środa, 6 listopada 2013

Akcja Znicz

W dzień zaduszny zabrałam Milę na cmentarz wieczorem. Sama pamiętałam z dzieciństwa, jak lubiłam tam chodzić już po zapadnięciu zmroku. Oczywiście tylko w święto, kiedy na grobach stoi mnóstwo zapalonych zniczy. O nocnych spacerach po ciemnych cmentarzach nigdy nie było i nie będzie mowy :-)

Rozświetlony cmentarz zachwycił Milę. 
Do tego stopnia, że od tamtej pory musimy codziennie odwiedzać cmentarz, który mijamy w drodze z przedszkola do samochodu.  Jutro już chyba zaprotestuję, bo światełek na grobach coraz mniej i chęć przekraczania ciemnej bramy jakoś we mnie słabnie....

No i nie dało rady inaczej - musiałyśmy zrobić znicz. 

Słoik (po miodzie jak się zdaje) okręciłyśmy bibułką. Musiała być fioletowa, a jakże. Inny znicz (niż fioletowy) nie miałby racji bytu.


Kolorową (czyt. fioletową) kartkę papieru zgięłam na pół, nieco przycięłam i narysowałam płotek. 
Mila za zadanie dostała ponacinać kartkę wzdłuż sztachetek :-)


Ponacinała nawet całkiem równo, ale cichaczem poprawiłam nieco, bo nacięcia były zbyt rzadko i efekt byłby marny.

Rozłożyłyśmy kartkę i okręciłyśmy nią słoik.
 

Do środka wstawiłyśmy świeczkę.

Zapaliłyśmy nasz znicz, zgasiłyśmy światło i podziwiałyśmy...


Bardzo proste, a naprawdę efektowne. Może trochę musztarda po obiedzie, ale cóż... - u nas akurat potrzeba pojawiła się teraz.

Nie jestem specjalistką od nocnych zdjęć, dlatego lepiej samemu zrobić i oglądać w realu niż na moim zdjęciu :-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz komentarz...