Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka ziemniaczana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka ziemniaczana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

Pachnąca masa

Kilka dni temu zrobiłam dla Mili nową masę plastyczną.

Bardzo prosta w przygotowaniu: mąkę ziemniaczaną wymieszałam z olejkiem do kąpieli. Dla lepszego efektu wizualnego dodałam też czerwonego barwnika.


Z powstałej masy nie da się ulepić nic trwałego. Ale za to wrażenia dotykowe są świetne. Masa jest mięciutka, delikatna, aksamitna.
Do tego ładnie pachnie - to oczywiście zależy od tego, jaki olejek kupimy.



  

Emilka ciapała się już kilka razy i za każdym razem z równym zaangażowaniem :-)




poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ciapka

...czyli to, co tygrysy lubią najbardziej :-)

"Mamusiu - zrób mi jakąś ciapkę" - poprosiła dziecina wczoraj.

Ależ bardzo proszę. "Przejrzałam" swoje myśli (tak zawsze robi Mila) i udałam się do kuchni ostrzegając, że na ciapkę trzeba będzie chwilę zaczekać, bo będzie na ciepło.

Okoliczności były bardzo sprzyjające. Był upał, więc rzeczona dziecina już wcześniej rozebrała się do samych majteczek, nie było więc obaw, że się jakoś kłopotliwie ubabrze.

Ugotowałam krochmal. To znaczy - tak mi się przynajmniej wydaje, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam. Po prostu zagotowałam wodę i dodałam do niej mąki ziemniaczanej.



Mila w tym czasie przygotowała sobie dodatki, które chciała wykorzystać w zabawie, bo wymarzyła jej się ciapka błyszcząca :-)


Gdy krochmal ostygł na tyle, że można było włożyć do niego ręce, przelałam go do miski, a miskę postawiłam na balkonie. Wydał mi się najodpowiedniejszym miejscem.

Przed włożeniem rąk Mila wsypała po trochu swoich dodatków.
Cekiny układały się na powierzchni i wyglądało to naprawdę uroczo.


 A potem zanurzyła dłonie.



 No i przepadła na DWIE GODZINY.


Przez dwie godziny siedziała na balkonie (kategorycznie zabroniłam się z niego ruszać), po turecku, przed miską, do której włożyłam jej jeszcze słoiczek, który z lubością napełniała krochmalem i oglądała zanurzone w krochmalu cekiny, przez które przeświecało słońce.


Powiem szczerze - ciapka cudowna, utrafiła w gusta Mili bezbłędnie.

Jest tylko jeden słaby punkt - sprzątanie.


Gdy Mila już skończyła, zaniosłam jej na balkon basenowe klapki, obtarłam powierzchownie z ciapki i kazałam przemaszerować do wanny. Pod prysznic. Bo oczywiście uciapała się niemiłosiernie, łącznie z włosami :-)
O utylizacji cekinowego brokatu nie będę się rozpisywać - było ciężko... Balkon do tej pory czeka na umycie, bo tak sobie wymyśliłam, że jak wyschnie, to będzie łatwiej umyć. Ale jakoś jeszcze się nie zebrałam, żeby sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest ;-)


Jeszcze jedna znamienna rzecz - Emilka przez te bite dwie godziny zabawy non stop MÓWIŁA. Do siebie oczywiście. Ona długo może.
Żałuję, że nie miałam czasu podsłuchiwać :-)




piątek, 28 czerwca 2013

Gniotka

A więc coś, czego ugniatanie i miętoszenie dostarcza ciekawych doznań :-)

Mamy w domu jedna kupioną w sklepie, ale zachciało się nam zrobić samodzielnie.
Co potrzebne?

Balonik, mąka ziemniaczana, woda. 

I trochę akcesoriów dla ułatwienia, tudzież upiększenia.

Przede wszystkim rozciągnęłyśmy trochę balonik, czyli nadmuchałyśmy go kilka razy (ja). Potem zaczęłyśmy wsypywać do niego mąkę ziemniaczaną, podlewając ją skąpo wodą (Mila).


Co jakiś czas sprawdzała, czy już.


Dalszy proces produkcyjny gniotki musiał zostać przerwany na jakiś czas, ponieważ Emilka nie mogła sobie odmówić (ani ja jej) zabawy swoim ulubionym glutem...


 Gniotka została do zabawy włączona.


Do czynności właściwej wróciłyśmy po jakiejś półgodzince.
Mila przygotowała włoski.


Które ja zawiązałam naszej gniotce.


Narysowałam jej podstawowe elementy fizjonomii.  


Które Emilka uznała za konieczne poprawić.


Ale i tak permanentność naszego markera okazała się naciągana.
Buźki starły się bardzo szybko. 
Najlepszym wyjściem okazał się długopis.
Ciekawe, czy można kupić baloniki z nadrukowaną buźką - to by było najlepsze rozwiązanie.

Tak czy owak nasza gniotka była gotowa.

I dostarcza mnóstwa wrażeń dotykowych (mi również).




Miętoszenie jej to świetna zabawa. A wykonanie bardzo proste.
Aha - bardzo ważne, gdyby ktoś chciał zrobić - w baloniku nie powinno zostać ani trochę powietrza.




 

wtorek, 22 stycznia 2013

Ciecz nienewtonowska

Ciecz nienewtonowska (czyt. nieniutonowska), nazywana czasami również płynem nienewtonowskim, to niesamowita substancja, która w zależności od siły z jaką na nią działamy zachowuje się albo jak ciecz, albo ciało stałe. 
Brzmi bardzo poważnie, a mowa tu o najprostszym glucie świata - mąka ziemniaczana z wodą. 
Jeśli ktoś się jeszcze w tym nie babrał - entuzjastycznie polecam! Dla dorosłego to zabawa na parę minut, dla dziecka - na godzinę

Dzisiaj postanowiłam przygotować farbki do malowania palcami domowym sposobem. Efekty pokażę jutro, bo farbki właśnie tężeją w lodówce. Ale jutro - jak w banku - mam gwarantowane od rana: "Chcę farbki do smarowania rączek, chcę farbki do smarowania rączek, chcę farbki do...", bo obiecane ma, że jutro... Ciekawe, czy damy radę zjeść śniadanie...
Przepis na farbki zawiera mąkę ziemniaczaną. Jak tylko Mila zobaczyła, że wyjmuję mąkę, od razu przywlokła do kuchennego blatu swoje krzesełko i stanęła na nim z miną wyczekującą. No i się nie zawiodła. Wymieszanie składników na farbki trwało krótko, późniejsze mieszanie w garze, aż się zagotuje, szybko ją znudziło, więc zajęła się mąką ziemniaczaną. Najpierw zbadała ją na sucho, potem dostała do tego wodę. No i dziecko przepadło na czas długi. 





Ale i tak jej było mało, więc wieczorem nastąpił kolejny etap, już z większą ilością.
Najpierw była klasyczna biała, potem zapragnęłyśmy coś urozmaicić i dodałyśmy niebieskiej farby. Fajne było formowanie kulek, które natychmiast po zaprzestaniu ugniatania rozlewały się.



Potem dodałyśmy farbki czarnej, ulubionej, ukochanej, ubóstwianej przez moją córkę. Była przeszczęśliwa.


Mogła ciapać się ile chcieć w "bzydkiej" (co z lubością powtarzała) brei.


Glut nienewtonowski ma jeszcze jedną zaletę - świetnie się sprząta. Nie maże się, ładnie się zmywa z wszelkich powierzchni, ale pod jednym warunkiem - że nie doda się farby... szczególnie czarnej... Mila to pikuś, ale ja nie najlepiej prezentowałam się następnego dnia w pracy z czarnymi obwódkami wokół paznokci....