Ostatnio królują u nas zadania z kalendarza adwentowego. Nie wszystkie są pracochłonne, czasem jest to po prostu czytanie o świętach czy Mikołaju. Na razie jednak więcej jest rękodzielniczych, bo wychodzę z założenia, że im bliżej świąt, tym mniej będę miała czasu na takie działania. Wtedy przyjdzie czas na rysowanie portretu rodziny przy choince, czy nauka kolędy.
My z Milą działamy, a co w tym czasie robi Maciuś?
Czyta gazetę:
Zjada czekoladki:
Przyzwyczaja się do łyżeczki:
Albo samoobsługuje się pudłem z plastikowymi zabawkami, których Ci u nas dostatek, głównie poemilkowych. Powoli będę mu je wycofywać, bo robię się coraz bardziej "drewniana", ale na pewno całkiem ich nie zabraknie.
Dzisiaj Macius poczynił bardzo konkretną próbę siadania. Jesteśmy dobrej myśli - to na pewno już niedługo!
Głęboko wierzę w moc słowa czytanego.
Książek u nas było, jest i będzie dużo. Nie przypadkowych, ale starannie wybieranych.
Telewizor zdecydowanie stoi na drugim planie.
Kiedyś napisałam dla Mili bajkę terapeutyczną. Można o niej przeczytać Tutaj.
Więcej takowych nie popełniłam, ale kilkakrotnie już posługiwałam się gotowymi książkami, żeby pomóc Mili poradzić sobie z jakimś problemem. Różne skutki to odnosiło - o tym Tutaj ;-)
Kilka dni temu dostałyśmy audiobook z bajkami terapeutycznymi. Włączyłam Mili do posłuchania. Pięć bajek, opowiadanych głosem Jerzego Kryszaka, odnoszą się właściwie do jednego: aby mimo przeciwności losu nie poddawać się lecz dążyć do celu. Mimo wszystko.
Jest bajka o meduzie Matyldzie, która po przeprowadzce do nowego miejsca bardzo chciała mieć przyjaciół, ale trudno było jej ich zdobyć, ponieważ oceniano ją po wyglądzie zewnętrzym. Nie poddała się jednak i dzięki swojej odwadze udowodniła, że najważniejsze jest to, czego nie widać gołym okiem.
Jest wierszowana bajka o gawronie, nie umiejącym krakać, a jednak uparcie realizującym swoje marzenie o zostaniu aktorem (świetna dla dzieci z problemami logopedycznymi).
Jest bajka o chorym Pawełku, który zostaje dowódcą wojsk prowadzących działania wojenne w jego ciele - dla dzieci, które walczą z chorobą. To pomysł, jak wprowadzić do takiej sytuacji element zabawy, dzięki któremu chorowanie nie będzie już tylko udręką.
Jest bajka o Wojtku, który nie rozróżnia kolorów, a jednak maluje piękne obrazy i wystawia je w największej galerii na świecie - to dla dzieci, które zmagają się z różnymi deficytami.
I jest bajka o literkach, a właściwie o literce Ź, które mimo swojej niepozorności wygrywa konkurs na najpiękniejsze zdanie.
Prawie godzina słuchania historii napisanych prostym językiem, z sympatycznymi bohaterami, poruszające naprawdę ważne problemy.
Mila przesłuchała ją już kilka razy. Teraz weźmiemy ją do samochodu, bardzo się przyda na dłuższe podróże.
Płytkę wydała Oficyna MM. Część dochodu ze sprzedaży przeznacza na fundację Anny Dymnej MIMO WSZYSTKO.
Jeszcze można zdążyć przed świętami :-)
Zamalowałam się trochę do kąta z formą naszego kalendarza. Malutkie domki są urokliwe, ale naprawdę malutkie. Niewiele się do nich mieści. Niby takie było założenie - że prezenciki są naprawdę drobne. W zeszłym roku udało mi się nazbierać odpowiednią ilość drobiazgów. Ale w tym jest trochę gorzej. Ze względu na Maciusia nie jestem tak mobilna, jak bym chciała. Zmieniłam więc trochę koncepcję. Mam na dnie garderoby takie magiczne pudełko, do którego wkładam upominki kupione dla Mili zupełnie przypadkowo i bez okazji. Wyciągam, jak jest potrzeba. Jest tam kilka drobiazgów, gabarytowo nadających się do kalendarza, ale większość nie wejdzie.
Wymyśliłam więc, jak to obejść.
W dzisiejszym domku była karteczka z zadaniem "Upieczenie ciasteczek dla Świętego Mikołaja".
I prezent był stosowny - komplet uroczych foremek do ciasteczek.
Nijak nie zmieści się do kalendarzowego domku :-)
Wydrukowałam więc plan naszego mieszkania. Na czerwono zaznaczyłam punkcik i napisałam, że to jest miejsce ukrycia prezentu i że Mila musi go odnaleźć.
Ale się cieszyła :-) Skakała z radości, jak odczytałam jej, co ma zrobić :-)
Nie będąc pewna, jak poradzi sobie z planem domu, schowek był bardzo łatwy do odkrycia. Następnym razem stopień trudności będzie większy.
No i piekłyśmy.
Pierwszy raz używałyśmy foremek w formie stempelków.
Po upieczeniu wzory trochę straciły na wyrazistości, ale ciasteczka i tak wyszły śliczne. No i przede wszystkim smaczne. Mila dostała nawet dyspensę (nasz słodyczowy dzień to niedziela) i mogła zjeść dwa.
Pełen talerzyk, razem z kubkiem mleka czeka natomiast na Mikołaja, który przecież ma nas odwiedzić tej nocy. Ciekawe, czy będą mu smakowały :-)
W ramach zadań z naszego kalendarza zrobiłyśmy świąteczny wieniec na drzwi.
Wykorzystałyśmy zdekompletowane puzzle (pomysł przetestowany kiedyś Tutaj).
Najpierw pomalowałyśmy je na zielony kolor. Polecam do tego gąbczaste pędzle.
Gdy wysychały, z tektury wycięłyśmy okrąg, który następnie Mila pomalowała na taki sam zielony kolor.
Po wyschnięciu nałożyłyśmy na okrąg klej i poprzyklejałyśmy puzzle. Bez dopasowywania ;-)
Jeszcze tylko czerwona wstążeczka do ozdoby i wieniec mógł zawisnąć na drzwiach. Oczywiście na jedynie słusznych drzwiach - prowadzących do pokoju Emilki :-)
Bardzo ładnie się prezentuje :-)