Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dopasowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dopasowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2016

Magnetyczne motylki

Wczoraj zrobiłyśmy dla Maciusia motylki.
Wydrukowałam ich kilka, a Emilka pokolorowała im skrzydełka z moim zastrzeżeniem, że motylki muszą znacznie różnić się od siebie kolorystycznie. 




Potem wycięłyśmy je i zalaminowałyśmy. A potem znowu wycięłyśmy.



Każdego motylka Mila przecięła na pół, dokładnie wzdłuż tułowia.
Następnie taśmą dwustronną przykleiłyśmy do lewej strony kawałki magnesów.


Maciuś dostał motylki (najpierw dwa) na swoją tabliczkę magnetyczną. Jego zadaniem było dopasowanie pasujących skrzydełek i złożenie motyli w całość. 


Się udało :-)


Motylki zamieszkały na naszej lodówce, gdzie w każdej chwili można się nimi pobawić.




środa, 4 grudnia 2013

Paleta Epideixis

Ostatnio miałyśmy okazję bawić się paletą firmy Epideixis.
Pożyczyła mi ją koleżanka, bo ja sama jakoś nie mam przekonania do kupowania tego typu zabawek.

I - jak się okazało - niesłusznie.
Mili bardzo się spodobała. 

W skład zestawu wchodzi drewniana podkładka i 12 takowych klocków, z których każdy jest inny.


I oczywiście karty.


Rozmaite - do wyboru, do koloru. 


Rzecz polega na logicznym dobieraniu obrazków. Trzeba dopasować przedmioty do ich konturów lub cieni, trzeba znajdować elementy pasujące do zbiorów, trzeba odnajdować pasujące połówki, trzeba dopasowywać ciasteczka do kształtu foremek itp itd, możliwości jest wiele, nie wypróbowałyśmy jeszcze wszystkich.


Każdy symbol ma obok narysowane kółeczko - odpowiedniego koloru, z dziurką lub bez. Trzeba odnaleźć odpowiedni klocek i położyć go w odpowiednim miejscu.

Po odwróceniu karty dziecko może samodzielnie sprawdzić, czy nie popełniło jakiegoś błędu.


Mila za pierwszym razem bawiła się naprawdę długo, a kolejnego dnia poprosiła o powtórkę z rozrywki.


Jeśli czyta to jakiś Mikołaj, szukający inspiracji, to polecam :-)



środa, 9 października 2013

Jabłuszka

Mila zaczęła jeść jabłka!

Wielkie rzeczy! - wydać by się mogło.

A żebyście wiedzieli, że wielkie. Mila od zawsze nie znosi owoców i warzyw. Surowych. Na kilometr wyczuje surowiznę i nie tknie.
Aż tu nagle Tata Mili wpadł na genialny pomysł!

Zaznaczyć tu muszę, że Mila uwielbia czekoladę. Najbardziej w postaci kremu nutellopodobnego. Czasem to się zastanawiam, czy nie sprzedałaby mnie za kubek takiej czekolady. I nie dodała ojca w gratisie....

Tata pokroił jabłuszko na grube plasterki, poddał obróbce termicznej w mikrofalce, a następnie pociapał kremem czekoladowym. Na ciepłym dobrze się roztapia, wiec wystarczy jej malutko (inaczej bym się czepiała, że skórka za wyprawkę). I dziecko od tamtej pory domaga się jabłka codziennie i samo się z tego śmieje. Drobnymi kroczkami może dojdziemy za lat kilka do zjadania surowego....

Jakby nie było, ta okoliczność domagała się podkreślenia przez jakieś rękodzieło.
Padło na masę solną.
O której już kiedyś pisałam, m.in. Tutaj.

Wymieszałam masę, z większą ilością mąki, niż jest w standardowym przepisie.
Dodałam czerwonego barwnika. Nie rozpuściłam go w wodzie, tylko dodałam do gotowej masy. To spowodowało, że nie uzyskałam jednolitej barwy, ale taką zbliżoną do naturalnych jabłek.

Ulepiłyśmy kule z czerwonej masy. Z części o naturalnej barwie (odłożonej wcześniej) Mila zrobiła wałeczki. A po co, to na razie tajemnica :-)


Jabłuszka dostały koconki (ciekawe, jak w innych stronach nazywa się te łodyżki) z patyczków.
Mila wydrążyła otwory.



 Wałeczki pomalowałyśmy farbami, używając do tego celu patyczków do uszu. Okazało się to dobrym sposobem - Mili dużo łatwiej niż pędzelkiem malowało się wzorki. 


Tym sposobem powstały nam robaczki, które zamieszkały w naszych jabłuszkach.


 A jabłuszka doczekały się jeszcze listków z rafii.


 Jak myśli, że nie patrzę, to ukradkiem je liże :-)




poniedziałek, 23 września 2013

Mozaika

Rzadko kupujemy Mili gotową zabawkę. Na ogół są to jakieś "półprodukty", z których dopiero można coś wymyślić.
Nie, żebym robiła to z jakiegoś wyrachowania. Po prostu nie widzę wśród sklepowych zabawek niczego, co byłoby odpowiednie dla dziecka w wieku 3,5 lat (z nakładem). 

Któregoś dnia natknęłam się w sieci na zdjęcie czegoś cudownego.


Piękne, nieprawdaż?

I kosztuje ok. 1,5 tysiąca....

Marzenie....
Ale niestety nie mam półtora kawałka, które mogłabym przeznaczyć na zabawkę dla córki.  
Szczególnie, że w tym miesiącu musiałam zapłacić straży miejskiej 500 zł za uprzejmie wyświadczoną usługę zholowania mojego samochodu na parking miejski...

Ale jak się nie ma, co się lubi...
Zaczęłam szperać w sieci.
No i wyszperałam coś, co mnie nawet zadowoliło. Nie miałam bowiem wątpliwości, że moja kieszeń nie daje mi możliwości na miarę Spielgaben...

Za 69 PLN (bez przesyłki jednakże) wyszukałam mozaikę składającą się z 250 elementów.
Różne kształty, piękne, żywe kolory i tak dużo tego... !

Patyczki nie znajdowały się w zestawie. Dokupiłam je osobno, jako "patyczki do liczenia" za 16,90 PLN :-)
Na zdjęciu są jeszcze w swojej dziewiczej formie, ale potem poprzecinałam połowę z nich na dwie lub trzy części. Mamy już więc patyczki o trzech długościach.


 Emilka była zachwycona! Nie musiałam jej nic pokazywać, od razu zaczęła układać klocki.


Ułożyłyśmy wspólnie kilka kwiatków i plaster miodu.
Gratulowałam sobie pomysłu dokupienia patyczków (ale w samozachwyt nie popadłam, widziałam je przecież u Spielgabena...)


Do klocków dołączona była książeczka z wzorami.
Co prawda zdecydowanie bardziej lubię działania spontaniczne, ale Mila chciała ułożyć. Kopiowanie wzorów pewnie też ma swoje walory edukacyjne (współpraca półkul czy coś, trzeba by może o tym poczytać...). Więc układałyśmy. Na początek prosty wzór, z którym Mila poradziła sobie niemal samodzielnie - zaskoczenie dla mnie!


Potem trochę bardziej skomplikowany, przy którym pomogłam, ale wcale nie tak dużo, jak bym się mogła spodziewać. 
Wykroczyła też trochę poza standard wskazany w książeczce.


Bardzo boleję nad faktem braku elementów obręczy, które są w zestawie Spielgabena. Dają tyle możliwości.... Przekopałam cały internet i jedyną akceptowalną rzeczą wydały mi się kółka do drewnianych karniszy. Część z nich pomalowałam farbami akrylowymi na kolory pasujące do klocków. Na zdjęcie się nie załapały, bo właśnie schły.
Niestety, jest to tylko połowa sukcesu. Kółka nie są integralnym elementem i nie pasują do całości, zarówno wyglądem, jak i rozmiarem. Ale lepsze to niż nic (chyba).


Nasze autorskie wzory: wąż i gąsienica.


A tu rakieta według wzoru z książeczki, lecąca do gwiazd, które później doczekały się łodyżek i przeistoczyły w kwiatki.


Klocki z naszej mozaiki mają jeszcze jedną zaletę - są płaskie, ale nie na tyle, żeby nie dało się z nich budować konstrukcji pionowych. Są szersze niż klocki innych mozaik tego rodzaju.
Jeszcze takich budowli nie próbowałysmy ale wszystko przed nami!



poniedziałek, 9 września 2013

Dopasowywanka

Dzisiaj o zabawie na spostrzegawczość.
Postanowiłam sprawdzić, jak Mila poradzi sobie z dopasowaniem przedmiotów do ich konturów. I nie tylko to.

Zebrałam kilka rzeczy o różnych kształtach.


Na kartce odrysowałam ich kontury.


Zadaniem Emilki było dopasowanie przedmiotów do ich obrysu.
Nietrudne wyzwanie, poradziła sobie oczywiście bardzo dobrze.


W dalszej części zabawy trening spostrzegawczości wzbogacony został o ćwiczenie wyobraźni.

Zapytałam Milę, czy coś jej przypomina kształt łyżeczki (oczywiście ten narysowany na kartce). Przypominał, owszem. Dziewczynkę, na którą z ochotą przerobiła łyżeczkę :-)


Początkowo sądziłam, że będę musiała naprowadzać ją na pewne skojarzenia. Nic bardziej mylnego. Bardzo szybko wyobraźnia podsuwała jej rozwiązania, często inne niż moje. 
I tak nożyczki zostały kością, zapalniczka autobusem, kapsel i śrubokręt kwiatkami a grzebień wiewiórką (tę narysowałam ja, bo to wyższa szkoła jazdy). Tylko okulary pozostały "po prostu okularami" a kluczyk nie doczekał się naszej uwagi w ogóle :-)


Zabawa, uruchamiająca wyobraźnię i często zaskakująca rozwiązaniami :-)