wtorek, 6 sierpnia 2013

Wyklejanka

Mila bardzo lubi używać nożyczek. Czasami wymyka się to spod kontroli:

"Mamusiu, mogę sobie uciąć kłębuszka?"
"Dużo?"
"Tylko kawałek"
"Dobrze. Tylko odetnij sobie kawałek od końca, a nie w środku"

A potem trzeba wyciągać odkurzacz, bo nie sposób po prostu wyzbierać palcami całego motka włóczki zamienionego na trzycentymetrowe strzępy....

Dzisiaj wycinanie odbywało się pod kontrolą, bo była pewna koncepcja, której należało się trzymać.

Zaczęłam od przyklejenia na dużą kartkę wyciętej z gazety (...lub czasopisma?) twarzy dziewczynki.

Potem rysowałam Mili poszczególne elementy, które wycinała i naklejała w odpowiednie miejsca.


Nóżki wycięłam ja, ale przykleiła Mila.
I niech tylko ktoś się przyczepi, że koślawo, czy coś... !


Potem Mila wycięła i przykleiła rączki.


 A potem mogła sobie naciąć kawałków włóczki, co po prostu uwielbia. 
Ja związałam je pośrodku, Mila przykleiła na głowie.

Potem uznała, że dziewczynkę należy jeszcze urozmaicić.


Urozmaicała kredkami i dalszymi wycinankami - tym razem inwencja była tylko jej. 


Mila prezentowała swoje dzieło z dużą satysfakcją :-)


Dziewczynka oczywiście zamieszkała razem z nami. 

Powoli zaczynamy mieć problem z archiwizowaniem wytworów mojej córki. Szczególnie, że niektóre z nich są przestrzenne....
Ale wczoraj udało się w końcu namówić Milę do zutylizowania "morza" (o którym było Tutaj). Prosiło się już o to bardzo mocno i na szczęście obyło się bez protestów.


 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Wycieczka rowerowa II

Kolano spisało się na medal - zregenerowało się przez noc i nie zabolało dziś ani razu.

Dzisiaj znowu mała pętelka - 20 km. Nie wiemy, ile nadłożyliśmy, bo licznik nie spisał się na medal :-(

Tym razem wybrał się z nami kolega.


Okoliczności przyrody były bardzo podobne do wczorajszych, ale jednak mniej lasu, a więcej pól i - tym samym - kombajnów. 
Kombajny to, jakby nie było, wielkie kosiarki i jako takie nie cieszą się wielką sympatią Mili. Nie wiemy dlaczego. Ale udało nam się pod żaden nie wpaść, więc córka była z wycieczki zadowolona.

Przy okazji przejazdu odbyły się krótkie pogadanki na temat warzyw uprawnych i zbóż. Mili został zaprezentowany kłosek pszenicy z ziarenkami, strączek rzepaku z kuleczkami i kwiat kukurydzy. Mila już wie, skąd się bierze mąka. I do czego zużywa się słomę.

A słoma dopisała w dużych ilościach.


Zdobyliśmy szczyt!


Mila hasała jak kozica.


Niestety nie obyło się bez przymusowych przerw w wycieczce.

Chłopaki zmieniali dętkę....


A Mila zbierała kwiatki.
W kasku, którego za nic nie chciała zdjąć.


Wycieczka bardzo fajna. Jako że mieszkamy na terenie wyżyny, trasa rzadko przebiega po równym terenie. Ciągle z górki albo pod górkę. Więc zmęczenia trochę jest ale i satysfakcji z tego też.

Zestaw: rower+fotelik stanowczo przedkładam nad przesiadywanie na placu zabaw pod blokiem....




niedziela, 4 sierpnia 2013

Wycieczka rowerowa

Żeby zniwelować choć trochę objawy depresji pourlopowej (poniedziałku - nie nadchodź nigdy...) postanowiliśmy wybrać się na przejażdżkę na dwóch kołach (w sumie czterech).
Wybraliśmy niedługą trasę - 15 km, układającą się w pętlę. Mapę mieliśmy średnio dokładną, ale na szczęście szlak w terenie był dość dobrze oznakowany, więc nadłożyliśmy tylko 4 km :-)

Emilka bardzo lubi jeździć z nami rowerem. Takie 1,5 h wytrzymuje bez mrugnięcia okiem.

Jeździliśmy sobie drogami pośród pól...


 Skoszonych już lub jeszcze nie...


 I przez bardzo malownicze wioseczki.

mąż mi kazał przy tym zdjęciu koniecznie zaznaczyć, że to jego rower!

Jutro jedziemy na kolejną. Ciekawe, czy wrócę na noszach, jako że mi kolano wysiadło... Ale czego się nie robi, żeby na maksa wykorzystać czas urlopu.....



piątek, 2 sierpnia 2013

Lody

Pogoda cały czas piękna.
Co sprzyja konsumpcji lodów. Emilka mogłaby je jeść kilogramami. 

Dzisiaj zabawiłyśmy się w lodziarki :-)

Zaczęłyśmy od przygotowania pucharka.
Odcięłam górną część butelki po wodzie mineralnej i razem wcisnęłyśmy ją w zakrętkę po soczku, wypełnioną plasteliną.


Potem Mila formowała kulki z plasteliny (świetne ćwiczenie usprawniające małą motorykę) i układała je w fantazyjny sposób w naszym pucharku.


Nasza plastelina jest jednak jakby z poprzedniej epoki (w której każda zabawka obowiązkowo musiała mieć buro-szary odcień, a wszystkie żywe i nasycone kolory były niedozwolone...), poszukałam więc sposobu na urozmaicenie naszych gałek.
Znalazły się koraliki i cekiny różnej maści.


Którymi Mila obsypała lody.


Potem jeszcze przyozdobiła pucharek - brokatowym klejem w złotym kolorze.


 Lody wyszły pyyyyyyyyychaaaaaaa... :-) 


Choć niezbyt ładne, trzeba przyznać. 

Ale za to nasza nowa, świeżo zakupiona,  plastelina jest po prostu śliczna i lepienie zapowiada się obiecująco :-)