Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Jabłuszka

Mila zaczęła jeść jabłka!

Wielkie rzeczy! - wydać by się mogło.

A żebyście wiedzieli, że wielkie. Mila od zawsze nie znosi owoców i warzyw. Surowych. Na kilometr wyczuje surowiznę i nie tknie.
Aż tu nagle Tata Mili wpadł na genialny pomysł!

Zaznaczyć tu muszę, że Mila uwielbia czekoladę. Najbardziej w postaci kremu nutellopodobnego. Czasem to się zastanawiam, czy nie sprzedałaby mnie za kubek takiej czekolady. I nie dodała ojca w gratisie....

Tata pokroił jabłuszko na grube plasterki, poddał obróbce termicznej w mikrofalce, a następnie pociapał kremem czekoladowym. Na ciepłym dobrze się roztapia, wiec wystarczy jej malutko (inaczej bym się czepiała, że skórka za wyprawkę). I dziecko od tamtej pory domaga się jabłka codziennie i samo się z tego śmieje. Drobnymi kroczkami może dojdziemy za lat kilka do zjadania surowego....

Jakby nie było, ta okoliczność domagała się podkreślenia przez jakieś rękodzieło.
Padło na masę solną.
O której już kiedyś pisałam, m.in. Tutaj.

Wymieszałam masę, z większą ilością mąki, niż jest w standardowym przepisie.
Dodałam czerwonego barwnika. Nie rozpuściłam go w wodzie, tylko dodałam do gotowej masy. To spowodowało, że nie uzyskałam jednolitej barwy, ale taką zbliżoną do naturalnych jabłek.

Ulepiłyśmy kule z czerwonej masy. Z części o naturalnej barwie (odłożonej wcześniej) Mila zrobiła wałeczki. A po co, to na razie tajemnica :-)


Jabłuszka dostały koconki (ciekawe, jak w innych stronach nazywa się te łodyżki) z patyczków.
Mila wydrążyła otwory.



 Wałeczki pomalowałyśmy farbami, używając do tego celu patyczków do uszu. Okazało się to dobrym sposobem - Mili dużo łatwiej niż pędzelkiem malowało się wzorki. 


Tym sposobem powstały nam robaczki, które zamieszkały w naszych jabłuszkach.


 A jabłuszka doczekały się jeszcze listków z rafii.


 Jak myśli, że nie patrzę, to ukradkiem je liże :-)




poniedziałek, 8 lipca 2013

Morze w butelce

Zaczynamy myśleć o urlopie, który zbliża się wielkimi krokami :-)

Nad morze się co prawda nie wybieramy, ale nad jezioro i owszem. Ponieważ musimy jeszcze na nie trochę poczekać, na razie zrobiłyśmy sobie namiastkę tegoż.

Do plastikowej butelki wlałyśmy wodę - trochę więcej niż pół.


Potem Mila wrzuciła do niej muszelki, kamyczki i małe plastikowe rybki. 
Dodałyśmy też kilka cekinów, bo wydawało mi się, że z nimi efekt będzie fajniejszy (nie był).


Potem do wody dodałyśmy niebieskiego barwnika i Mila z zaciekawieniem obserwowała, jak rozprzestrzenia się w wodzie.
Chwilę zatrzymałyśmy się przy temacie mieszania się cieczy.

Barwnika dodałam za dużo i woda zrobiła się całkiem granatowa, ale na tym etapie łatwo było to naprawić. Odlałam, dolałam i było ok.


Potem dopełniłyśmy butelkę olejem i Mila mogła obserwować, jak olej pozostaje ponad wodą - inaczej niż barwnik, który się z nią wymieszał.


 Przekręciłyśmy i .....

... mogłyśmy obserwować nasze morze.

(cały czas rejestrując fakt utrzymywania się na górze oleju)


Położyłyśmy je na kuchennym oknie, bo przeświecające przez nie słońce czyniło je jeszcze ciekawszym.


Aż się chciało położyć na gorącym piasku i czekać na falę.....



Byle do urlopu :-)