niedziela, 28 czerwca 2015

Co z tą szachownicą...?

Pamiętacie szachownicę, którą zrobiłam dla Maciusia?

Funkcjonuje nadal, ale w zmienionej nieco formie. A właściwie zmieniającej się nieustannie.

Z kolorowego kartonu wycięłam różne kształty.
Na początek przykleiłam dwa. Codziennie zmieniałam ich miejsce, trzymając się zasady kontrastowości (aby kształt dobrze odróżniał się od tła).

 
Raz na tydzień dodaję nowy kształt, nie zapominając o zmianie miejsca tych już wiszących.

 
 
A zmianą miejsca położenia zajmuje się wiadomo kto :-)


Czasami nawet - wbrew regułom - kilka razy dziennie.

Maciuś bardzo "się ciekawi" (neologizm starszej siostry) swoją szachownicą. Codziennie czeka go moment zaskoczenia w postaci zmiany rozmieszczenia kształtów, a raz w tygodniu nowego kształtu. Za jakiś czas szachownica zostanie wymieniona na coś innego, ale na razie spełnia swoją rolę znakomicie. 


środa, 24 czerwca 2015

Zwykła mydelniczka

Jeśli wpadnie Wam w oko mydelniczka z przyssawkami, o taka:


To koniecznie kupcie :-)

Okazało się bowiem, że bardzo dobrze nadaje się do ćwiczenia paluszków.

Wystarczy mieć małe koraliki i nakładać je na przyssawki. Bez żadnej koncepcji albo tworząc wzory.

 
A jak ma się zakraplacz to może być jeszcze fajniej. Zakraplaczem umieszcza się kropelki na przyssawkach. Dobrze użyć do tego kolorowej wody, wtedy wygląda to fajniej. U nas sprawdził się sok jabłkowy (żeby nikogo kolor nie zmylił...)

 


Tak to się właśnie Emilka ostatnio bawiła :-)


środa, 17 czerwca 2015

Ogród dla wróżek

Dom z ogrodem - największe marzenie Mili.
Niestety -  na tę chwilę nieziszczalne.

Pewnego dnia przeglądałam sobie znajome blogi i trafiłam na To!
Zelektryzowało mnie po prostu! To jest coś dla nas!
Nie dość, że ogród, a więc miniaturka jej marzenia (a to już coś), to jeszcze przeznaczony dla wróżek (na punkcie których Mila ma ostatnio gigantycznego fioła).

Trochę czasu zabrała mi realizacja, bo przyplątywały się do nas jakieś katarki, ale w końcu dotarłam do sklepu ogrodniczego i poczyniłam tam stosowne zakupy.

Gdy Mila usłyszała, że będziemy robić ogród dla wróżek, dosłownie podskoczyła z radości. Raz, drugi, trzeci.... dziesięciotysięczny :-)

Na balkon postawiłam wielką donicę, co to ją dzielnie ze sklepu na wózku przywiozłam. Na dno wsypałyśmy cały nasz zapas kulek hydrożelowych i dopełniłyśmy ziemią. Posadziłyśmy dwie kępki roślin, przeznaczonych do skalników. Specjalnie kupiłam kwitnące, bo inne rośliny w naszym ogrodzie byłyby zupełnie nie na miejscu.
Pamiętacie te domki?
Właśnie jeden z nich stanął w naszym ogrodzie, jako lokum dla wróżki. Mila otoczyła go płotkiem z patyczków.
Z mojego magicznego pudła spod łóżka wydobyłam duży kamień w kształcie serca, przywieziony jako trofeum znad jeziora kilka już lat temu. Umieściłyśmy go w ogrodzie, jak również kilka szyszek, żeby wróżki miały trochę drzew.  



Żeby wróżkom nie było za ciemno, z metalowej listewki i koralika zmontowałam latarnię.
 

Umieściłyśmy ją przed domkiem. Żeby miały jasno i nie musiały bać się wilków.

 
Ogród ma służyć wróżkom w celach relaksacyjnych, dlatego umieściłyśmy w nim huśtawkę...

 
i hamaczek.

 
 
Nasz ogród w całości prezentuje się tak: 


Stoi sobie w kącie na balkonie, który to kąt stał się teraz ulubionym miejscem zabaw Emilki. Codziennie rano (albo po powrocie z przedszkola) zagląda do niego i przez lupę szuka śladów wróżek, co byłoby dowodem na to, że przychodzą w nocy. A codziennie wieczorem podlewa ogród i sama o tym pamięta!
A ja na to wszystko patrzę i śmieję się z radości :-)


Tylko domek musimy wymienić, bo ten z masy papierowej nie zdaje egzaminu - w nocy nasiąka wilgocią, w dzień wysycha i tak w kółko, co nie robi mu dobrze na prezencję. Ale jakoś nie mam na razie koncepcji. Może sama przyjdzie.


Mówię Wam - zróbcie sobie ogród, choćby na balkonie. Przefajna rzecz :-)


piątek, 12 czerwca 2015

Rysowanie kredą

Nasza tablica kredowa zrobiła się passe - wisi na ścianie i straszy swoją czarnością.
Nie mogę się zdecydować, czy mnie to cieszy czy nie. Z jednej strony rysunki na niej były fajne, z drugiej - ten wszechobecny kredowy pył mnie po prostu wnerwiał...

Kredę nosimy oczywiście na spacery, bo fajnie porysować po chodnikach, ale to wie każdy.

Ale wczoraj zostaliśmy w domu. Maciuś sobie zasnął, a ja z Milą postanowiłyśmy zrobić coś razem.

Wyciągnęłyśmy ciemnoniebieską kartkę i kredę.

Rysowanie kredą po kartce tak po prostu nie jest najlepszym pomysłem - pyli się, osypuje i rozmazuje. I rysunek wcale nie jest fajny. Poszukałam sposobu.

Do filiżanki wsypałam łyżeczkę cukru pudru.
Mila maczała kredę w słodkiej wodzie i rysowała nią po kartce.

 
Mokrą kredą rysowało się bardzo przyjemnie - miękko i delikatnie.
Wysychając nabierała ładnych kolorów.
 
 
Narysowała swoje największe marzenie - dom z ogrodem :-)

 
Rysunek wisi przyklejony do tablicy. Póki co, chyba do tego będzie nam służyć :-)