Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda Domana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metoda Domana. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

A jak się pisze...?

Ostatnio na topie:

"Mamusiu, a jak się pisze książka?", "Mamusiu, a jak się pisze drewniany stół?"

Muszę wtedy przeliterować słowo/słowa, o które pyta Mila.

I tak kilkadziesiąt razy dziennie.
A jak mam wolny dzień to może nawet kilkaset.

Ostatnio natknęłam się w necie na tabelę przedstawiającą tzw. okresy sensytywne. Przedstawia pewne obszary rozwoju i okresy szczególnie im sprzyjające.




Zgodnie z tabelą okres, przypadający na rozwijanie umiejętności czytania, rozpoczyna się w wieku 3 lat.

Oczywiście daleka jestem od sztywnego trzymania się danych podanych w tabeli. Niemniej jednak faktem jest, że zainteresowanie Mili literami od kilku tygodni znacznie wzrosło. A właściwie nie samymi literami, a słowami złożonymi z tych liter.  


Litery w różnych postaciach Mila ma do swojej dyspozycji.

Plastikowe...


... z których można składać wyrazy.

  
Makaronowe...

  
...które można z lubością zjadać. 



Mamy też kartoniki, z całym alfabetem wydrukowanym trzykrotnie, żeby nie zabrakło powtarzających się liter.

Z których układamy słowa.

ułożone samodzielnie przez Emilkę

A nawet całe zdania (będące często cytatami).


W układaniu słów bardzo pomogła nam książeczka z serii MAMOKO, a konkretnie "MAM OKO na litery".


Na każdej stronie książeczki trzeba wyszukać słowa zaczynające się na daną literę.


 Bardzo to ułatwiło Mili rozpoznawanie początkowych liter wyrazów.

 A wczoraj pisałyśmy sobie na laptopie.


Nie zamierzam przeprowadzać regularnych lekcji :-)

Ale wykorzystuję różne okazje, żeby ułatwić Mili zrozumienie zasad czytania.
A Mili w to graj :-)  


Metoda Domana, o której pisałam Tutaj miała swój czas. A teraz już pora na improwizacje, których inicjatorką na ogół jest Mila.


 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nauka czytania

Na punkcie książeczek Emilka ma fioła niemalże od urodzenia.

Zaczynałyśmy od szmacianych - różne faktury materiałów, różne dźwięki itp.

Mila w wieku 3 miesięcy

Ale już za chwilę zaczęły interesować ją książki papierowe i zaczęła podpatrywać czytanie Ignasiowe.

Mila w wieku 3,5 miesiąca

Po jakimś czasie zaczęło to wyglądać tak:

Mila w wieku 2 lat

To wszystko nasunęło mi jedną myśl: A może nauczyć ją czytać?

Brzmi absurdalnie? 

Pewnie tak.

Kiedyś słyszałam o metodzie Domana, według której czytać uczą się malutkie dzieci, ale wtedy myślałam o tym w kategoriach zaburzeń umysłowych (u rodziców, którzy wpadliby na taki pomysł).

Ale teraz myślałam o tym tak: skoro tak uwielbia książki - zarówno jak się jej czyta, ale również jak sama sobie je ogląda, to czemu by nie spróbować? A może będzie to fajna zabawa?

Mila miała wtedy 2 lata.

Jesli ktoś nie wie, na czym polega ta metoda, odsyłam do Google, bo nie ma sensu opisywanie tutaj szczegółów. Ogólnie rzecz biorąc polega to na tym, że dziecko uczy się czytania poprzez poznawanie pojedynczych słów, a nie liter.

Przygotowałam więc karty z wyrazami.

I okazało się, że pomysł był trafiony w dziesiątkę! Mila to uwielbiała.
Pakiety słów trzeba było odczytywać trzy razy dziennie, ale my, z uwagi na to, że mama jest kobietą pracującą, robiłyśmy to na ogół raz dziennie.  Niejednokrotnie było tak, że Mila sama przynosiła kartoniki i mówiła: "przeczytamy słowa".
W ten sposób poznała ok. 100 słów.
Potem przeszłysmy do etapu kolejnego, czyli tworzenie wyrażeń, typu: "stolik stoi" "piesek kopie". 
I też było fajnie, Mila z dużą radością podchodziła do całego przedsięwzięcia.

A potem niestety zaczęło być trudniej. Musiałyśmy przejść do etapu kolejnego, czyli układania zdań. To już nie mieściło się na jednej kartce, trzeba było tworzyć ciągi poszczególnych kartek.
Przygotowanie sesji trwało czasem dłużej niż samo czytanie.   
Mila radziła sobie fajnie, ale we mnie entuzjazm opadł, z powodu zwykłego braku czasu. 
A Mila chyba to wyczuła, bo przestało ją to tak bardzo cieszyć.
I tak nauka czytania odeszła w zapomnienie.

Nie do końca jednak, bo ostatnio Mila, po dobrych kilku miesiącach nieczytania, nagle poprosiła o "poczytanie słów".
Wyjęłam więc z szuflady kartoniki i czytałyśmy. Okazało się, że niektóre słowa pamiętała!

   
Emilka uwielbiała też książeczkę "o Emilce", czyli kartki spięte ze sobą, opisujące jej dzień, np: "Mila je obiad" i kolejna kartka z wydrukowanym zdjęciem Mili jedzącej obiad.


  
Metoda Domana jest wymagająca. Szczególnie jej kolejne etapy, chociaż początkowemu wymyślaniu pojedynczych słów też trzeba poświęcić dużo uwagi. Potem te słowa mają tworzyć sensowne zdania, muszą być więc odpowiednio dobrane.
Ale ma też zalety. Sesje odczytywania pojedynczych słów trwają krótko, a dają dużo satysfakcji dziecku, które uczy się ich bardzo szybko.  

Jeśli ktoś miałby ochotę spróbować, z przyjemnością podzielę się swoimi kartami.