Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreatywność. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2014

Przybornik

Gdzie trzymać kredki? Na stoliku nie ma na nie miejsca, a przecież powinny być pod ręką.
Porozcinałam butelki po szamponach. Które sobie zbieram, a co.
Dziurkaczem zrobiłam dziurki.



 W blat Emilkowego stolika wkręciliśmy wkręty i na nich zawiesiliśmy przyborniki jeden na kredki ołówkowe, drugi na świecowe.


I nareszcie mamy porządek z tymi wiecznie walającymi się kredkami...



czwartek, 30 stycznia 2014

Pająk

W pająkach najbardziej fascynujące jest to, że natura może stworzyć coś tak obrzydliwego - tyle nóg i wszystkie takie owłosione....

Brrrrr.....!

Co nie przeszkodziło nam w stworzeniu jednego takiego.

Wykorzystałyśy odpady pozostałe po uszyciu nowej sukienki dla Olci (lalki).
 

Zadanie niezbyt skomplikowane w przygotowaniu: nitki, kartka, klej.


Wymieszałam ścinki z klejem. 
Co okazało się bardzo głupim pomysłem.


Powstały twarde gnioty, z którymi trudno było zrobić cokolwiek. 


Ale jakoś dałyśmy radę ulepić pajęczynę. Ale jak napiszę, że Mila zrobiła to samodzielnie, to oszukam...

 

No ale pająka to już jednak zrobiła sama. 
Dwa kółeczka - mniejsze i większe - wycięte z tekturki.

Olcia w nowej sukience przygląda się w tle.


Kółeczka pomalowane (chyba nikt nie ma wątpliwości, kto malował??) i sklejone ze sobą.


Odwłok pająka został podklejony taśmą dwustronną, a następnie do niej (do tej taśmy, znaczy się) zostały przymocowane nogi.
Z drucików kreatywnych. Nie miałyśmy wystarczającej ilości czarnych, więc domieszałyśmy brązowe.


Następnie pająk został przyklejony na pajęczynę.


I prezentował się tak:


Następnego dnia prezentował się jeszcze bardziej, bo dorobił się ruchomych oczek, co nadało mu naturalności. Ale foto się nie doczekał.


Pająki są naprawdę obrzydliwe.....




niedziela, 5 stycznia 2014

Ulice miasta

Tegoroczny Mikołaj przyszedł dość obładowany. I trzeba mu przyznać, że spisał się na medal. Oprócz prezentów zamówionych w liście przyniósł jeszcze mnóstwo innych. Między innymi miarkę do mierzenia wzrostu.
Bardzo fajną - mierzy się na pniu drzewa, na którego gałązkach siedzą sobie różne zwierzątka.

Niestety miarka się trochę odkształciła i przestała być płaska, przez co przytwierdzenie jej do ściany stało się trochę kłopotliwe. Ale po zbadaniu sprawy okazało się, że jest to wielka naklejka przyklejona na sklejkę.
Okazało się to bardzo szczęśliwym rozwiązaniem: miarka powędrowała na bok szafki (mam nadzieję, że Mikołaj nie obrazi się, że jego prezent został rozczłonkowany), a sklejka....  
 

... została użyta jako podłoże.
Z pomocą czerwonej taśmy izolacyjnej powstały ulice, a z pomocą pasiastej (wiedziałam, że kiedyś się przyda) przejścia dla pieszych.
Mila - jak każda dziewczyna - lubi samochody, więc bawiła się naprawdę nieźle.


A ponieważ Mila - jak każda dziewczyna - lubi także lalki, przy jednej z ulic stanął domek. Na jej drugim końcu znajdowała się szkoła, do której lalki jeździły swoim samochodem.


Myślę, że nasze ulice są nawet lepsze niż Domostrada (czyli taśma z wzorem ulicy, którą można przylepiać na podłodze) - sprzątanie jest bardzo proste. Sklejkę po protu wsuwa się za szafę. Żeby następnego dnia znowu ją wyjąć i bawić się w najlepsze :-)



czwartek, 2 stycznia 2014

Fajerwerki forever

Ponieważ sylwestrowe sztuczne ognie zrobiły na Mili bardzo duże wrażenie, postanowiłyśmy dzisiaj zrobić sobie przynajmniej namiastkę tegoż. 

Przygotowałam potrzebne materiały. 


Okazało się, że obydwie mamy pomysł, jak namalować fajerwerki, ale każda inny.
Ustaliłyśmy, że najpierw zrealizujemy mój, a potem Emilkowy.

Mój polegał na użyciu "kudłatych" piłeczek.
Mila maczała je w farbie i odbijała na czarnej kartce. 


Wyszły jak żywe.


Potem nastąpiła realizacja konceptu Mili.

Środek gąbczastym pędzlem, a następnie pędzelkiem "promienie".



Efekt po prostu świetny!


Przyznałam Mili, że fajerwerki według jej pomysłu są dużo bardziej efektowne :-)


 

niedziela, 15 grudnia 2013

Gips

Tak jak się odgrażałam, na celownik wzięłam gips.

Postanowiłam zrobić ozdóbki na choinkę z odlewów gipsowych (jak to groźnie brzmi).

Gips w domu był. 
Drucik też. Bo nawet pomyślałam zawczasu o tym, jak te ozdoby będziemy na choince zawieszać. 
Zrobiłam zawieszki z cienkiego drucika.


Potem rozmieszałam gips i ponakładałyśmy go razem z Milą do naszych nieśmiertelnych silikonowych foremek. I do jednej plastikowej - specjalnej do gipsu.


Nie wiem doprawdy, skąd pomysł, że to będzie schło 2-3 godziny (tak było napisane na kilku blogach, gdzie udałam się po porady). Nasze schły całą noc.

Kolejnego dnia znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że silikon jest debest ;-)
Figurki z foremki predestynowanej jakoby do gipsu, łamały się przy wyjmowaniu. Za to te z silikonowej foremki niemalże same wyskakiwały.

Poznajecie tych kolesi?
 

Jeśli nie, to zerknijcie Tutaj :-)

To był mój pierwszy raz. Teraz już wiem, że:
- gips powinien być biały (już nabyłam gładź gipsową)
- przy nakładaniu trzeba uważać, żeby w foremkach nie zostawało powietrze (teraz już uważam)
- kształty powinny być bardziej okolicznościowe (dacie wiarę, że nie mogę nigdzie dostać silikonowych foremek o świątecznych kształtach?? Teraz, gdy do świąt tuż tuż...???)

Wracając do naszych figurek - coś trzeba było z tą szarością zrobić.
Farby w sprayu - złota i srebrna - załatwiły sprawę. Nawet przestało dziwić, że to dinozaury... :-)

Ale pomyślmy....... dinozaury - wymarcie - epoka lodowcowa - śnieg - zima - święta - choinka.

No. I niech teraz ktoś powie, że dinozaury nic wspólnego ze świętami nie mają!


W foremkach właśnie suszą się nowe dinozaury, tym razem z bielutkiego gipsu. Zobaczymy, czy będą potrzebowały jeszcze jakiegoś polepszania. Może potraktujemy je zwykłymi farbkami?


A na zakończenie jeszcze kilka fotek bombek, które ostatnio robiłyśmy.

Oto autorskie dzieło mojej córeczki - sama wymyśliła, sama zrobiła (wspominałam o niej w poprzednim poście):


 Tutaj makaronowa, ozłocona:


A tutaj moja - quilingowa:
(właśnie zamówiłam u Mikołaja igłę do tegoż)


Ozdoby świąteczne jeszcze się u nas nie skończyły :-)




niedziela, 1 grudnia 2013

Ozdoby choinkowe

Sezon rozpoczynamy dość wcześnie. Chociaż i tak nie tak wcześnie jak hipermarkety, które rozwieszają mikołaje zaraz po zaduszkach....
Ale teraz łatwiej o chwilę spokoju, zanim zacznie się szukanie prezentów, potem sprzątanie, gotowanie i inne przedświąteczne atrakcje...

Zaczęłyśmy od aniołków.

Zakupiłyśmy kilka rodzajów makaronów. Po trochu każdego wsypałyśmy do miseczek.


I rozpoczęłyśmy produkcję aniołków.
Pierwotny mój pomysł opierał się na łączeniu makaronu za pomocą kleju. 
Ale pomysł szybko okazał się trudny do zrealizowania. Potrzebne było coś, co błyskawicznie złączy elementy. Posmarowane klejem trzeba było bardzo długo trzymać. Ja dawałam radę, ale Mila się niecierpliwiła.
Przyniosłam więc plastelinę. I to okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem.

Aniołek wyszedł, jak się patrzy.
 

Mila zupełnie sama wymyślała koncepcje i je realizowała. Powstały trzy aniołki i bombka :-)


Ja użyłam jeszcze korka po winie.


 Gdy aniołki sobie schły, wzięłyśmy się za choinkę. 
Styropianowy stożek posmarowałyśmy klejem, odczekałyśmy chwilę, żeby klej zgęstniał i przyklejałyśmy makaron.


Aniołki i choinka zostały odłożone na noc do wyschnięcia. Te plastelinowe pociągnęłam jeszcze klejem, bo nie byłam pewna, jak się zachowają po potraktowaniu ich.....

.... złotą farbą w sprayu :-) 

Prezentują się tak:


I tak:


I jeszcze tak - razem z choinką:


Jeszcze trzeba dorobić zawieszki i odłożyć do pudełka na trzy tygodnie :-)

W planie mamy jeszcze bombki różniste, mam nadzieję, że damy radę do świąt :-)




piątek, 22 listopada 2013

Kamyki na lustrze

Kilka dobrych dni nie było nas widać, bo zajmowałyśmy się chorowaniem - na zmianę. 
Teraz już przestałyśmy (chyba), i czym prędzej dzielimy się tym, co robiłyśmy przez ten czas.

Czas jakiś temu na jednym z obserwowanych przeze mnie blogów zobaczyłam małe lusterka.
Bardzo mi się to spodobało i pomyślałam, że takie lusterko to może być pomysł na różne fajne zabawy. 

Przy najbliższej bytności w OBI nabyłam tzw. flizę lustrzaną. Czyli dokładnie to, o co mi chodziło - taflę lustra bez żadnych ozdobników, niepotrzebnie podnoszących cenę. Nasza kosztowała złotych paręnaście.
Na innej półce stały sobie - jakby na zamówienie - szklane kamyki w rozmaitych kolorach (możliwość wyboru zatrzymała mnie przy tej półce jakiś kwadrans....). Zakupiłam beżowe.
W domu rozpakowałam zakupy, dodałam drewniane kółeczka (o zastosowaniu których pisałam Tutaj), a także przełamane na pół patyczki do szaszłyków.

Na tapecie - nieśmiertelne kwiatki :-)




Potem dodałyśmy jeszcze inne elementy.


A jak nam się znudziły kwiatki (bo takie chwile jednak w końcu przychodzą), to przykleiłam na lusterku dwa ruchome oczka. A Mili dałam szminkę.
Pomalowałyśmy usta i Mila pocałowała lustro :-)



Na tej bazie Mila zaczęła układać postać.




Taka dziewczynka z tego wyszła.


Jestem bardzo zadowolona z zakupu lusterka. A pomysłów na nie mam jeszcze wiele.
Tylko dlaczego ciągle czasu brak...?


czwartek, 14 listopada 2013

Jesienne drzewo

Wczoraj zrobiłyśmy jesienne drzewo, na które zamierzałam się już od kilku dni (i o którym pisałam w PSie do poprzedniego posta).
Jesienne - a dokładniej listopadowe, bo z opadającymi liśćmi.
Podejrzane (od kuchni) na szkoleniu o dekoracjach okazjonalnych :-)

Na zielonym kartonie Mila przykleiła kawałki papierowej wstążki. 


W ten sposób powstało drzewo, o takie:


Potem kawałki puzzli malowałyśmy na kolory jesiennych liści. To świetny sposób na zużycie zdekompletowanych puzzli. 

U nas akurat wszystkie były kompletne. Cóż - już nie są :-)

Malowałyśmy gąbczastymi pędzelkami - dobry pomysł w tym przypadku. 


Malujemy oczywiście po lewej stronie (czyli rewers), wtedy rysuneczki nie przebijają przez farbę, a ona szybciej wysycha.

Jak już wyschnie, smarujemy je klejem i przyklejamy, gdzie nam się podoba.
Mili podobało się na gałęziach, na ziemi i w powietrzu.


Takie właśnie drzewko powstało:


Pomysł na wykorzystanie puzzli świetny, wykonanie proste i szybkie.
Na wiosnę pewnie zrobimy wiosenne drzewo :-)




sobota, 9 listopada 2013

Makulatura

Przedszkole Mili uczestnicy w akcji "Hura Makulatura". 
Jak się łatwo domyślić, chodzi o zbiórkę niepotrzebnych papierzysków. Co jak najbardziej nam odpowiada, bo w końcu jest jakiś pomysł na ulotki i gazetki, kipiące z pojemnika (na takowe) na naszej klatce schodowej. 

Ale oczywiście nie mogłyśmy tak tylko po prostu zanosić do przedszkola. Mila musiała wiedzieć, co robi. To znaczy - ja uznałam, że musi wiedzieć, co robi :-) Po co to wszystko i jaki w tym sens. Że papier, że z drzewa, że lasy, że...

Zorganizowałam przedsięwzięcie pod tytułem "Jesienne drzewo".
Żeby łatwiej było powiązać zbiórkę makulatury z drzewami.

Gazetkę reklamową podarłyśmy na paski.



Które namoczyłyśmy w wodzie.


Potem rozmiękniętymi paskami Mila okleiła rolkę po ręcznikach papierowych. 


Wyszło to tak i zostało pozostawione do wyschnięcia na całą noc. Z częścią rury od odkurzacza w środku, żeby się nie odkształciło.


Kolejnego dnia  znowu makulatura poszła w ruch: gazetka została zgnieciona w kulę, a następnie...


...wklejona w naszą rolkę. To znaczy się, przepraszam - w pień naszego drzewa :-)

Nie - nie było tak nudno, że zasypiała. Po prostu mrugnęła. Li i jedynie.
Potem wyciągnęłyśmy liście, zebrane na naszych spacerach.
Mila smarowała je klejem i przylepiała na naszym recycklingowym  drzewie.


Wyszło świetnie.
Całkowicie z odzysku.


Drzewo zamieszkało w lesie, o którego powstaniu można przeczytać Tutaj. Pod niebem, o którym można przeczytać Tutaj :-)


Uwielbiamy recycling. Obydwie. 
Najpierw sama oglądam każdego śmiecia przed wyrzuceniem, potem robi to jeszcze moja córka (jeśli nieopatrznie zdradzę się z tym, że zakwalifikowałam do wyrzucenia). Do czego to doszło - czasem jak coś wyrzucam do kosza, to muszę przykryć innymi śmieciami, żeby córka nie widziała...



PS Już czeka na realizację plan na kolejne jesienne drzewo - tym razem podejrzany na pewnym szkoleniu... :-)