Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motoryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motoryka. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

Zwykła mydelniczka

Jeśli wpadnie Wam w oko mydelniczka z przyssawkami, o taka:


To koniecznie kupcie :-)

Okazało się bowiem, że bardzo dobrze nadaje się do ćwiczenia paluszków.

Wystarczy mieć małe koraliki i nakładać je na przyssawki. Bez żadnej koncepcji albo tworząc wzory.

 
A jak ma się zakraplacz to może być jeszcze fajniej. Zakraplaczem umieszcza się kropelki na przyssawkach. Dobrze użyć do tego kolorowej wody, wtedy wygląda to fajniej. U nas sprawdził się sok jabłkowy (żeby nikogo kolor nie zmylił...)

 


Tak to się właśnie Emilka ostatnio bawiła :-)


sobota, 2 sierpnia 2014

Nakręcanie

Przy okazji bytności w sklepie metalowym nabyłam zestaw śrubek i nakrętek.
I to wcale nie w celu majsterkowania, ale wspomagania motoryki małej.

Próbowałyśmy już podobnej zabawy Tutaj.

Tym razem było trochę trudniej - i dobrze, bo już poprzednia zabawa okazała się zbyt łatwa dla Mili.



Z dopasowaniem poszło świetnie, z nakręcaniem różnie. Najmniejsze śrubki (te naprawdę drobne) sprawiły jej pewne trudności, te większe nakręciła bez żadnego problemu.

 
Mały wydatek a ćwiczenie sprawności bardzo dobre. 
Muszę tylko dokupić kilka większych rozmiarów.




wtorek, 15 października 2013

Sól

Kolejny sypki materiał, który może posłużyć do fajnej zabawy.
Żeby było ciekawiej, zrobiłyśmy kolorową.
A żeby było jeszcze ciekawiej, to nie użyłyśmy spożywczych barwników. Tylko kredy. Takiej, którą się na chodnikach rysuje, tak jak Tutaj.

Na blachę z porowatym dnem wysypałam sól a Mili dałam kredę.
Pisała sobie nią po dnie, rysowała, kreda się ścierała, a sól nabierała koloru.


Napełniłyśmy tym sposobem kilka miseczek. Ostatnią porcją Mila dość długo się bawiła, przesypując, przesiewając, posypując...


Potem nastąpiła zabawa kilkoma kolorami naraz. Z użyciem lejka i łopatki napełniłyśmy słoiczek tęczą:


Gdy już przesypywanie się znudziło, zrobiłyśmy obrazek.

Na niebieskiej kartce odrysowałyśmy kształty, używając foremek do ciasteczek.

Potem Mila wypełniała kształty klejem....


A następnie posypywała solą.


Wyszedł tym sposobem nocny pejzaż :-)


Gdy był już skończony, został odłożony do wyschnięcia, a Mila dostała do zabawy wodę. Obserwacja, jak zmienia się sól pod wpływem wody zajęła ją na dłuższą chwilę.


 

A ciapanie się w mokrej soli jeszcze dłuższą :-)


Wrażenia dotykowe z kolejną paciają zaliczone :-)




niedziela, 29 września 2013

Kij golfowy

Dzisiaj chciałyśmy sobie zagrać w golfa :-)

Przede wszystkim należało przygotować kij golfowy.

Przydały się rolki - po ręcznikach papierowych i papierze toaletowym.




Okleiłam je taśmą papierową, żeby wzorki wyszły nam ciekawsze.


Mila pomalowała je farbami. 
Bardzo fajnie zresztą, użyła różnych kolorów i nie zmieszała ich ze sobą. 
Ja też zaczęłam bardziej wymagać zasady "osobny pędzelek do każdego koloru"


Mój pomysł z taśmą okazał się zatem zbędny. Wrednie posądzałam Milę o zmieszanie farb i uzyskanie jednolitego burego koloru. I wtedy taśma miała mieć sens. 
Wobec tak kolorowej twórczości Mili taśma utraciła ten sens, ale musiałam ją odkleić, żeby pokazać Mili, o co w ogóle z nią chodziło.

Rolki skleiłyśmy ze sobą taśmą bezbarwną.

I wyszedł nam taki kij. Golfowy.


Najpierw próbował Ignaś. Trafić do bramki, czyli między dwie nogi Milowego stolika.


Potem próbowała Mila, ale nie zrobiłam foto, bo akurat szukałam czegoś, co mogłoby imitować dołek. Taki, do którego wbija się piłkę.
Znalazłam recepturki.
Chciałam zaimitować (kto powiedział, że nie ma takiego słowa?!) dwa, trzy dołki, ale Mila przejęła pałeczkę.


Jak widać, prawdopodobieństwo trafienia do dołka zwiększyła maksymalnie....

Ale szybko zmieniła koncepcję. 
Ułożyła ścieżkę.


I próbowała trafić. 
Do któregoś (?) z dołków.


 Po jakimś czasie trafianie do dołków się znudziło ale kij golfowy nie. Okazało się, że świetny z niego odkurzacz.


Odkurzanie to ostatnia pasja Emilki. Ciekawe czemu... Może usiłuje dać nam do zrozumienia, że powinniśmy bardzie dbać o czystość w domu...

Kij golfowy powinien powstać dwa miesiące temu i być zabrany do dziadka. Lepiej by się sprawdził w plenerze. Ale może nie wszystko stracone?? Może jeszcze będzie jakieś lato??? Nadchodzące jesienno-depresyjne myśli nasuwają w tym względzie pewne wątpliwości...


poniedziałek, 23 września 2013

Mozaika

Rzadko kupujemy Mili gotową zabawkę. Na ogół są to jakieś "półprodukty", z których dopiero można coś wymyślić.
Nie, żebym robiła to z jakiegoś wyrachowania. Po prostu nie widzę wśród sklepowych zabawek niczego, co byłoby odpowiednie dla dziecka w wieku 3,5 lat (z nakładem). 

Któregoś dnia natknęłam się w sieci na zdjęcie czegoś cudownego.


Piękne, nieprawdaż?

I kosztuje ok. 1,5 tysiąca....

Marzenie....
Ale niestety nie mam półtora kawałka, które mogłabym przeznaczyć na zabawkę dla córki.  
Szczególnie, że w tym miesiącu musiałam zapłacić straży miejskiej 500 zł za uprzejmie wyświadczoną usługę zholowania mojego samochodu na parking miejski...

Ale jak się nie ma, co się lubi...
Zaczęłam szperać w sieci.
No i wyszperałam coś, co mnie nawet zadowoliło. Nie miałam bowiem wątpliwości, że moja kieszeń nie daje mi możliwości na miarę Spielgaben...

Za 69 PLN (bez przesyłki jednakże) wyszukałam mozaikę składającą się z 250 elementów.
Różne kształty, piękne, żywe kolory i tak dużo tego... !

Patyczki nie znajdowały się w zestawie. Dokupiłam je osobno, jako "patyczki do liczenia" za 16,90 PLN :-)
Na zdjęciu są jeszcze w swojej dziewiczej formie, ale potem poprzecinałam połowę z nich na dwie lub trzy części. Mamy już więc patyczki o trzech długościach.


 Emilka była zachwycona! Nie musiałam jej nic pokazywać, od razu zaczęła układać klocki.


Ułożyłyśmy wspólnie kilka kwiatków i plaster miodu.
Gratulowałam sobie pomysłu dokupienia patyczków (ale w samozachwyt nie popadłam, widziałam je przecież u Spielgabena...)


Do klocków dołączona była książeczka z wzorami.
Co prawda zdecydowanie bardziej lubię działania spontaniczne, ale Mila chciała ułożyć. Kopiowanie wzorów pewnie też ma swoje walory edukacyjne (współpraca półkul czy coś, trzeba by może o tym poczytać...). Więc układałyśmy. Na początek prosty wzór, z którym Mila poradziła sobie niemal samodzielnie - zaskoczenie dla mnie!


Potem trochę bardziej skomplikowany, przy którym pomogłam, ale wcale nie tak dużo, jak bym się mogła spodziewać. 
Wykroczyła też trochę poza standard wskazany w książeczce.


Bardzo boleję nad faktem braku elementów obręczy, które są w zestawie Spielgabena. Dają tyle możliwości.... Przekopałam cały internet i jedyną akceptowalną rzeczą wydały mi się kółka do drewnianych karniszy. Część z nich pomalowałam farbami akrylowymi na kolory pasujące do klocków. Na zdjęcie się nie załapały, bo właśnie schły.
Niestety, jest to tylko połowa sukcesu. Kółka nie są integralnym elementem i nie pasują do całości, zarówno wyglądem, jak i rozmiarem. Ale lepsze to niż nic (chyba).


Nasze autorskie wzory: wąż i gąsienica.


A tu rakieta według wzoru z książeczki, lecąca do gwiazd, które później doczekały się łodyżek i przeistoczyły w kwiatki.


Klocki z naszej mozaiki mają jeszcze jedną zaletę - są płaskie, ale nie na tyle, żeby nie dało się z nich budować konstrukcji pionowych. Są szersze niż klocki innych mozaik tego rodzaju.
Jeszcze takich budowli nie próbowałysmy ale wszystko przed nami!



wtorek, 6 sierpnia 2013

Wyklejanka

Mila bardzo lubi używać nożyczek. Czasami wymyka się to spod kontroli:

"Mamusiu, mogę sobie uciąć kłębuszka?"
"Dużo?"
"Tylko kawałek"
"Dobrze. Tylko odetnij sobie kawałek od końca, a nie w środku"

A potem trzeba wyciągać odkurzacz, bo nie sposób po prostu wyzbierać palcami całego motka włóczki zamienionego na trzycentymetrowe strzępy....

Dzisiaj wycinanie odbywało się pod kontrolą, bo była pewna koncepcja, której należało się trzymać.

Zaczęłam od przyklejenia na dużą kartkę wyciętej z gazety (...lub czasopisma?) twarzy dziewczynki.

Potem rysowałam Mili poszczególne elementy, które wycinała i naklejała w odpowiednie miejsca.


Nóżki wycięłam ja, ale przykleiła Mila.
I niech tylko ktoś się przyczepi, że koślawo, czy coś... !


Potem Mila wycięła i przykleiła rączki.


 A potem mogła sobie naciąć kawałków włóczki, co po prostu uwielbia. 
Ja związałam je pośrodku, Mila przykleiła na głowie.

Potem uznała, że dziewczynkę należy jeszcze urozmaicić.


Urozmaicała kredkami i dalszymi wycinankami - tym razem inwencja była tylko jej. 


Mila prezentowała swoje dzieło z dużą satysfakcją :-)


Dziewczynka oczywiście zamieszkała razem z nami. 

Powoli zaczynamy mieć problem z archiwizowaniem wytworów mojej córki. Szczególnie, że niektóre z nich są przestrzenne....
Ale wczoraj udało się w końcu namówić Milę do zutylizowania "morza" (o którym było Tutaj). Prosiło się już o to bardzo mocno i na szczęście obyło się bez protestów.


 

piątek, 2 sierpnia 2013

Lody

Pogoda cały czas piękna.
Co sprzyja konsumpcji lodów. Emilka mogłaby je jeść kilogramami. 

Dzisiaj zabawiłyśmy się w lodziarki :-)

Zaczęłyśmy od przygotowania pucharka.
Odcięłam górną część butelki po wodzie mineralnej i razem wcisnęłyśmy ją w zakrętkę po soczku, wypełnioną plasteliną.


Potem Mila formowała kulki z plasteliny (świetne ćwiczenie usprawniające małą motorykę) i układała je w fantazyjny sposób w naszym pucharku.


Nasza plastelina jest jednak jakby z poprzedniej epoki (w której każda zabawka obowiązkowo musiała mieć buro-szary odcień, a wszystkie żywe i nasycone kolory były niedozwolone...), poszukałam więc sposobu na urozmaicenie naszych gałek.
Znalazły się koraliki i cekiny różnej maści.


Którymi Mila obsypała lody.


Potem jeszcze przyozdobiła pucharek - brokatowym klejem w złotym kolorze.


 Lody wyszły pyyyyyyyyychaaaaaaa... :-) 


Choć niezbyt ładne, trzeba przyznać. 

Ale za to nasza nowa, świeżo zakupiona,  plastelina jest po prostu śliczna i lepienie zapowiada się obiecująco :-) 





wtorek, 16 lipca 2013

Spinacze

Spinacze do bielizny - wysoko na liście ulubionych zabaw.

Mila jest bezkonkurencyjna jeśli chodzi o samodzielne organizowanie sobie zabawy. W zasadzie nie kupujemy jej zabawek - w ścisłym tego słowa znaczeniu. Kupujemy raczej "półprodukty", czyli coś, co może stać się zabawką i to na różne sposoby, zależnie od inwencji.
Mila na ogół sama wyszukuje przedmioty i adaptuje je do swoich zabaw. Spinacze do bielizny odkryła już daaaaaaaawno temu i cały czas są w jej łaskach wielkich. Oczywiście - nie ten komplet w koszyczku, który kupiłam specjalnie dla niej i stoi w jej zabawkach, tylko te na balkonie, których używamy do przypinania prania na balkonie. Jeśli są na miejscu.

Niedawno kupiłam nowy komplet, bo stare się połamały/pogubiły/rozniosły po domu.

Mila bawiła się nimi całe popołudnie.


 Takie na przykład kółeczko sobie wykoncypowała:
 

A dzisiaj:

"Miiiiilaaaaaa! Gdzie są spinacze?" - nie miałam czym przypiąć prania.

Były w pokoju.


Tola dostała nowe spineczki....


Ale Mila chyba sama nie była pewna tego nowego designu... :-)


Ja też lubiłam spinacze. Te najstarsze - drewniane, szare, wypłowiałe. I te plastikowe - które pojawiły się potem. 
Wspomnienia.....