W moim domu rodzinnym niezbyt często poruszało się temat uczuć.
Teraz dopiero uczę się otwartości, rozmawiając o uczuciach z Milą.
Mila ma 3 lata i dziewięć miesięcy.
Upadła wczoraj i rozcięła sobie wargę, płynęła krew i bolało. Obydwoje - mama i tata - przytulaliśmy i ocieraliśmy łzy.
Przepełniony współczuciem Tata powiedział w pewnej chwili:
- Ale jesteś nieszczęśliwa.
Mila na to, kapiąc z nosa:
- Nie jestem nieszczęśliwa.
- Nie?
- Nie. Jestem szczęśliwa. Tylko jestem smutna, bo upadłam.
- A dlaczego jesteś szczęśliwa?
- Bo mam oboje rodziców tutaj.
Takie piękne, że aż w gardle ściska....
We wspieraniu rozwoju Mili i Maciusia staramy się stosować ideę Marii Montessori - stwórz dziecku sprzyjające otoczenie i pozwól w nim działać samodzielnie. Proponuj zajęcia, pokazuj możliwości, zapewniaj materiały, ale niczego nie narzucaj, na nic nie nalegaj. Obserwuj, po co dziecko sięga. Słuchaj, o co pyta . . . . . I podążaj za nim.
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Zagroda
Dzisiaj zrobiłyśmy zagrodę dla zwierząt.
Komplet takowych zakupiłam. Okazuje się zresztą, że nie tak łatwo jest kupić komplet zwierząt gospodarskich. Królują zwierzęta dzikie i dinozaury. Ale po odwiedzeniu kilku sklepów udało się.
Najpierw zrobiłyśmy masę solną.
Mila odmierzała mąkę.
Mieszali i ugniatali razem z bratem.
Komplet zwierzątek czekał cierpliwie na swój dom.
Mila wałkowała masę.
Po rozwałkowaniu wyłożyłyśmy nią dno tekturowego pudełka.
Tym samym uzyskałyśmy podłoże, na którym mogłyśmy zacząć działać (pomysł jak Tutaj).
Działanie zaczęłyśmy od wykałaczek przekrojonych na pół.
Mila ułożyła płotek.
Który stał się zagrodą dla kozy.
Zrobiłyśmy też trochę brązowej masy.
Która stała się błotkiem dla świnek.
Mila pokolorowała kawałek rolki po papierze toaletowym.
Który stał się budą dla pieska.
Owieczki też znalazły schronienie.
Krówkom zrobiłyśmy ogrodzenie, żeby miały swoje miejsce.
Konie piły wodę (niebieska masa też się przydała).
Córeczka czekała cierpliwie, aż jej mama nasyci pragnienie.
Kurki znalazły kącik dla siebie przy trawce.
W naszej zagrodzie stoi też ul - oczywiście pod drzewem, żeby pszczółki miały blisko.
Cała zagroda wygląda tak (choć zdjęcie zrobione jeszcze przed pewnymi działaniami):
W rzeczywistości wygląda ciekawiej.
Nasza zagroda wyszła po prostu super!
Komplet takowych zakupiłam. Okazuje się zresztą, że nie tak łatwo jest kupić komplet zwierząt gospodarskich. Królują zwierzęta dzikie i dinozaury. Ale po odwiedzeniu kilku sklepów udało się.
Najpierw zrobiłyśmy masę solną.
Mila odmierzała mąkę.
Mieszali i ugniatali razem z bratem.
Komplet zwierzątek czekał cierpliwie na swój dom.
Mila wałkowała masę.
Po rozwałkowaniu wyłożyłyśmy nią dno tekturowego pudełka.
Tym samym uzyskałyśmy podłoże, na którym mogłyśmy zacząć działać (pomysł jak Tutaj).
Działanie zaczęłyśmy od wykałaczek przekrojonych na pół.
Mila ułożyła płotek.
Który stał się zagrodą dla kozy.
Zrobiłyśmy też trochę brązowej masy.
Która stała się błotkiem dla świnek.
Mila pokolorowała kawałek rolki po papierze toaletowym.
Który stał się budą dla pieska.
Owieczki też znalazły schronienie.
Krówkom zrobiłyśmy ogrodzenie, żeby miały swoje miejsce.
Konie piły wodę (niebieska masa też się przydała).
Córeczka czekała cierpliwie, aż jej mama nasyci pragnienie.
Kurki znalazły kącik dla siebie przy trawce.
W naszej zagrodzie stoi też ul - oczywiście pod drzewem, żeby pszczółki miały blisko.
Cała zagroda wygląda tak (choć zdjęcie zrobione jeszcze przed pewnymi działaniami):
W rzeczywistości wygląda ciekawiej.
Nasza zagroda wyszła po prostu super!
środa, 23 października 2013
Trąbka
Zrobiłyśmy trąbkę.
Tak się to przynajmniej nazywało roboczo i nazwa się przyjęła.
A to było tak:
Mila dostała od babci książkę.
Jest w niej rozdział o instrumentach muzycznych, które można zrobić samemu.
Pokusiłam się na zrobienie mirlitonu.
Nazwa śliczna, a co oznacza?
Jest to wspólna nazwa instrumentów, które zmieniają głos osoby grającej.
Do naszego mirlitonu potrzebne było niewiele rzeczy:
papierowa tuba (po ręcznikach papierowych świetnie się nadaje)
kawałek papieru (u nas był śniadaniowy)
gumka recepturka
Tuba została oklejona kolorową taśmą i naklejkami.
Papier został ozdobiony wzorkami z użyciem mazaków dmuchanych.
Papier nałożyłyśmy na końcówkę tuby i przymocowałyśmy gumką.
Gdy do tuby nuci się melodię, papier drży i zniekształca głos.
Nie minęło pięć minut, jak pożałowałam, że wpadłam na ten pomysł.
Dlaczego?
Sami zróbcie, to zobaczycie.... ;-)
Tak się to przynajmniej nazywało roboczo i nazwa się przyjęła.
A to było tak:
Mila dostała od babci książkę.
Jest w niej rozdział o instrumentach muzycznych, które można zrobić samemu.
Pokusiłam się na zrobienie mirlitonu.
Nazwa śliczna, a co oznacza?
Jest to wspólna nazwa instrumentów, które zmieniają głos osoby grającej.
Do naszego mirlitonu potrzebne było niewiele rzeczy:
papierowa tuba (po ręcznikach papierowych świetnie się nadaje)
kawałek papieru (u nas był śniadaniowy)
gumka recepturka
Tuba została oklejona kolorową taśmą i naklejkami.
Papier został ozdobiony wzorkami z użyciem mazaków dmuchanych.
Papier nałożyłyśmy na końcówkę tuby i przymocowałyśmy gumką.
Gdy do tuby nuci się melodię, papier drży i zniekształca głos.
Nie minęło pięć minut, jak pożałowałam, że wpadłam na ten pomysł.
Dlaczego?
Sami zróbcie, to zobaczycie.... ;-)
sobota, 19 października 2013
Bączki
Córka wypatrzyła w szufladzie cyrkiel. Taki z prawdziwego zdarzenia, jak te 25 lat temu... :-)
Oczywiście pojawiły się pytania: a co to, a po co, a dlaczego, a mogę...?
No pewnie, że może. Oczywiście pod pewną kontrolą, bo jednak wizja cyrkla wbitego w oko jakoś nie dawała mi spokoju....
Naszykowałyśmy:
rzeczony cyrkiel
ołówek
mazaki
nożyczki
tekturę
wykałaczkę
Mila rysowała kółeczka cyrklem, wycinała (poprawiłam co nieco, bo obawiałam się, że pewne nierówności będą potem miały wpływ - teraz żałuję, bo może by nie miały, a za to Mila miałaby większą satysfakcję z samodzielnie zrobionej roboty) i mazakami malowała wzorki.
Wzorki ewaluowały... :-)
Mila po raz kolejny mogła się przekonać, że żółty i niebieski dają zielony.
A czerwony i żółty - pomarańczowy.
Mieszanie kolorów na bączkach było fajne :-)
Oczywiście pojawiły się pytania: a co to, a po co, a dlaczego, a mogę...?
No pewnie, że może. Oczywiście pod pewną kontrolą, bo jednak wizja cyrkla wbitego w oko jakoś nie dawała mi spokoju....
Naszykowałyśmy:
rzeczony cyrkiel
ołówek
mazaki
nożyczki
tekturę
wykałaczkę
Mila rysowała kółeczka cyrklem, wycinała (poprawiłam co nieco, bo obawiałam się, że pewne nierówności będą potem miały wpływ - teraz żałuję, bo może by nie miały, a za to Mila miałaby większą satysfakcję z samodzielnie zrobionej roboty) i mazakami malowała wzorki.
Wzorki ewaluowały... :-)
Mila po raz kolejny mogła się przekonać, że żółty i niebieski dają zielony.
A czerwony i żółty - pomarańczowy.
Mieszanie kolorów na bączkach było fajne :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

