Łapacz snów to indiański talizman, dzięki któremu złe sny nie mogą się urzeczywistnić. Łapane są w sieć, spływają w dół i giną wraz z pierwszymi promieniami słońca.
Emilka często ma złe sny.
Więc....
Z wiklinowej gałązki zrobiłam kółeczko i oplotłam je bawełnianym sznurkiem.
Potem z bawełnianej nitki uplotłam sieć, korzystając ze schematu znalezionego w sieci:
Wyszło nawet ciekawie. Dodałam też niebieściutki koralik.
Starym, pamiętanym z dzieciństwa sposobem, zrobiłam pomponik.
W pasmanterii kupiłam kilka rodzajów wstążek i koronek w tonacji kremowo-różowo-niebieskiej.
Wstążki i koronki przymocowałam do kółeczka, doszyłam guziczki i pomponik.
Na dole przymocowałam piórko i malutki dzwoneczek.
I jest.
Łapacz snów.
Dla mojej córeczki.
Na Gwiazdkę.
Wczoraj zrobiłyśmy choineczkę.
Bardzo szybko, łatwo i przyjemnie. Od kiedy urodził się Maciuś, takie prace cenię sobie najbardziej :-)
Formy styropianowe to dobrodziejstwo - to świetna baza do świątecznych ozdób.
Użyłyśmy stożka i kosmatej włóczki.
Mila posmarowała choinkę klejem i zaczęła nawijać włóczkę. Szybko jednak okazało się, że jednoczesne kręcenia patyczkiem (na który wbity był stożek) i owijanie włóczką jest dla niej za trudne, więc musiałyśmy to zrobić razem.
Potem to już była jej samodzielna robota. Robiła na choince placki z kleju i przyczepiała bombki - w tej roli kolorowe perełki.
Dzieło zostało zwieńczone żółtym pomponem.
Mila podokładała jeszcze cekiny w kształcie śnieżynek, których nie trzeba było nawet przyklejać, bo ich brzegi po prostu wczepiły się we włoski włóczki.
I taka piękna zielona panna nam powstała :-)
Takie właśnie zadanie Mila znalazła w kalendarzu: "zrobić orzechy z niespodzianką w środku".
Tak się szczęśliwie składa, że mamy w domu orzechy włoskie ;-)
W ruch poszedł dziadek i już miałyśmy kilka pustych połówek.
Najpierw trzeba było dopasować do siebie łupinki.
Potem Mila przyniosła to, co miałyśmy wkładać do środka - kolorowe perełki i cekinowe śnieżynki.
Później smarowała klejem łupinki, wkładała do środka niespodzianki i składała łupinki.
I mamy sześć orzeszków na święta. Podłożymy je do koszyczka z innymi i będziemy się śmiać ze zdziwionych min :-)
A może wymyślimy jakiś konkurs dla tego, który znajdzie niespodziankę jako pierwszy?
Ostatnio królują u nas zadania z kalendarza adwentowego. Nie wszystkie są pracochłonne, czasem jest to po prostu czytanie o świętach czy Mikołaju. Na razie jednak więcej jest rękodzielniczych, bo wychodzę z założenia, że im bliżej świąt, tym mniej będę miała czasu na takie działania. Wtedy przyjdzie czas na rysowanie portretu rodziny przy choince, czy nauka kolędy.
My z Milą działamy, a co w tym czasie robi Maciuś?
Czyta gazetę:
Zjada czekoladki:
Przyzwyczaja się do łyżeczki:
Albo samoobsługuje się pudłem z plastikowymi zabawkami, których Ci u nas dostatek, głównie poemilkowych. Powoli będę mu je wycofywać, bo robię się coraz bardziej "drewniana", ale na pewno całkiem ich nie zabraknie.
Dzisiaj Macius poczynił bardzo konkretną próbę siadania. Jesteśmy dobrej myśli - to na pewno już niedługo!