W życiu każdej matki przychodzi taka chwila (i to nie raz i nie dwa), że po prostu MUSI się podzielić tym, co jej dziecko powiedziało.
To, czy jest to śmieszne dla akurat słuchających (matki) zależy pewnie od dozy obiektywizmu, na którą rzeczona matka jest w stanie się zdobyć.
Na ile ja jestem - nie wiem. Pozostawiam Waszej ocenie :-)
Najpierw coś z działu "neologizmy":
"Tata jest aparaczem!" - z pewną miną.
"Yyyy?"
"No.... bo robi dużo zdjęć" - już z mniej pewną.
"Chłopcy w przedszkolu nie mogą jutro przynieść swoich zabawek - mają zabron."
"Złamał mi się paznokć".
"Taki mam katar, że aż mi się wąch zatkał".
"Jedynka, dwójka, trójka, czwartka, piątka..."
Drapie się: "Jestem drapieżnikiem!".
_________________________________________________
Dialogi obyczajowe:
Walczymy z nawykiem, wydaje się nam, że są pewne sukcesy, aż tu nagle:
"Mila - już tak długo nie obgryzałaś paznokci! Dlaczego znowu zaczęłaś obgryzać?"
"Bo mi urosły."
Oczywista oczywistość.
Przeglądam twórczość z przedszkola, widzę jakiś oryginalny wytwór:
"Mila - co to jest?"
"Najpiękniejszy rysunek na świecie!"
"Ale co przedstawia?"
"Ładność."
Aha.
Mila rysuje motyla. Ponieważ czas na zabawę się już kończy, próbuję wybadać sprawę:
"Mila - ile ten paź Ci jeszcze zajmie?"
"Ten paź zajmie mi całą kartkę."
Proste, nie?
"Mamusiu - zabolało mnie w serduszku!"
"Ukłuło czy jak?"
"Przygniotło, jakby doniczka zrobiona z twardego materiału, pełna ziemi i ta teczka taty z laptopem i segregatorem z dokumentami, bardzo ciężka, mi tu przygniotła" - wyrecytowane na jednym wydechu...
dla zaniepokojonych - bezpośrednio po nastąpiło spore beknięcie... już wiedziałam co i jak przygniatało....
_____________________________________________________
I złote myśli - podsłuchane:
"Moje dłubanie w nosie jest niezwykłą miłością! Bo kózki są pychotka!"
Ratunku!
Wysączone z wielkiego monologu skierowanego do wszystkich i do nikogo:
"Słyszę mruczenie. Szukam. Zaglądam pod łóżko, a tam - znudzony duch!"
Wszystkim znudzonym i nie znudzonym - pozdrowienia!
We wspieraniu rozwoju Mili i Maciusia staramy się stosować ideę Marii Montessori - stwórz dziecku sprzyjające otoczenie i pozwól w nim działać samodzielnie. Proponuj zajęcia, pokazuj możliwości, zapewniaj materiały, ale niczego nie narzucaj, na nic nie nalegaj. Obserwuj, po co dziecko sięga. Słuchaj, o co pyta . . . . . I podążaj za nim.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 czerwca 2014
sobota, 15 czerwca 2013
Jak zdążyć
Zawsze po kolacji Mila sprząta swoje zabawki. Nie mogę powiedzieć, że z dużym entuzjazmem. Doskonale wie, że musi to zrobić, ale pomarudzić zawsze można: "Ale mamo, nie chce mi się."
Czasami sprzątanie przebiega bardzo opornie, po kilkakrotnym napominaniu: "Mila, sprzątaj", sięgam w końcu po argument niezawodny: "Nastawiam timer." To wywołuje protesty, czasem nawet płacz, żeby tym dobitniej wyrazić swoje nieszczęście, ale skutek jest - Mila sprząta. Na tyle sprawnie, żeby zmieścić się w nastawionym czasie. Na ogół. Zabawki, których nie zdąży sprzątnąć wędrują do siatki i przez cały kolejny dzień nie można się nimi bawić.
Dzisiaj było podobnie. Moja cierpliwość została wyczerpana dość szybko. Nastawiłam timer. Na dość długo, bo sprzątania było sporo. Mila zaczęła sprzątać. Na tyle sprawnie, że nawet po kryjomu wydłużyłam czas, żeby dała radę się wyrobić. Ale jednak sprzątanie się przedłużało. W pewnym momencie Mila spojrzała na wyświetlacz i zarejestrowała, ile czasu jej jeszcze zostało - 3 minuty. Podeszła do niego i ze spokojem zaczęła naciskać przyciski. Ja zaskoczona - "Mila, co Ty robisz?". "Psestawiam tajmej, zebym zdązyła. O - na siedem minutek". I ze stoickim spokojem wróciła do sprzątania.
Pamiętajcie - jak grozi Wam spóźnienie, nie wpadajcie w panikę. Przestawcie zegarki. U mojej córki to się sprawdza.
Czasami sprzątanie przebiega bardzo opornie, po kilkakrotnym napominaniu: "Mila, sprzątaj", sięgam w końcu po argument niezawodny: "Nastawiam timer." To wywołuje protesty, czasem nawet płacz, żeby tym dobitniej wyrazić swoje nieszczęście, ale skutek jest - Mila sprząta. Na tyle sprawnie, żeby zmieścić się w nastawionym czasie. Na ogół. Zabawki, których nie zdąży sprzątnąć wędrują do siatki i przez cały kolejny dzień nie można się nimi bawić.
Dzisiaj było podobnie. Moja cierpliwość została wyczerpana dość szybko. Nastawiłam timer. Na dość długo, bo sprzątania było sporo. Mila zaczęła sprzątać. Na tyle sprawnie, że nawet po kryjomu wydłużyłam czas, żeby dała radę się wyrobić. Ale jednak sprzątanie się przedłużało. W pewnym momencie Mila spojrzała na wyświetlacz i zarejestrowała, ile czasu jej jeszcze zostało - 3 minuty. Podeszła do niego i ze spokojem zaczęła naciskać przyciski. Ja zaskoczona - "Mila, co Ty robisz?". "Psestawiam tajmej, zebym zdązyła. O - na siedem minutek". I ze stoickim spokojem wróciła do sprzątania.
Pamiętajcie - jak grozi Wam spóźnienie, nie wpadajcie w panikę. Przestawcie zegarki. U mojej córki to się sprawdza.
niedziela, 3 marca 2013
Zwierciadło
Dzieci uczą się przez obserwację i naśladownictwo. To wszyscy wiemy. Jak słyszę od córki: "Gotuję obiad. Nie mogę się teraz tobą zająć", to wiem, od kogo to wcześniej usłyszała.
Jak słyszę: "Nie wykłócaj się ze mną", to wiem, co muszę zmienić w swoim postępowaniu.
Dzisiaj przygotowywałam obiad - bitki duszone, nie za bardzo było jak zaangażować w to Milę. Dałam jej więc mąkę ziemniaczaną z wodą. Zaczęła "gotować" zupę. Mieszała, mieszała, aż nagle: "Fak! Wylałam!".
?!
"Wylałam zupę, dlatego powiedziałam fak" - wyjaśniła, gdybym miała jakieś wątpliwości.
Matko kochana, to już nawet "fak" nie wolno?!?!
Jak słyszę: "Nie wykłócaj się ze mną", to wiem, co muszę zmienić w swoim postępowaniu.
Dzisiaj przygotowywałam obiad - bitki duszone, nie za bardzo było jak zaangażować w to Milę. Dałam jej więc mąkę ziemniaczaną z wodą. Zaczęła "gotować" zupę. Mieszała, mieszała, aż nagle: "Fak! Wylałam!".
?!
"Wylałam zupę, dlatego powiedziałam fak" - wyjaśniła, gdybym miała jakieś wątpliwości.
Matko kochana, to już nawet "fak" nie wolno?!?!
sobota, 2 lutego 2013
Dialogi
Mila uwielbia bawić się małymi figurkami - mogą to być ludziki z klocków lego, zwierzątka z kinderów czy inne z tego fasonu. Odgrywa sobie różne scenki, mające odniesienie - oczywiście - do jej życia codziennego.
Szczególnie ciekawe są dialogi, prowadzone pomiędzy figurkami. Przytaczam dzisiejszy, podsłuchany w trakcie kąpieli (to wszystko są słowa wypowiedziane przez Milę):
"- Chcesz się z nami bawić? - spytał, śmiejąc się.
- Nie - odparł zawstydzony.
- Dlaczego? - zapytał zatroskany."
Dla mnie bomba.
Od razu widać, że dziecko na książkach chowane... :-)
Szczególnie ciekawe są dialogi, prowadzone pomiędzy figurkami. Przytaczam dzisiejszy, podsłuchany w trakcie kąpieli (to wszystko są słowa wypowiedziane przez Milę):
"- Chcesz się z nami bawić? - spytał, śmiejąc się.
- Nie - odparł zawstydzony.
- Dlaczego? - zapytał zatroskany."
Dla mnie bomba.
Od razu widać, że dziecko na książkach chowane... :-)
piątek, 1 lutego 2013
Rozmowa
Podczas gdy my (rodzice) jesteśmy w pracy, Emilką zajmuje się babcia. Na ogół to ja ją stamtąd odbieram i jedziemy sobie do domu. W moim samochodzie fotelik zamontowany jest na stałe z przodu, obok mnie, żebyśmy miały ze sobą lepszy kontakt.
Dzisiaj Mila nie była za bardzo rozmowna. Zagaiłam więc ja:
- Fajnie było dziś u babci?
- Tak.
Aha.
- A co robiłaś? - próbuję dalej.
- Bawiłam się.
Aha.
- A czym? - jestem niezmordowana.
- Zabawkami.
Aha.
- A jakimi? (indaguję dalej - może w końcu się rozgada...)
- Tymi, co są u babci.
Aha.
- Którymi? (może jednak...)
- Tymi, co potrzeba.
No to mnie zgasiła. Zrobiłam głośniej muzykę i pojechałyśmy dalej w milczeniu...
Dzisiaj Mila nie była za bardzo rozmowna. Zagaiłam więc ja:
- Fajnie było dziś u babci?
- Tak.
Aha.
- A co robiłaś? - próbuję dalej.
- Bawiłam się.
Aha.
- A czym? - jestem niezmordowana.
- Zabawkami.
Aha.
- A jakimi? (indaguję dalej - może w końcu się rozgada...)
- Tymi, co są u babci.
Aha.
- Którymi? (może jednak...)
- Tymi, co potrzeba.
No to mnie zgasiła. Zrobiłam głośniej muzykę i pojechałyśmy dalej w milczeniu...
niedziela, 27 stycznia 2013
Książka a bunty
Jakiś czas temu Mili zaczęły rosnąć różki.
Bunt dwulatka nie wystąpił, za to trzylatka – owszem.
Wiem, że jest to normalna faza rozwoju, niemniej jednak
postanowiłam jakoś ją złagodzić.
Jako że bardzo głęboko wierzę w moc słowa pisanego (drukowanego),
poszukałam odpowiedniej książeczki. Ponieważ w trakcie odpieluchowywania bardzo sprawdziła
się Alona Frankel i jej „Nocnik nad nocnikami”, tym razem została zakupiona „O
Anielce, w którą wstąpił diabeł” tej samej autorki.
Mila polubiła książeczkę, czytaliśmy ją nader często.
Rzecz jest o dziewczynce, która jest bardzo niegrzeczna:
wylała kakao na nowy szlafrok mamy
uszczypnęła w pupę swojego młodszego brata
a kota Teofila pociągnęła za ogon
Książeczka odniosła wymierny skutek:
Emilka zaczęła naszego kota nazywać Teofil.
I podnosić do góry za ogon.
Siła drukowanego słowa wielka jest...
czwartek, 17 stycznia 2013
Robienie siusiu - odcinek drugi
Mila nie lubi głośnych dźwięków, również tych wydawanych
przez urządzenia domowe. Na przykład przez pralkę, szczególnie, że nasza
pracuje wyjątkowo głośno.
„Mamusiu, chcę siusiu”
„No to biegnij do łazienki i zrób”
Pobiegła. Z łazienki (drugi koniec mieszkania): „Ale tu
pracuje pralka!”.
Ja - zacząwszy właśnie konsumpcję ciepłego posiłku - „To
wyłącz ją na chwilę”.
„Ale jak?”
„Przyciskiem”.
„Ale jakim?” Wrrrr… Przecież doskonale umie obsługiwać
pralkę…
„Tym samym, co się włącza”.
„Tym???” Tak jakbym przez ścianę miała szansę zobaczyć,
który pokazuje…
„TAK, TYM!!”……. A czy da się wyłączyć dziecko??!
Może jutro poszukam jakiegoś przycisku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



