czwartek, 21 sierpnia 2014

Wakacje

Zbliżają się do końca. Niestety. Teraz przed nami dłuuuugie siedzenie w domu. 

Na osłodę pokaz slajdów :-)


Babeczki z piasku:


Lody czekoladowe:
 

I czekolada:



Ciapanina w błocie:


I chlapanina w wodzie:
 

Farbki do malowania twarzy:


I warsztat artystyczny na chodniku u dziadka:
 

W międzyczasie trochę zabawy w domu:
 

A potem fruwanie na campingu:
 

Szukanie amonitów:


Zwiedzanie zamków:
 


Huśtanie na linie:
 

I pierwsza nauka wspinania:
 

Widoki z Kasprowego:
 

I Wielka Krokiew:
niestety bez Kamila Stocha i Piotrka Żyły - idolów Emilki
 

Sporo wrażeń, nowych rzeczy, dużo świeżego powietrza i ruchu - takie wakacje lubimy. Skończyły nam się wcześniej, niżby mogły, ale i tak były fajne :-)




poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ciapka

...czyli to, co tygrysy lubią najbardziej :-)

"Mamusiu - zrób mi jakąś ciapkę" - poprosiła dziecina wczoraj.

Ależ bardzo proszę. "Przejrzałam" swoje myśli (tak zawsze robi Mila) i udałam się do kuchni ostrzegając, że na ciapkę trzeba będzie chwilę zaczekać, bo będzie na ciepło.

Okoliczności były bardzo sprzyjające. Był upał, więc rzeczona dziecina już wcześniej rozebrała się do samych majteczek, nie było więc obaw, że się jakoś kłopotliwie ubabrze.

Ugotowałam krochmal. To znaczy - tak mi się przynajmniej wydaje, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam. Po prostu zagotowałam wodę i dodałam do niej mąki ziemniaczanej.



Mila w tym czasie przygotowała sobie dodatki, które chciała wykorzystać w zabawie, bo wymarzyła jej się ciapka błyszcząca :-)


Gdy krochmal ostygł na tyle, że można było włożyć do niego ręce, przelałam go do miski, a miskę postawiłam na balkonie. Wydał mi się najodpowiedniejszym miejscem.

Przed włożeniem rąk Mila wsypała po trochu swoich dodatków.
Cekiny układały się na powierzchni i wyglądało to naprawdę uroczo.


 A potem zanurzyła dłonie.



 No i przepadła na DWIE GODZINY.


Przez dwie godziny siedziała na balkonie (kategorycznie zabroniłam się z niego ruszać), po turecku, przed miską, do której włożyłam jej jeszcze słoiczek, który z lubością napełniała krochmalem i oglądała zanurzone w krochmalu cekiny, przez które przeświecało słońce.


Powiem szczerze - ciapka cudowna, utrafiła w gusta Mili bezbłędnie.

Jest tylko jeden słaby punkt - sprzątanie.


Gdy Mila już skończyła, zaniosłam jej na balkon basenowe klapki, obtarłam powierzchownie z ciapki i kazałam przemaszerować do wanny. Pod prysznic. Bo oczywiście uciapała się niemiłosiernie, łącznie z włosami :-)
O utylizacji cekinowego brokatu nie będę się rozpisywać - było ciężko... Balkon do tej pory czeka na umycie, bo tak sobie wymyśliłam, że jak wyschnie, to będzie łatwiej umyć. Ale jakoś jeszcze się nie zebrałam, żeby sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest ;-)


Jeszcze jedna znamienna rzecz - Emilka przez te bite dwie godziny zabawy non stop MÓWIŁA. Do siebie oczywiście. Ona długo może.
Żałuję, że nie miałam czasu podsłuchiwać :-)




sobota, 2 sierpnia 2014

Nakręcanie

Przy okazji bytności w sklepie metalowym nabyłam zestaw śrubek i nakrętek.
I to wcale nie w celu majsterkowania, ale wspomagania motoryki małej.

Próbowałyśmy już podobnej zabawy Tutaj.

Tym razem było trochę trudniej - i dobrze, bo już poprzednia zabawa okazała się zbyt łatwa dla Mili.



Z dopasowaniem poszło świetnie, z nakręcaniem różnie. Najmniejsze śrubki (te naprawdę drobne) sprawiły jej pewne trudności, te większe nakręciła bez żadnego problemu.

 
Mały wydatek a ćwiczenie sprawności bardzo dobre. 
Muszę tylko dokupić kilka większych rozmiarów.




poniedziałek, 21 lipca 2014

Samodzielne mycie

Mila od jakiegoś już czasu wieczorne mycie odczynia samodzielnie. Trudno było ją do tego przekonać, jako że mycie dokonywane przez mamusię stanowiło przecież jeden z ważnych codziennych rytuałów. Pokusa samodzielności zrobiła jednak swoje, szczególnie, że szła za tym możliwość używania elektrycznej szczoteczki :-)
Na początek ustaliłyśmy, że myjemy na przemian - jednego wieczoru ja, drugiego ona. Po jakimś czasie Mila niespodziewanie oznajmiła, że będzie myć się sama codziennie.
Oczywiście utrzymywałam nad tym kontrolę - szczególnie gdy nadeszło lato, chciałam mieć pewność, że stopy i kolana są porządnie wyszorowane. Dlatego Mila woła mnie, gdy uzna, że już się umyła, a ja odpytuję: "Szyja?" "Umyta!" "Ramiona?" "Umyte!" "Pod pachami?" "Łan łan łan..." - chwyta za mydło i nadrabia. Gdy ma gorszy dzień, to chwytanie za mydło jest nader częste i summa summarum mycie odbywa się w mojej obecności a ja czuję się jak klawisz, tak stercząc nad nią. Nie tak ta samodzielność miała przecież wyglądać. Trzeba było coś z tym zrobić.

Wyszperałam stary, zalaminowany plakat, który posłużył nam swoim rewersem.
Ołówkiem naszkicowałam człowieczą postać, wzorując się na gotowym obrazku, bo zawsze z proporcjami mam problem. Odrysować się nie dało, bo oryginał za duży :-(


Dość blado wypadł ten ołówek, ale Mili udało się poprawić kontur permanentnym mazakiem.


 Oczywiście momentami rozpędzała się i w ruch musiał pójść wacik nasączony spirytusem.
Przy palcach trochę pomogłam i nasza postać była gotowa...


 ...do zaznaczania jej poszczególnych części ciała. Przy czerwonych krzyżykach umieściłam napisy, postanawiając w ten sposób wspomóc naukę czytania.


Nie jestem jednak pewna, czy te napisy nie spowodowały, że plakat stał się mniej czytelny. Trochę bałaganu się na nim zrobiło. Ale Mila chciała żeby zostały, więc powiesiłyśmy go w takiej właśnie formie.



Plakat zrobiłyśmy i powiesiłyśmy wczoraj, więc mycie z jego pomocą odbyło się już dwukrotnie. Póki co, bez zapomnienia niczego :-)

Oczywiście nie mam większych złudzeń - niedługo przestanie być atrakcją i nawet na niego nie spojrzy przy myciu, ale może do tego czasu nabierze jakichś pożądanych nawyków :-)