Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczerość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczerość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 listopada 2013

...

Kończy się weekend zaduszny.  

Nie robiłyśmy z Milą strasznych potworów z dyni, czarnych nietoperzy i przerażających masek....


Ten czas był pełen smutku, refleksji, rozmów... Odwiedzania cmentarzy, zapalania zniczy.


Byliśmy na grobach osób nam najbliższych - babci, dziadka, których Mila nie miała szansy poznać, bo zmarli jeszcze przed jej urodzeniem. I na grobach innych bliskich nam osób. A także tych, których tylko znaliśmy. 

Myślami byliśmy przy tych, których straciliśmy. Nawet, jeśli nie mają swojego miejsca na żadnym cmentarzu.

Byliśmy też w miejscach pamięci wielkich tragedii - pomnik dzieci Zamojszczyzny na siedleckim cmentarzu to miejsce, które odwiedzam zawsze i nad którym nigdy nie potrafię powstrzymać łez.

Mila dużo pyta na temat śmierci, a my staramy się rozmawiać z nią o tym szczerze. Tłumaczymy, o ile sami potrafimy zrozumieć.




poniedziałek, 28 października 2013

Uczucia

W moim domu rodzinnym niezbyt często poruszało się temat uczuć.
Teraz dopiero uczę się otwartości, rozmawiając o uczuciach z Milą.

Mila ma 3 lata i dziewięć miesięcy.

Upadła wczoraj i rozcięła sobie wargę, płynęła krew i bolało. Obydwoje - mama i tata - przytulaliśmy i ocieraliśmy łzy. 

Przepełniony współczuciem Tata powiedział w pewnej chwili:
- Ale jesteś nieszczęśliwa.

Mila na to, kapiąc z nosa:
- Nie jestem nieszczęśliwa.

- Nie?

- Nie. Jestem szczęśliwa. Tylko jestem smutna, bo upadłam.
- A dlaczego jesteś szczęśliwa?
- Bo mam oboje rodziców tutaj.


Takie piękne, że aż w gardle ściska....




niedziela, 1 września 2013

Noszenie dzieci

Cofnęłam się dziś myślami do czasów niemowlęctwa Emilki.

"Nie bierz na ręce, jak tylko zakwęka, bo przyzwyczaisz."

Znacie to?

Dobre rady starszego pokolenia (i nie tylko), które na szczęście puszczałam mimo uszu. Nigdy nie ograniczałam Mili bliskiego kontaktu ze mną i nigdy tego nie żałowałam. Nosiłam, przytulałam, usypiałam na rękach. Niczego nie robiłam na siłę - żadnego płaczu "aż się zmęczy", żadnej bolesnej nauki samodzielnego zasypiania itp. Moja intuicja podpowiadała mi inną drogę i cieszę się, że ją wybrałam.

Żałuję tylko jednego - że tak późno odkryłam chustę. 
Dostałam ją w prezencie (choć na moje wyraźne życzenie), jak Mila miała już pół roku. A że lato było wtedy upalne, więc tak naprawdę chustą mogłyśmy się omotywać dopiero u jego schyłku, a wtedy już wróciłam do pracy i codzienne długie spacery odeszły w zapomnienie. 

Ale za to praktykowałyśmy nosidełko. Było nawet praktyczniejsze na letnie dni, bo bardziej przewiewne. 
Mila nie cierpiała jeździć w głębokim wózku. Zdecydowanie bardziej wolała oglądać świat z perspektywy nosidła.






O zaletach noszenia dzieci więcej znajdziecie Tutaj.

A te dzisiejsze wspominki to właśnie na okoliczność nowego banerka po prawej stronie :-)





poniedziałek, 1 lipca 2013

Sposób na lekarza

Dzieci nie przepadają za wizytami lekarskimi. Trudno się dziwić - nie należą one do przyjemnych rzeczy. I często łączą się z naprawdę wielkim stresem.

Ale my mamy pewien sposób. Dzięki któremu Mila na wizycie lekarskiej przygląda się z zaciekawieniem badaniu i konwersuje z lekarzem.

Podstawą jest uprzedzenie o wszystkim dziecka. Przedstawienie sytuacji taką, jaką ona jest (albo może być) faktycznie. Co będzie się działo, co zrobi lekarz/pielęgniarka. Nawet to, że będzie bolało. 

Gdy czeka nas wizyta u specjalisty, wyszukuję w internecie zdjęcia takich badań, najlepiej z udziałem dzieci. Drukuję i pokazuję Mili, mówiąc otwarcie, że takie właśnie badanie ją czeka. Zawsze zostawiam sobie pewien margines: "Wydaje mi się, że będzie też tak i tak. Ale nie musi. Być może będzie tylko tak." Żeby nie była zaskoczona, że coś jest inaczej, niż mama mówiła.

Tym sposobem półtoraroczna Mila z zaciekawieniem przyglądała się, jak pielęgniarka wbija jej igłę w paluszek i ugniata go, żeby wycisnąć kilka kropel krwi do badania. A dwuletnia Mila podziwiała kolorowe światełka, którymi okulista świecił jej w oczy. U dentysty cieszyła się z ruchomego fotela, przegląd uzębienia był bułką z masłem.


Ostatnio czekało nas usg brzuszka. Wydrukowałam więc zdjęcia samego ultrasonografu:



I badania wykonywanego dzieciom: 



Emilka z wielką ciekawością oglądała zdjęcia i wypytywała o szczegóły.


Bawiłyśmy się też w badanie.
Robiłyśmy sobie "usg" nawzajem, potem Mila odkryła, że jej kasa świetnie się do tego nadaje - czytnik do skanowania kodów ma odpowiedni kształt, i jest nawet wyświetlacz, na którym widać "co się dzieje w bzusku". 
Gniotka też zaliczyła usg. Z jej mąką wszystko w porządku :-)


 

Prawdziwe badanie odbyło się bez żadnych problemów. Wszystko przebiegło zgodnie z zapowiedziami mamy (cóż - w tym zakresie doświadczenie mam duże).
 
Sposób na lekarza polecany :-)