostała od taty niepotrzebną płytę CD.

Żebyście sobie nie myśleli, że obdarowujemy córkę wyłącznie starymi, niepotrzebnymi śmieciami - Emilka była bardzo zaciekawiona płytą i wielce uradowana, gdy ją dostała na własność.

Najpierw dokładnie ją zbadała, wszystkimi zmysłami.
Potem podenerwowała kota zajączkami na ścianie.

A potem zapytała, co można jeszcze z tym zrobić.

No to zrobiłyśmy poduszkowca.

Potrzebna była płyta CD, plastelina, balon i zamykany korek (np. z butelki po płynie do mycia naczyń).
Zamknięty korek przylepiłyśmy do płyty.


Nadmuchałam balon (im większy ten lepszy) i nałożyłam go na korek.


Następnie "otworzyłam" korek i patrzyłyśmy, jak nasz poduszkowiec lata.
Przydałby się filmik, ale nie nakręciłam.
Myślę, że na YouTube znajdzie się tego sporo, a najlepiej zrobić samemu :-)


Balonik był nadmuchiwany jeszcze jakiś milion razy...


Sympatyczne doświadczenie.

Nie wiem, czy Mila zrozumiała coś z mojego tłumaczenia (starałam się przystępnie). Temat powietrza nie był dla niej nowy - już go kiedyś przerabiałyśmy Tutaj.



piątek, 6 września 2013

Niebo

"...przed fontannami perłowymi noc winogrona gwiazd rozdaje..." 

Fragment jednej z ulubionych kołysanek Mili mnie natchnął. Winogrona gwiazd i fontanna (a więc coś o cechach gwałtowności i wybuchowości).

Przygotowałam kawałek czarnej okleiny meblowej i mnóstwo skarbów typu: cekiny, brokat w różnych kolorach, styropianowe kulki, piórka, a nawet ścinki z dziurkacza biurowego (różne rzeczy sobie zbieram, a co...).
I balon.



Balonik kilkakrotnie nadmuchałam, żeby go trochę rozciągnąć. Potem nałożyłyśmy go na lejek i Mila zaczęła wrzucać nasze skarby. Z wielką pieczołowitością i starannością, jak to ona.


Gdy balonik był już napełniony ilością mnie satysfakcjonującą, nadmuchałam go i powiesiłam na balkonie nad rozłożoną okleiną (klejącą stroną do góry, rzecz jasna.)


Przygotowałam imponującą szpilę - długą, z perłową główką.
Próbowałam namówić Milę, żeby przekłuła balonik, ale asertywnie odmówiła. Więc szpilę wbiłam ja - stąd brak foto. A szkoda - bo skojarzenie z fontanną okazało się prawidłowe.

A co na to Mila? 
A Mila uderzyła w wielki płacz.
I bynajmniej nie huk pękającego balona ją wystraszył.
Mila zaczęła rozpaczliwie płakać, bo styropianowe kulki, które nie spadły na okleinę, tylko na terakotę, zaczęły się toczyć i spadać trzy piętra w dół. A to już było dramatyczne.
Rzuciłam się łapać kulki i nawet sporo uratowałam. Mila poukładała je na okleinie.  


I tak zrobiłyśmy nasze "winogrona gwiazd".


Figurki Mili poleciały w kosmos i układały się tam do snu na piórkach-łóżeczkach.


Ale po kilku dniach niebo przestało być już taką atrakcją, aby się nim bawić, ale jeszcze na tyle dużą, żeby nie wyrzucać. I znów pojawił się problem, gdzie to przechowywać.
Aż Tata Mili wpadł na świetny pomysł - skombinował antyramę w odpowiednim rozmiarze i niebo zawisło na ścianie pokoju dzieci. 
Tylko kulki styropianowe musiałyśmy pozdejmować, bo były zbyt duże. troszkę to zubożyło nasze niebo, ale i tak prezentuje się dumnie :-)


Niebo powstało czas jakiś temu.
Jak już pisałam wcześniej - podczas wakacji nie zawsze był czas, żeby napisać posta.
Poza tym - pierwszy tydzień przedszkola dostarczył Emilce tyle wrażeń i emocji, że w domu nie pora na dodatkowe atrakcje. Czas raczej na spokojne czytanie lub oglądanie skoczków spadochronowych (bo sporo ich w naszym krajobrazie ostatnio).


piątek, 28 czerwca 2013

Gniotka

A więc coś, czego ugniatanie i miętoszenie dostarcza ciekawych doznań :-)

Mamy w domu jedna kupioną w sklepie, ale zachciało się nam zrobić samodzielnie.
Co potrzebne?

Balonik, mąka ziemniaczana, woda. 

I trochę akcesoriów dla ułatwienia, tudzież upiększenia.

Przede wszystkim rozciągnęłyśmy trochę balonik, czyli nadmuchałyśmy go kilka razy (ja). Potem zaczęłyśmy wsypywać do niego mąkę ziemniaczaną, podlewając ją skąpo wodą (Mila).


Co jakiś czas sprawdzała, czy już.


Dalszy proces produkcyjny gniotki musiał zostać przerwany na jakiś czas, ponieważ Emilka nie mogła sobie odmówić (ani ja jej) zabawy swoim ulubionym glutem...


 Gniotka została do zabawy włączona.


Do czynności właściwej wróciłyśmy po jakiejś półgodzince.
Mila przygotowała włoski.


Które ja zawiązałam naszej gniotce.


Narysowałam jej podstawowe elementy fizjonomii.  


Które Emilka uznała za konieczne poprawić.


Ale i tak permanentność naszego markera okazała się naciągana.
Buźki starły się bardzo szybko. 
Najlepszym wyjściem okazał się długopis.
Ciekawe, czy można kupić baloniki z nadrukowaną buźką - to by było najlepsze rozwiązanie.

Tak czy owak nasza gniotka była gotowa.

I dostarcza mnóstwa wrażeń dotykowych (mi również).




Miętoszenie jej to świetna zabawa. A wykonanie bardzo proste.
Aha - bardzo ważne, gdyby ktoś chciał zrobić - w baloniku nie powinno zostać ani trochę powietrza.